W tym miesiącu, proponuję garść wspomnień o ANDRZEJU JOPOWICZU /Baribalu/ – człowieku skromnym o wielkiej kulturze, niezwykłym poecie. Umarł młodo, zdążył napisać jeden zbiór wierszy, a miał jeszcze tyle do powiedzenia. Nie zdążył, pozostawił w smutku nas – przyjaciół, którzy pomogliśmy wydać jego „Czerwoną winnicę”, opatrzoną słowem wstępnym przez Karola Samsela i moim posłowiem. Nad całością czuwał Jerzy Zimny. To tyle, co mogliśmy zrobić.
krótka relacja Karola Samsela:
Do budynku Buskowskiego Ośrodka Kultury dotarłem około godziny piętnastej. Przy dyżurce siedziała starsza kobieta ubrana w lekkim, czarnym stroju, która na mój widok podniosła się z krzesła i spojrzała na mnie niezwykle wymownie. Trudno ten rodzaj wzroku opisać – już nim zapytywała, kim jestem. Dopiero po wieczorze dowiedziałem się od Elżbiety Tylendy, że Pani Maria Jopowicz, matka nieżyjącego Andrzeja, oczekiwała na mnie od dłuższego czasu, obawiała się o moje przybycie. Zaraz po zapoznaniu przeszliśmy do kawiarenki domu kultury i zamówiliśmy jabłecznik oraz herbatę z cytryną. Pani Maria przekazała mi egzemplarz autorski „Czerwonej winnicy”, a także pokazała fotografię syna, którą nosiła przy sobie. Dopiero po odbytym wieczorze i odwiedzinach grobu Andrzeja, coś sobie uzmysłowiłem.,,,
Padło wiele słów: przywołałem „Ofiarowanie” Tarkowskiego, wyjaśniałem, czym jest „czarny sekret człowieka”, którego zgłębienia podjął się Andrzej, mówiłem o nim jako o poecie silnym i nadwrażliwym wobec ucisku niesprawiedliwości, przejawów metafizycznej krzywdy lub nierówności. Wyraziłem także swój największy żal, mówiąc o tym, że nigdy nie powstanie „Zielona winnica”, że Andrzej nigdy nie zdoła już odpowiedzieć na palące pytania o moralność i religię, które postawił w debiucie. Za sprawą jego śmierci pozostały one czysto retorycznymi, co jest wielkim literackim dramatem Andrzeja Jopowicza-poety.
W pewnym momencie – w kawiarence – matka Andrzeja wydobyła z torebki pierwsze poezje syna, zapewne wiersze dziecięce – m. in. zapadającą w pamięć modlitwę do Maryi, Królowej Aniołów. Poprosiłem, aby na zakończenie spotkania przeczytała je publiczności. Słuchacze wysłuchali także wiersza Jerzego, Beniamina Zimnego zatytułowanego „Po północy”, poświęconego pamięci zmarłego.
Artur Osiński znał Andrzeja doskonale, Andrzej stale – korzystając z jego gościnności – wypożyczał z książnicy tomiki poezji. Jak wspominał Pan Osiński, niepokoiło go to, że czytał wyłącznie poezję francuską: Rimbauda, Mallarmégo, Baudelaire’a. Próbował, co prawda, namawiać Andrzeja do wypożyczania zbiorów z poezją polską, ale szybko zaprzestał. O tym, że pisał wiersze, bibliotekarz dowiedział się dopiero dzień przed spotkaniem literackim, przybył, aby odczytać parę utworów znajdujących się w „Czerwonej winnicy”. Pani Maria skrzętnie je wybrała: usłyszano „Piètę”, „Podziękowanie”, „Zmartwychwstanie”, wreszcie wiersz tytułowy.
Przy herbacie Pani Maria szybko wróciła wspomnieniami do lipca i sierpnia 2010 roku. Wybrzmiały trzy daty: 24 lipca, dzień wysłania zbioru wierszy Andrzeja Jerzemu Beniaminowi Zimnemu, 1 sierpnia, w którym mama Andrzeja została zaalarmowana przez syna o jego złym samopoczuciu, przewiozła Andrzeja w stanie agonalnym do Kielc i dowiedziała się o rozległym zawale przedniej ściany serca.
Wreszcie: 6 sierpnia, dzień, w którym Andrzej odszedł, podobnie upalny, jak wczorajszy. Opowiadając to, Pani Maria zalewała się łzami. Zaraz potem rozpoczęliśmy rozmowę o wieczorze, postanowiliśmy zaplanować wszystko dokładnie, niebawem dołączył także do nas Pan Artur Osiński pracujący na co dzień w Bibliotece Publicznej w Busku-Zdroju.
– Andrzej niechętnie pozwalał się fotografować, prawda? – zapytałem, zsumowawszy to, czego już się dowiedziałem. Notka biograficzna na tylnej okładce potwierdzała moje przypuszczenia: zaświadczała, że pozostało po nim zaledwie kilka zdjęć. Fotografia oglądana przeze mnie w kawiarni miała z kolei wygląd zdjęcia dowodowego.
