wtorek, 7 lipca 2026

Poetka z Kuźniczej


Dagmara Julita Zimna

Urodziła się poetką wyedukowana na prawniczkę. W wieku siedemnastu lat wygrała Turniej Jednego Wiersza podczas 18. Międzynarodowego listopada Poetyckiego.  Zdobyła  pierwszą  nagrodę  w  Turnieju  Wierszy o Poznaniu i Wielkopolsce. Debiutowała tomem „Turniczka dzwonniczka” w 1991 roku. W swoim skromnym dorobku ma szereg publikacji prasowych, pisze opowiadania, krótkie recenzje. W przygotowaniu zbiór opowiadań, szkiców i wspomnień. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

              Od urodzenia mieszka w Poznaniu, od czasu do czasu wędruje po górach i odwiedza miejsca związane z dzieciństwem rodziców; na Podbeskidziu i Ziemi Lubuskiej. Bielsko-Biała i Krosno Odrzańskie, miasta w  których  znajduje  najwięcej  inspiracji  nie  tylko  ze względu na uroki tych miejscowości, zafascynowana twórczością Mieczysława Stanclika i Klabunda - Alfreda Henschke,  autora  Kredowego Koła  /1925/, wiekopomnego  dzieła, które stało się  inspiracją dla Bertholda Brechta do napisania Opery za trzy grosze /1928/.

              Dagmara na Srebrnej Górze w Krośnie Odrzańskim. czuję się jak poeta Klabund w Davos,  przypominający bohatera Czarodziejskiej  góry T.  Manna. 

 

W maju tego roku została przyjęta w szeregi ZLP Oddział w Poznaniu.

 



 

niedziela, 28 czerwca 2026

Nowy numer ReWirów 25/2/2026

 


w części poświęcony 70 tej rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956

Jerzy Beniamin Zimny

 

                   Prasówka

  /…/ Wiele zdarzeń tego roku. Nie nadążam za tym, co się w kraju dzieje. Szkoła zajmuje mi wszystkie wieczory, dni spędzam w pracy, a w nocy nie czytam gazet tylko śpię i marzę, aby noc była jak najdłuższa. Mietek mówi, że gazet nie czyta, a w radiu słucha tylko muzyki. Reszta to propaganda i same kłamstwa. Kiedy przysłuchuję się jego wywodom, nieraz mnie złość bierze, że on taki dworski i nie ufa komunistom? Ale on przy swoim stoi i na wszystko znajduje argumenty, które nie zawsze do mnie trafiają.

     - Słyszałeś? Wczoraj była zadyma przed Uniwerkiem. Pałowali studentów.

Staliśmy przy oknie na korytarzu podczas dużej przerwy i przegryzaliśmy kanapki. Mietek zaczął mówić o tym, co się wydarzyło i czego był świadkiem będąc wczoraj w centrum miasta.

     - Nie, nie słyszałem, ale mogę zapytać brata, on powinien wiedzieć.

     - Był jakiś wiec? Sama młodzież. Wiem tylko, że chodzi o cenzurę. Wszyscy mówili o cenzurze i o zakłamaniu. Poszło o teatr.

     - O teatr? Co, zamknęli teatr? – Wyraziłem swoje zdziwienie.

     - No nie zupełnie. Zdjęli w stolicy z repertuaru Dziady Mickiewicza.

     - I o to poszło?

     - Chyba o to. I gorąco tam było, musiałem się wycofać, bo wkroczyła milicja. Studentom się oberwało, a niektórych załadowali na samochody i wywieźli stamtąd. Na uczelniach wrze, wiem to od kolegi, z którym dojeżdżam do pracy pociągiem.

    Następnego dnia pojechałem do brata. Waletował w akademiku. Często to robił, bo tak łatwiej się uczyć. Pojechałem z duszą na ramieniu wiedząc, że akademik może być pod stałą obserwacją. Zaczepił mnie taki jeden przy wejściu. Na pewno nie student. Powiedziałem, że idę do kolegi na korepetycję. Wymieniłem nawet nazwisko. Wiedziałem, więc nie musiałem wymyślać na poczekaniu. Sprawdził w portierni i pozwolił wejść.

   Chłopaki odpoczywali. Jak kto chciał i na co miał ochotę? Brat kimał z książką a jego ławkowiec, ten z jednej ławki, też Leszek - głęboko zbratał się z łóżkiem. Zachowałem ciszę tą  samą, która  panowała na  korytarzu i pewnie we wszystkich pokojach, usiadłem grzecznie i czekałem, aż który z nich otworzy oko.

     - O brat się zjawił? – Lechu odłożył książkę, którą wcześniej miał prawie pod głową.

    - Przyszedłem sprawdzić czy jesteś cały?

    - No niezupełnie- powiedział, i odsłonił przy tym koszulę pokazując mi swoje plecy posiniaczone jakby oberwał styliskiem łopaty.

    - Potrzebne ci to było?

    - Zamiast bratu współczuć to jeszcze go rugasz? – Wygarnął z niesmakiem.

    - Daj spokój. Martwię się o ciebie. Te plecy to od pałki?

    - Pogłaskał mnie taki jeden i tyle - zażartował.

Nie pytałem już o nic, chociaż nie bardzo rozumiałem, o co tam na placu poszło. Może to prowokacja była, a studenci dali się wciągnąć w jakieś rozgrywki tam na górze. Tak mówił ojciec o wypadkach czerwcowych. Zaraz potem były zmiany personalne. A teraz w marcu, o co tak właściwie władzy chodzi? Zapytałem chłopaków, co o tym sądzą?

    - Wolność  słowa i zniesienie  cenzury, to  podnieśliśmy na wiecu - odpowie- 

       dział Leszek.

    - Sami na to wpadliście? Nie wierzę?

    - Dobre pytanie. Nie zastanawiałem się nad tym.

    - No właśnie. A kto tam jeszcze był na placu? Robotnicy byli? Zorganizowani?

    - Do czego zmierzasz? – Zapytał brat.

    - Bo z robotnikami to władza jeszcze się liczy. Nie pomyślałeś o tym?

    - Nie pomyślałem, ale masz rację, dociera do mnie to co mówisz.

   - Powiem ci więcej. Teraz będą was wylewać z uczelni. Niektórych zaraz wcielą do wojska. Zaczną się czystki. Przekonacie się, że tak będzie?

    - Resocjalizacja. Tak to określił młody porucznik na tej prasówce, co nas tam zebrali.

    - Byliście na prasówce? A to dobre - nie wytrzymałem powagi i wybuchnąłem śmiechem.

    - Tobie do śmiechu, a nam tam różne  gwoździe wbijali do głowy.

I zaczął opowiadać, jak to na prasówce było, o tym jak ich z placu zwinęli i zawieźli do jakiegoś obiektu, gdzie była duża sala. Oprócz studentów byli tam też przypadkowi, co to chcieli zobaczyć z bliska. Ich też zwinęli, ale osobno na sali kazali usiąść w kucka. Znaczy się po turecku. Porucznik zaczął prelekcję, o tym, że państwo na studentów łoży, a oni tacy niewdzięczni i na ulice wychodzą. Mówił tak parę godzin i niektórzy posnęli, a głód powszechny panował na sali. Wtedy odezwała się taka jedna pani. Starsza wiekiem, ale na fleku jeszcze, z torbą pełną zakupów podeszła do stołu i zwróciła się do nas:  Dzieci. Kto głodny, mam trochę chleba.  Byłam na zakupach i teraz jestem tutaj. Nie wiem, czemu. Ale nie o to chodzi. Macie, podzielcie równo, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze będą nas tutaj trzymać.

    Porucznik zbaraniał, ale szybko doszedł do siebie i kazał kobiecie wrócić na miejsce. Dodał jeszcze, że w tym wieku, który ta pani ma na karku nie powinno się łamać prawa. Kobieta na to, że przed wojną też taki jeden mówił jej, że łamie prawo, kiedy wstawiła się za robotnikiem. A na komunę jak najeżdżał? A dzisiaj pan to samo mówi, tyle, że najeżdża pan na kapitalistów. Komu mam wierzyć? Zapytała. Tamtemu sprzed wojny, czy panu?

  Porucznik zbaraniał do reszty. Nie wiedział, co powiedzieć. Wyszedł na chwilę z sali, a potem wszystkich nas puścili. Tej kobiety nigdy nie zapomnę  dokończył swoją opowieść Leszek.

   Po gorąco zaczętej wiośnie przyszło gorące lato. Znalazłem się w maturalnej klasie z ocenami, powiedzmy jak na mnie, kosmicznymi. Tak to określił ojciec. I był bardzo dumny, bo brat zaliczył trzeci rok, i co najważniejsze, nie wylali go z uczelni. Była to chyba moja zasługa, raczej moja przeszłość, tak mi to przyszło do głowy, kiedy rozważałem całą tą marcową sprawę, mając na uwadze metody, jakimi posługuje się władza. Tak mogło być w przypadku brata, miałem tego świadomość. /…/

fragment powieści Gromnica 

 

 

 

                                            





środa, 24 czerwca 2026

Gry wstępne /fragmenty/

 


      /.../ W lokalu królowała muzyka płynąca z czarnego pudła for­tepianu. Pianistka, młoda kobieta z długim warkoczem wybierała palcami na klawiaturze takty mazurka Chopina. Amatorzy kawy przy stolikach, podejrzane typy w koryta­rzu wypatrujący swoich potencjalnych ofiar, grupa świętujących czyjeś urodziny przy dwóch złączonych stolikach.  Szymon nauczony obserwacji z reguły nigdy się nie myli w ocenie sytuacji, potrafi prześwietlić każdego nie­zależnie od płci  i wieku. Ileż to razy uchodził przed przy­krym wydarzeniem, kiedy inni brali na siebie fatalne skutki, świa­domie lub nie. Poszukiwanie wieczornych uciech wiąże się z pewnym ryzykiem.  Można stracić nie tylko portfel, jego kole­ga kiedyś pod rondem o północy stracił kożuch i nowiutkie buty. Wracał do domu po śniegu, przeklinając cały świat, za co zapłacił mandat, jakby poniesionych strat było mało. Szymon ani myśli oddać komukolwiek pola. Nie musi, ponieważ  w lokalu panuje spokój. Do czasu. Bo spo­kój nigdy nie trwa długo, wystarczy jedna iskra, a wybuch­a pożar, wtedy ratuj się kto może, Szymon najczęściej ucieka do toalety, tam może przeczekać najgorsze i zawsze może powiedzieć, że niczego nie widział.                      

        W Pirackiej zawsze jest elegancko, można tutaj spotkać miłość na długie lata, można też podłapać chorobę weneryczną. Szymon może mówić o wielkim szczęściu, przez całe swoje długie życie udało mu się tego uniknąć. Zawsze potrafił wypatrzyć zagrożenie, nawet gdy obiekt pożądania potrafił to ukryć. 

        Narrator wyręcza bohate­ra, a on siedzi przy stoliku i wypatruje ofiary. Nie ma instynktu łowcy, przykładem  przedwojennych amantów sta­ra się być bardzo szarmancki, co zwykle wyzwala salwy śmiechu, kiedy potencjalne ofiary sprowadzają podrywacza do parteru.

        Minął kwadrans gdy do lokalu weszła wysoka dama w ka­peluszu z szerokim rondem, usiadła przy stoliku naprzeciw tarasu widokowego i zanurzyła wzrok w karcie dań. Szymon w tym momencie zapragnął być kelnerem, ale ruszył mocno głową i znalazł sposób na nawiązanie kontaktu. Bynajmniej nie na odległość, to nie miało szans, klasyczna forma pod­rywania świadcząca o prymitywnym charakterze faceta. Miał w swoim arsenale wiele sztuczek, każda inna stosownie do miejsca akcji - od speluny do salonu. Piracka plasu­je się pośrodku, więc z tego dziwacznego arsenału trudno było cokolwiek wybrać.

Czekał na stosowny moment. Najpierw war­to było zobaczyć, co uczyni dama, co zamówi, jakie ma gu­sta. Każdy szczegół garderoby i zachowania, a także kuli­narne słabostki świadczą o charakterze człowieka. Niezna­joma zamówiła szarlotkę z bitą śmietaną, do tego kawę z ekspresu i lampkę czer- wonego porto. Zatopiona w lektu­rze kolorowego pisma piła kawę, konsumując gorącą szar­lotkę. Lokal powoli pustoszał, na zewnątrz robiło się ciem­no, Szymon postanowił wy-próbować jeden ze swoich forteli, aby skutecznie podejść nieznajomą. Podejść w sposób wy­tworny, nie budząc przy tym żadnej wątpliwości co do swoich uczciwych zamiarów. Wyczekał stosownej chwili i ruszył do niecnego dzieła w zamyśle.

      Nieznajoma oderwała swoje oczy od lektury, odsunęła pustą filiżankę i rozejrzała się po sali, zaskoczona pustką dostrzegła Szymona, zdradzając swoje zaciekawienie. Kim może być ten gość dobrze ubrany, pre­zentujący się okazale? - pomyślała. A gość w tej samej chwili stanął przed jej obliczem, uśmiechając się subtelnie. Przez moment oboje się nie odzywali, długo udając zaskoczenie, pierwszy przemówił Szymon głosem onieśmielonego aman­ta:

    - Pozwoli pani się dosiąść?

    Nieznajoma miała zamiar odmówić, ale widząc anielską twarz nieznanego mężczyzny, uległa prośbie, wskazując dło­nią krzesło. Powoli je odsunął, ukłonił się raz jesz­cze i zajął miejsce przy stoliku:

    - Dziękuję - odrzekł - wielkie to dla mnie szczęście usiąść obok pani, szlachetnego serca jak mniemam, obdarzonej nieziemską urodą. Czuję się niegodzien takich względów.

Na moment zaskoczona, powróciła do trzeźwej oceny sytu­acji i z pozycji swojej przewagi nad nim, gestem pra­wej dłoni dała mu do zrozumienia, że nie może na wiele so­bie pozwolić. Ona tutaj decyduje o wszystkim, tutaj i tam poza lokalem, a nawet jeszcze dalej w mieście, co oznacza, że będzie musiał stanąć na głowie, aby uzyskać jej przychylność. Pod jednym warunkiem:  że po wyjściu z lo­kalu nie powie mu „do widzenia”.

Przez moment panowała pomiędzy nimi cisza, Szymon nie odważył się zabrać głosu, a Nieznajoma w sposób niezwy­kle wymowny zaczęła swój monolog:

    - Jest Pan bardzo odważny – mówiąc to, sparaliżowała go swoim wzrokiem. Już był gotów podnieść się z krzesła, gdy delikatnym rozwarciem ust, wysłała w jego kierunku uśmiech – ale jest to pańskim atutem, ta odwaga, nie znoszę mięczaków ani nazbyt nachalnych osiłków. Każdemu jedno tylko na myśli. A pana jakie myśli ku mnie przywiodły?

Nie wiedział, co ma odpowiedzieć, zaczął nerwowo rozglądać się za kelnerką, po czym lekko poddenerwowany wypalił  z grubej rury, dodając sobie w ten sposób wigoru do dalszej rozmowy:

      - Nie myśl, tylko ukryta pod ubiorem pani osobowość, bardzo skomplikowana i przy tym dystyngowana wielce. Mam wrażenie, że pochodzi pani z arystokratycznej rodzi­ny.

       Zaczęło być ciekawie przy stoliku, z jednej jego strony obiekt pożądań, z drugiej być może to samo. Oboje z podobnym zamiarem, ale w inny sposób wyrażanym, płeć słaba zawsze jest silniejsza w takich kontaktach. Czy tutaj w Pi­rackiej coś takiego się wydarzyło?

      Szymon opanował swoje zdenerwowanie, Nieznajoma wpadała w coraz większe za­kłopotanie, oboje w pewnym momencie przypomnieli sobie o personaliach. Od tego powinni zacząć, i dopiero potem kontynuować lub przerwać ten dialog. Szymon zwolnił, ona spuściła z niego wzrok, przez moment zastygli w bezruchu, po czym ten dziwny dialog ruszył w długą podróż aż do zamknięcia lo­kalu.

      - Jestem stanu wolnego, nie powiem, że zawsze byłem, pobieram prezesowską emeryturę, mam auto z mnogą ilości koni, ale sam jestem jak koń pociągowy i pragnę startować na wyścigach. Co do zainteresowań lubię wędkować, i wiem co to są dobre przynęty.

      - Jestem stanu wolnego, od niedawna, i nie wdowa ani rozwódka. Niech pan zgadnie, kim mogłam być, nie będąc nigdy zamężną. Byłam pewna pańskiego obecnego statusu, ale nie mogę uwierzyć w pański stan kawalerski.

      Kelner przyniósł zamówione desery, dwie lampki marko­wego koniaku, oboje zajęli się konsumpcją, co chwilę zerka­jąc na siebie. Szymon był pewien, że sam nie wróci do domu, Nieznajoma wiedziała, że musi stawiać warunki, nawet przeszkody, chociaż on, uprawiający kiedyś sport, nigdy nie do­siadał wierzchowca. Raz mu się zdarzyło galopować na lon­ży, ale było to bardzo dawno.

      Kiedy znikły ze stolika desery, powróci­ły zamiary molestowania partnera, z obu stron, na wyrywki, jakby zaczęły się wielkie miłosne manewry.  Dama „przycięła batem” pierwsza:

      -  Był pan już dłużej w związku?

      - Byłem, ale w radzieckim, potem w związku twórczym, i jeszcze w kilku związkach, ale żaden z ich nie zakończył się orgazmem. Przepraszam za świntuszenie, nie potrafię przejść obojętnie nad pięknym obrazkiem. A tak serio, związki moje z płcią piękną nie trwały długo, i to zawsze z mojej winy, ponieważ nigdy nie jestem z czymś lub z kimś do końca. Bo koniec jest czymś nieokreślonym czasowo i prze­strzennie, można obcować przez jedną noc bardzo owocnie, można też latami oczekiwać na owoce, owoce oczekiwa­nia, wegetacja, okres zbiorów. U mnie zbiory mogą mieć miejsce bardzo często, zależy od atmosfery i ciepła. Każde miejsce jest dobre, i każda okazja jest wtedy wykorzystana, gdy przyjemność jest obopólna. Na jak długo i czy z tego zrodzi się mocny związek? To zależy od wielu czynników, nie zawsze materialnych. Ktoś kiedyś powiedział, że okazja czyni złodzieja. Ja powiem, że okazja czyni mężem. Nie wszystko da się rozwiązać według powszechnie utartego schematu. Czasem w błądzeniu można znaleźć skarb. Co pani na to?

     - Ma pan dużo racji. Ale skoro nadal jest pan stanu wolne­go, nigdy nie będąc w długotrwałym związku, to nie znalazł pan jeszcze skarbu albo sam nie jest skarbem dla kogoś. Błądzi za­tem i błądzić będzie. Natomiast ja, na pańskiej dro­dze, będę jak współpasażerka podróży, każdy z nas wysiądzie na swojej stacji, i może kiedyś znów w tym samym lokalu, skrzyżujemy swoje spojrzenia, ale na bliższy, stały kontakt będzie już za późno. /.../  cdn

wtorek, 23 czerwca 2026

Gry wstępne w Koperniku

 


Osiedle Kopernika w Poznaniu, do Klubu Osiedlowego Kopernik na spotkanie z poznańskim pisarzem Jerzym Beniaminem Zimnym, przybyło liczne grono sympatyków książki. Autor prezentował swoją nową powieść pt. Gry wstępne.

Po dwóch wydaniach Gromnicy, i Różach z Montreux, powieściach które zostały dobrze przyjęte przez czytelników, przyszła kolej na Gry wstępne, powieść obyczajową, której fabuła obejmuje perypetie i rozterki sercowe dojrzałego mężczyzny, który pragnie zerwać z samotnym trybem życia. Nie jest to samotność sensu stricte, bohater nie może narzekać na niepowodzenia w kontaktach z przedstawicielkami płci pięknej. Wprost przeciwnie, ale brakuje mu zdecydowania,  co skutkuje osobistym dramatem trwającym w nieskończoność.

Bohater gier wstępnych po przejściu na emeryturę postanawia zmienić stan cywilny. Jego aktywność musi budzić podziw czytelnika, i jednocześnie zwątpienie w powodzenie tych poszukiwań. A miejsca zdarzeń są różnorodne,

nie tylko lokale rozrywkowe, bohater jest częstym gościem Sanatoriów, nawet przebywa w Szwajcarii, gdzie przeżywa kolejne rozterki.

Jak kończy się powieść? Warto się z nią zapoznać, ponieważ jak autor informuje, że pisze dalszą część losów Szymona Strugi, bohatera powieści, a tym samym zapowiadanej trylogii. Druga część ukaże się jeszcze w tym roku, pod tytułem: Niebieska komedia.    

 Red. 

 


sobota, 9 maja 2026

Nokturn w Dąbrówce



                                                               NA SZÓSTYM PIĘTRZE

  

Moje kobiety siorbią herbatę

każda w swoim mieszkaniu

ze ślepą kuchnią. 

Moje kobiety śpią snem wiecznym

albo przerywanym, moim kobietom

brakuje mojego młodego wieku. 

Tak sobie wyobrażam ich myślenie o mnie,

ale brakuje im mojej twarzy do pełnego obrazu,

nie wiedzą też jaką noszę bieliznę,

i co z paleniem i piciem.

 Wczoraj myślałem inaczej

jutro w szarych komórkach

zamieszkają emigranci z nieba;

wśród nich kobiety. 

Każda w letniej sukience

 

NA ŁĘGACH DĘBIŃSKICH

 

Wdychać wiosnę jak opary alkoholu,

iść przez rzekę i się utopić,

spaść z drzewa które nie rodzi owoców. 

Wyzwania na miarę człowieka

siedzącego na pniu topoli,

która miała za dużo słoi. 

Czy jest wiosna na stole żałobnika,

czy są organy z piszczeli,

tylko muzyka słyszy lepiej od ściany,

tylko głucha cisza przyswaja myśli

poety, kiedy nie może zasnąć, pijany

    

POKUTA

  

Moim oczom ukazał się anioł,

moje oczy widziały w nim diabła. 

Bez moich rąk świat się stacza,

z moimi nogami nikt nie pójdzie

na drinka, ale głowa 

chce sznurka. Język flirtuje

z kablem elektrycznym, ślini się

na widok wtyczki,

dwa skobelki i palec do uziemienia,

dwie dziurki w jednej można

skonać. Wstaję wreszcie z łóżka;

 uliczne anioły niosą worki,

w oczach mają dusze od żelazka.

  

OKRYJBIEDA

 

 Piękne lata ortalionu i brezentu

zatrzymał w poezji Jan Palony,

(spawacz w osłonie ozonu).

 

Umarł pozostawiając palnik,

żonę z urodą Lody Halamy

i psa którego nauczył węszyć.

 

Wstawiam się za jego duszą

niech nie musi tułać się daremnie.

 

Chodzę po rynku nadziany ziarnem słonecznika,

nie szukam wspólnego mianownika dla siebie

szukam balsamu na moje rozgrzane skronie.

 

Wiem, czas ma wartość skoku na bank,

godziny trzeba liczyć jak stówki i dziewczyny,

wobec urody jestem bezbronny.

 

Nic na tak, wszystko na pustą muszelkę

a jeśli coś poważnego to zwykle trąbka.

Gram ciszę we wszystkich językach.

Wszystkie drogi prowadzą do piekła.

 

                                                                         /wiersze z tomu Nokturn/

 





 

sobota, 14 marca 2026

niedziela, 4 stycznia 2026


 

PIERWSZY WIERSZ TEGO ROKU


Nowy Rok, pan z długą brodą    

oglądający się za siebie; 

bo przed nim jedynie koniec

balu dobroczynnego dla ludzi,

początek uwertury do ostatniego aktu

opery za miliony głów. 


Było pięknie jest pospolicie, będzie

to co zapisano w księdze życia, 

jeszcze żywe miłości w głowie

jeszcze winne pędy gdzieś w głębi

duszy. Jeszcze ostatni akt a potem

antrakt najdłuższy, nigdy wcześniej

tak szybko nie wędrowało słońce.


Poeta na swoim miejscu 

już nie reaguje na miejsca obce

chociaż światłe, bo ciemność 

jest przeznaczeniem, bo mrok

ma więcej w sobie prawdy.


4.01.2026


sobota, 13 grudnia 2025

 


Z notatnika recenzenta /5/

 

         Poeci lubią się pokazywać, wręcz kochają przebywać w fotograficznym negliżu. Nie wszyscy. Ci co prezentują najwyższy poziom pisania, nie są aż tak widoczni, bardziej medialna jest ich poezja, a czytelnik poszukuje w sieci ich publikacji, jeżeli nie ma szans na kupno kolejnych tytułów, wydawanych zwykle w niskich nakładach.

Od pewnego czasu spotkania autorskie przypominają działalność „kółek zainteresowań”, zbiera się tylko nieliczne grono znajomych, cichych wielbicieli „gwiazdy wieczoru”, często do wypełnienia sali sprowadza się młodzież, coraz częściej ze szkoły podstawowej, bo licealiści nie są już tak zdyscyplinowani, a głównym celem takiej imprezy jest późniejsza galeria zdjęć prezentowana w mediach społecznościowych. Większość ujęć ma sprawiać wrażenie dużego wydarzenia. Rekordziści w tym względzie, prezentują ponad setkę zdjęć w sieci.

       Manipulacja informacjami, to inna forma zachęcania do udziału w spotkaniu, tutaj wszystkie chwyty są dozwolone, od serwowanych niespodzianek, muzycznej oprawy, bądź udziału znanej osoby ze świata krytyki, sceny, a nawet polityki. Zdarzają się posunięcia dezinformacyjne, posługiwania się cudzym logo, w celu podkreślenia znaczącej rangi spotkania, lub korzystania z popularności innej organizacji, stowarzyszenia, które cieszą zwykle się liczną frekwencją podczas swoich imprez i wy-stąpień publicznych.

      Trudno się dziwić temu zjawisku. Wszak kultura, w tym przede wszystkim poezja, spotyka się z coraz mniejszym zainteresowaniem, ponieważ jest więcej piszących i wydających książki poetyckie – od czytelników zainteresowanych liryką. Wina za taki stan rzeczy leży po stronie podmiotów, dysponujących funduszami przeznaczonymi na kulturę. Pomijając wydawnictwa autorskie, bo tu każdy może wydać sobie książkę za własne pieniądze. Pozostali dysponenci  środków finansowych, nie korzystają w należytym stopniu z usług profesjonalnych recenzentów i krytyków literackich.

     Jedyna jaskółka, która nadal zatacza swoje szerokie kręgi, ma się dobrze, coraz lepiej i służy wiernie popularyzacji poezji w stopniu niezmiennym od lat – to konkursy poetyckie, które goszczą już nawet w obszarach gmin. Tu należy się stale przyglądać, począwszy od Silesiusa i Bierezina, poprzez pomniejszej rangi konkursy, wyławiające młode talenty od Bałtyku aż do Tatr. Śledzę to zjawisko od wielu lat, starzejąc się przy tym w sposób zauważalny. Nie tylko w lustrze, także poza nim, o czym przekonuję się każdego roku, wyławiając laureatów podczas Konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny na debiut poetycki roku. 

   Język i sposób spojrzenia na rzeczywistość, struktura poezji zaangażowanej, odsyłają dokonania minionych generacji może nie w cień, ale na pewno do historii poezji polskiej...

JBZ

 

wtorek, 18 listopada 2025

Z notatnika recenzenta /4/

 

Z notatnika recenzenta /4/

 

Recenzja recenzji

 

Poetka wydała tom wierszy a koleżanka napisała recenzję, polegającą na analizie wierszy w stylu: co autorka chciała powiedzieć, lub co miała na myśli w:  strofie z kropką na początku i na końcu. Recenzentka słuszne zauważa, że: żyjemy w pewnej społecznej przestrzeni, którą wyznaczają nasze preferencje, a więc jakie preferencje taka poezja, w tym konkretnym przypadku. Recenzentka w innym miejscu pyta: Co zatem chce, zainspirowana pięknem przyrody, wyczarować bohaterka? Konstatuje - dla poetki ważne jest nie tylko odpowiednie miejsce, normalność zielonego dnia, a nawet zieloność krwi  i nieparzystość do pary. Poszukuje ona sekretu zaklinania słów. To nie koniec rozważań o sekrecie wyrazów literackich. Poetka chce poznać tajemnicę zawartą w zdaniach, poglądach kogoś, kto poznał sekret zaklinania słów…

Myślę, że należałoby powołać konsylium, które postawiłoby diagnozę, zarówno autorce jak i recenzentce. Jedna i druga zadają czytelnikowi dużo pytań, a ten w odpowiedzi rzuca w kąt lekturę, która niczego nie wnosi do polskiej liryki, nawet w okresie obecnego ćwierćwiecza.

                                                                                ***

W innym miejscu inna recenzentka wypowiada się na temat książki poetki, której słowa chcą być nieuchwytne, skłębione w kątach zapomnienia, w zakamarkach uczuć a poetka wydobywa je z pełną subtelnością, uwagą i czułością.

Wiersze z tomu, zbudowane są z wyrazów, które nie chcą się ujawnić. 

Wiersze z omawianego tomu wchłaniają się poprzez zmysły, krążą w krwioobiegu czytelnika, i docierają do unerwionych tkanek.

I takie pytane: Co zatem podmiot znajduje w swoich poetyckich wędrówkach? Chyba siebie…

 Czyżby akces do nurtu „ Szminki i kredki” ? Zapoczątkowany dwie dekady temu.

JBZ

sobota, 8 listopada 2025

41. Konkurs im. Kazimiery Iłłakowiczówny


                                 PROTOKÓŁ

 

z posiedzenia Kapituły 41. Konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny na debiut roku 2024 odbytego w dniu 20.10.2025 w Poznaniu

Kapituła  w składzie:

1. Jerzy Beniamin Zimny , przewodniczący – poeta, krytyk, redaktor naczelny ReWirów

2. Paweł Kuszczyński, członek – poeta, prozaik. prezes Oddziału ZLP w Poznaniu

3. dr Karol Samsel, sekretarz – poeta, krytyk i historyk literatury polskiej, adiunkt na UW.

po rozpatrzeniu zgłoszonych do konkursu 19 książek poetyckich postanowiła przyznać nagrodę główną Rafałowi Wawrzyńczykowi za tom poezji pt. „Dziecko na głowie króla” , Wydawnictwo J.  Jacek Bierut Wrocław 2024.

Ponadto, kapitula postanowiła wyróżnić: Miłosza Fleszara za tom pt. „Sekstans”  wydawca: Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi /Dom Literatury w Łodzi 2024. Oraz Macieja Świtalskiego za tom pt. „Czujnik czadu” wydawca: Tadeusz Serocki Pelplin 2024.

Karol Samsel

 Poznań, 20.10. 2025 r.