Jerzy Beniamin Zimny
Prasówka
/…/ Wiele zdarzeń tego roku. Nie nadążam za
tym, co się w kraju dzieje. Szkoła zajmuje mi wszystkie wieczory, dni spędzam w
pracy, a w nocy nie czytam gazet tylko śpię i marzę, aby noc była jak najdłuższa.
Mietek mówi, że gazet nie czyta, a w radiu słucha tylko muzyki. Reszta to
propaganda i same kłamstwa. Kiedy przysłuchuję się jego wywodom, nieraz mnie złość
bierze, że on taki dworski i nie ufa komunistom? Ale on przy swoim stoi i na
wszystko znajduje argumenty, które nie zawsze do mnie trafiają.
- Słyszałeś?
Wczoraj była zadyma przed Uniwerkiem. Pałowali studentów.
Staliśmy przy oknie na
korytarzu podczas dużej przerwy i przegryzaliśmy kanapki. Mietek zaczął mówić o
tym, co się wydarzyło i czego był świadkiem będąc wczoraj w centrum miasta.
-
Nie, nie słyszałem, ale mogę zapytać brata, on powinien wiedzieć.
- Był
jakiś wiec? Sama młodzież. Wiem tylko, że chodzi o cenzurę. Wszyscy mówili o
cenzurze i o zakłamaniu. Poszło o teatr.
- O
teatr? Co, zamknęli teatr? – Wyraziłem swoje zdziwienie.
- No
nie zupełnie. Zdjęli w stolicy z repertuaru Dziady Mickiewicza.
- I
o to poszło?
-
Chyba o to. I gorąco tam było, musiałem się wycofać, bo wkroczyła milicja.
Studentom się oberwało, a niektórych załadowali na samochody i wywieźli stamtąd.
Na uczelniach wrze, wiem to od kolegi, z którym dojeżdżam do pracy pociągiem.
Następnego dnia pojechałem do brata. Waletował
w akademiku. Często to robił, bo tak łatwiej się uczyć. Pojechałem z duszą na
ramieniu wiedząc, że akademik może być pod stałą obserwacją. Zaczepił mnie taki
jeden przy wejściu. Na pewno nie student. Powiedziałem, że idę do kolegi na
korepetycję. Wymieniłem nawet nazwisko. Wiedziałem, więc nie musiałem wymyślać
na poczekaniu. Sprawdził w portierni i pozwolił wejść.
Chłopaki odpoczywali. Jak kto chciał i na co miał ochotę? Brat kimał z książką a jego ławkowiec, ten z jednej ławki, też Leszek - głęboko zbratał się z łóżkiem. Zachowałem ciszę tą samą, która panowała na korytarzu i pewnie we wszystkich pokojach, usiadłem grzecznie i czekałem, aż który z nich otworzy oko.
- O brat się zjawił? – Lechu odłożył książkę,
którą wcześniej miał prawie pod głową.
- Przyszedłem sprawdzić czy jesteś cały?
- No niezupełnie- powiedział, i odsłonił przy
tym koszulę pokazując mi swoje plecy posiniaczone jakby oberwał styliskiem łopaty.
- Potrzebne ci to było?
-
Zamiast bratu współczuć to jeszcze go rugasz? – Wygarnął z niesmakiem.
- Daj spokój. Martwię się o ciebie. Te plecy
to od pałki?
- Pogłaskał mnie taki jeden i tyle - zażartował.
Nie pytałem już o nic,
chociaż nie bardzo rozumiałem, o co tam na placu poszło. Może to prowokacja była,
a studenci dali się wciągnąć w jakieś rozgrywki tam na górze. Tak mówił ojciec
o wypadkach czerwcowych. Zaraz potem były zmiany personalne. A teraz w marcu, o
co tak właściwie władzy chodzi? Zapytałem chłopaków, co o tym sądzą?
- Wolność
słowa i zniesienie cenzury, to podnieśliśmy na wiecu - odpowie-
dział Leszek.
-
Sami na to wpadliście? Nie wierzę?
-
Dobre pytanie. Nie zastanawiałem się nad tym.
- No
właśnie. A kto tam jeszcze był na placu? Robotnicy byli? Zorganizowani?
- Do
czego zmierzasz? – Zapytał brat.
- Bo
z robotnikami to władza jeszcze się liczy. Nie pomyślałeś o tym?
- Nie
pomyślałem, ale masz rację, dociera do mnie to co mówisz.
-
Powiem ci więcej. Teraz będą was wylewać z uczelni. Niektórych zaraz wcielą do
wojska. Zaczną się czystki. Przekonacie się, że tak będzie?
-
Resocjalizacja. Tak to określił młody porucznik na tej prasówce, co nas tam
zebrali.
- Byliście na prasówce? A to dobre - nie
wytrzymałem powagi i wybuchnąłem śmiechem.
- Tobie do śmiechu, a nam tam różne gwoździe wbijali do głowy.
I zaczął opowiadać, jak to na prasówce było, o tym jak ich z placu zwinęli i zawieźli do jakiegoś obiektu, gdzie była duża sala. Oprócz studentów byli tam też przypadkowi, co to chcieli zobaczyć z bliska. Ich też zwinęli, ale osobno na sali kazali usiąść w kucka. Znaczy się po turecku. Porucznik zaczął prelekcję, o tym, że państwo na studentów łoży, a oni tacy niewdzięczni i na ulice wychodzą. Mówił tak parę godzin i niektórzy posnęli, a głód powszechny panował na sali. Wtedy odezwała się taka jedna pani. Starsza wiekiem, ale na fleku jeszcze, z torbą pełną zakupów podeszła do stołu i zwróciła się do nas: Dzieci. Kto głodny, mam trochę chleba. Byłam na zakupach i teraz jestem tutaj. Nie wiem, czemu. Ale nie o to chodzi. Macie, podzielcie równo, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze będą nas tutaj trzymać.
Porucznik zbaraniał, ale szybko doszedł do
siebie i kazał kobiecie wrócić na miejsce. Dodał jeszcze, że w tym wieku, który
ta pani ma na karku nie powinno się łamać prawa. Kobieta na to, że przed wojną
też taki jeden mówił jej, że łamie prawo, kiedy wstawiła się za robotnikiem. A
na komunę jak najeżdżał? A dzisiaj pan to samo mówi, tyle, że najeżdża pan na
kapitalistów. Komu mam wierzyć? Zapytała. Tamtemu sprzed wojny, czy panu?
Porucznik zbaraniał do reszty. Nie wiedział,
co powiedzieć. Wyszedł na chwilę z sali, a potem wszystkich nas puścili. Tej
kobiety nigdy nie zapomnę dokończył swoją
opowieść Leszek.
Po gorąco zaczętej wiośnie przyszło gorące
lato. Znalazłem się w maturalnej klasie z ocenami, powiedzmy jak na mnie,
kosmicznymi. Tak to określił ojciec. I był bardzo dumny, bo brat zaliczył
trzeci rok, i co najważniejsze, nie wylali go z uczelni. Była to chyba moja zasługa,
raczej moja przeszłość, tak mi to przyszło do głowy, kiedy rozważałem całą tą
marcową sprawę, mając na uwadze metody, jakimi posługuje się władza. Tak mogło
być w przypadku brata, miałem tego świadomość. /…/
fragment powieści Gromnica

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz