środa, 24 czerwca 2026

Gry wstępne /fragmenty/

 


      /.../ W lokalu królowała muzyka płynąca z czarnego pudła for­tepianu. Pianistka, młoda kobieta z długim warkoczem wybierała palcami na klawiaturze takty mazurka Chopina. Amatorzy kawy przy stolikach, podejrzane typy w koryta­rzu wypatrujący swoich potencjalnych ofiar, grupa świętujących czyjeś urodziny przy dwóch złączonych stolikach.  Szymon nauczony obserwacji z reguły nigdy się nie myli w ocenie sytuacji, potrafi prześwietlić każdego nie­zależnie od płci  i wieku. Ileż to razy uchodził przed przy­krym wydarzeniem, kiedy inni brali na siebie fatalne skutki, świa­domie lub nie. Poszukiwanie wieczornych uciech wiąże się z pewnym ryzykiem.  Można stracić nie tylko portfel, jego kole­ga kiedyś pod rondem o północy stracił kożuch i nowiutkie buty. Wracał do domu po śniegu, przeklinając cały świat, za co zapłacił mandat, jakby poniesionych strat było mało. Szymon ani myśli oddać komukolwiek pola. Nie musi, ponieważ  w lokalu panuje spokój. Do czasu. Bo spo­kój nigdy nie trwa długo, wystarczy jedna iskra, a wybuch­a pożar, wtedy ratuj się kto może, Szymon najczęściej ucieka do toalety, tam może przeczekać najgorsze i zawsze może powiedzieć, że niczego nie widział.                      

        W Pirackiej zawsze jest elegancko, można tutaj spotkać miłość na długie lata, można też podłapać chorobę weneryczną. Szymon może mówić o wielkim szczęściu, przez całe swoje długie życie udało mu się tego uniknąć. Zawsze potrafił wypatrzyć zagrożenie, nawet gdy obiekt pożądania potrafił to ukryć. 

        Narrator wyręcza bohate­ra, a on siedzi przy stoliku i wypatruje ofiary. Nie ma instynktu łowcy, przykładem  przedwojennych amantów sta­ra się być bardzo szarmancki, co zwykle wyzwala salwy śmiechu, kiedy potencjalne ofiary sprowadzają podrywacza do parteru.

        Minął kwadrans gdy do lokalu weszła wysoka dama w ka­peluszu z szerokim rondem, usiadła przy stoliku naprzeciw tarasu widokowego i zanurzyła wzrok w karcie dań. Szymon w tym momencie zapragnął być kelnerem, ale ruszył mocno głową i znalazł sposób na nawiązanie kontaktu. Bynajmniej nie na odległość, to nie miało szans, klasyczna forma pod­rywania świadcząca o prymitywnym charakterze faceta. Miał w swoim arsenale wiele sztuczek, każda inna stosownie do miejsca akcji - od speluny do salonu. Piracka plasu­je się pośrodku, więc z tego dziwacznego arsenału trudno było cokolwiek wybrać.

Czekał na stosowny moment. Najpierw war­to było zobaczyć, co uczyni dama, co zamówi, jakie ma gu­sta. Każdy szczegół garderoby i zachowania, a także kuli­narne słabostki świadczą o charakterze człowieka. Niezna­joma zamówiła szarlotkę z bitą śmietaną, do tego kawę z ekspresu i lampkę czer- wonego porto. Zatopiona w lektu­rze kolorowego pisma piła kawę, konsumując gorącą szar­lotkę. Lokal powoli pustoszał, na zewnątrz robiło się ciem­no, Szymon postanowił wy-próbować jeden ze swoich forteli, aby skutecznie podejść nieznajomą. Podejść w sposób wy­tworny, nie budząc przy tym żadnej wątpliwości co do swoich uczciwych zamiarów. Wyczekał stosownej chwili i ruszył do niecnego dzieła w zamyśle.

      Nieznajoma oderwała swoje oczy od lektury, odsunęła pustą filiżankę i rozejrzała się po sali, zaskoczona pustką dostrzegła Szymona, zdradzając swoje zaciekawienie. Kim może być ten gość dobrze ubrany, pre­zentujący się okazale? - pomyślała. A gość w tej samej chwili stanął przed jej obliczem, uśmiechając się subtelnie. Przez moment oboje się nie odzywali, długo udając zaskoczenie, pierwszy przemówił Szymon głosem onieśmielonego aman­ta:

    - Pozwoli pani się dosiąść?

    Nieznajoma miała zamiar odmówić, ale widząc anielską twarz nieznanego mężczyzny, uległa prośbie, wskazując dło­nią krzesło. Powoli je odsunął, ukłonił się raz jesz­cze i zajął miejsce przy stoliku:

    - Dziękuję - odrzekł - wielkie to dla mnie szczęście usiąść obok pani, szlachetnego serca jak mniemam, obdarzonej nieziemską urodą. Czuję się niegodzien takich względów.

Na moment zaskoczona, powróciła do trzeźwej oceny sytu­acji i z pozycji swojej przewagi nad nim, gestem pra­wej dłoni dała mu do zrozumienia, że nie może na wiele so­bie pozwolić. Ona tutaj decyduje o wszystkim, tutaj i tam poza lokalem, a nawet jeszcze dalej w mieście, co oznacza, że będzie musiał stanąć na głowie, aby uzyskać jej przychylność. Pod jednym warunkiem:  że po wyjściu z lo­kalu nie powie mu „do widzenia”.

Przez moment panowała pomiędzy nimi cisza, Szymon nie odważył się zabrać głosu, a Nieznajoma w sposób niezwy­kle wymowny zaczęła swój monolog:

    - Jest Pan bardzo odważny – mówiąc to, sparaliżowała go swoim wzrokiem. Już był gotów podnieść się z krzesła, gdy delikatnym rozwarciem ust, wysłała w jego kierunku uśmiech – ale jest to pańskim atutem, ta odwaga, nie znoszę mięczaków ani nazbyt nachalnych osiłków. Każdemu jedno tylko na myśli. A pana jakie myśli ku mnie przywiodły?

Nie wiedział, co ma odpowiedzieć, zaczął nerwowo rozglądać się za kelnerką, po czym lekko poddenerwowany wypalił  z grubej rury, dodając sobie w ten sposób wigoru do dalszej rozmowy:

      - Nie myśl, tylko ukryta pod ubiorem pani osobowość, bardzo skomplikowana i przy tym dystyngowana wielce. Mam wrażenie, że pochodzi pani z arystokratycznej rodzi­ny.

       Zaczęło być ciekawie przy stoliku, z jednej jego strony obiekt pożądań, z drugiej być może to samo. Oboje z podobnym zamiarem, ale w inny sposób wyrażanym, płeć słaba zawsze jest silniejsza w takich kontaktach. Czy tutaj w Pi­rackiej coś takiego się wydarzyło?

      Szymon opanował swoje zdenerwowanie, Nieznajoma wpadała w coraz większe za­kłopotanie, oboje w pewnym momencie przypomnieli sobie o personaliach. Od tego powinni zacząć, i dopiero potem kontynuować lub przerwać ten dialog. Szymon zwolnił, ona spuściła z niego wzrok, przez moment zastygli w bezruchu, po czym ten dziwny dialog ruszył w długą podróż aż do zamknięcia lo­kalu.

      - Jestem stanu wolnego, nie powiem, że zawsze byłem, pobieram prezesowską emeryturę, mam auto z mnogą ilości koni, ale sam jestem jak koń pociągowy i pragnę startować na wyścigach. Co do zainteresowań lubię wędkować, i wiem co to są dobre przynęty.

      - Jestem stanu wolnego, od niedawna, i nie wdowa ani rozwódka. Niech pan zgadnie, kim mogłam być, nie będąc nigdy zamężną. Byłam pewna pańskiego obecnego statusu, ale nie mogę uwierzyć w pański stan kawalerski.

      Kelner przyniósł zamówione desery, dwie lampki marko­wego koniaku, oboje zajęli się konsumpcją, co chwilę zerka­jąc na siebie. Szymon był pewien, że sam nie wróci do domu, Nieznajoma wiedziała, że musi stawiać warunki, nawet przeszkody, chociaż on, uprawiający kiedyś sport, nigdy nie do­siadał wierzchowca. Raz mu się zdarzyło galopować na lon­ży, ale było to bardzo dawno.

      Kiedy znikły ze stolika desery, powróci­ły zamiary molestowania partnera, z obu stron, na wyrywki, jakby zaczęły się wielkie miłosne manewry.  Dama „przycięła batem” pierwsza:

      -  Był pan już dłużej w związku?

      - Byłem, ale w radzieckim, potem w związku twórczym, i jeszcze w kilku związkach, ale żaden z ich nie zakończył się orgazmem. Przepraszam za świntuszenie, nie potrafię przejść obojętnie nad pięknym obrazkiem. A tak serio, związki moje z płcią piękną nie trwały długo, i to zawsze z mojej winy, ponieważ nigdy nie jestem z czymś lub z kimś do końca. Bo koniec jest czymś nieokreślonym czasowo i prze­strzennie, można obcować przez jedną noc bardzo owocnie, można też latami oczekiwać na owoce, owoce oczekiwa­nia, wegetacja, okres zbiorów. U mnie zbiory mogą mieć miejsce bardzo często, zależy od atmosfery i ciepła. Każde miejsce jest dobre, i każda okazja jest wtedy wykorzystana, gdy przyjemność jest obopólna. Na jak długo i czy z tego zrodzi się mocny związek? To zależy od wielu czynników, nie zawsze materialnych. Ktoś kiedyś powiedział, że okazja czyni złodzieja. Ja powiem, że okazja czyni mężem. Nie wszystko da się rozwiązać według powszechnie utartego schematu. Czasem w błądzeniu można znaleźć skarb. Co pani na to?

     - Ma pan dużo racji. Ale skoro nadal jest pan stanu wolne­go, nigdy nie będąc w długotrwałym związku, to nie znalazł pan jeszcze skarbu albo sam nie jest skarbem dla kogoś. Błądzi za­tem i błądzić będzie. Natomiast ja, na pańskiej dro­dze, będę jak współpasażerka podróży, każdy z nas wysiądzie na swojej stacji, i może kiedyś znów w tym samym lokalu, skrzyżujemy swoje spojrzenia, ale na bliższy, stały kontakt będzie już za późno. /.../  cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz