.JPG)
Co
z poezją? Ostatnio co zaobserwowałem, poeci zastanawiają się nad sensem
wydawania swoich kolejnych książek.
Dotyczy to zwłaszcza zawiedzionych brakiem należytego odzewu otoczenia, środowiska
literackiego, względem ich ostatnich książek. W tej grupie zauważyłem znane nazwiska
laureatów prestiżowych konkursów na debiut, laureatów krajowych, ważnych
nagród. Nie wynika to z poziomu artystycznego książek, lecz jest skutkiem
bardzo płytkiego rynku poezji. Miłośników poezji po stronie czytelniczej jest
coraz mniej, natomiast piszących, coraz więcej. Nadmiar informacji jest coraz
częściej źródłem dezinformacji. Do tego, kto ma potencjalnemu czytelnikowi,
nabywcy powiedzieć, kogo warto czytać a kogo nie? Komercja? Nic błędnego. Jej środek
ciężkości przesunął się z rynku nabywcy w stronę rynku producentów książek,
niekoniecznie oficyn wydawniczym, bo udział samodzielnych drukarni jest coraz
większy. Co najbardziej istotne, komercyjność producentów nie wynika z potrzeb
rynku czytelnika, wynika z dużego zapotrzebowania na wydawnictwa (druk)
wszystkich gatunków literackich, poezja amatorska wiedzie tutaj prym. I w większości
przypadków rości sobie prawo do największych laurów.
Nie jestem gołosłowny, wystarczy się dobrze
rozejrzeć i
zauważyć jak znakomicie rozwija się
rynek równoległy "poezji amatorskiej", delikatnie ujmując to
zjawisko, często przy materialnym współudziale, także propagandowym, samorządów
i placówek kultury. Trudno się dziwić, skoro dobrych, uznanych
poetów jest garstka, a ci, którzy piszą amatorsko, są już społecznym zjawiskiem
na miarę ruchu obywatelskiego.
Inicjatywy trzeba wspierać, bo tego wymaga demokracja.
Demokracja
objęła swoją pieczą poezję. Każdy może, każdy orze, na ugorze orzą poeci, inni
idą na łatwiznę bo inaczej nie potrafią, i mają o dziwo, liczniejszą rzeszę sympatyków. Są obrotni, potrafią
poruszać się w terenie, rozmawiać z bibliotekami i czytelniami, potrafią dotrzeć
do źródeł finansowania kultury, potrafią zauroczyć prowincjonalnego czytelnika.
Czyż nie o to chodzi dzisiaj? Można się sprzeczać o sens takiego działania, ale
jak powszechnie wiadomo, "cel uświęca środki". To prawda, niestety
albo stety, pojęcie "strzechy" gdzie ma trafiać książka przestało
obowiązywać, w szklanych domach pojawiły
się nowe preferencje, nie pomogą performance, happeningi, sznury do bielizny,
rekwizyty w postaci tarek do prania, tudzież ciacha z kremem i kawa
rozpuszczalna. Chylę czoła przed wydawcami pism literackich, jeszcze mają pasję
i trochę grosza aby regularnie wydawać swoje pisma. Wyrażam uznanie wydawnictwom, które potrafią
pozyskiwać klientów chcących wydawać swoje dzieła. To nowa forma rekrutacji, z której należy
korzystać, bo rynek ma dwie strony, można być jednocześnie dostawcą i klientem,
odbiorcą własnego produktu. I tutaj jest przysłowiowy pies pogrzebany. Na jak długo?
Trudno cokolwiek wyrokować. A może wcale
nie jest pogrzebany. Bo jak pokazuje życie, najwięcej się dzieje właśnie tam,
gdzie dobra poezja nie zagląda. Na dobrą poezję przychodzą poeci, spotkania
odbywają się w zamkniętym gronie chociaż są imprezą otwartą dla
wszystkich. Zatem co jest powodem? Czy ktoś zadał sobie trud rozkminienia tego
zjawiska? Daremnie, bo wszystko ma swoje
imię, zależy kto je nosi, i co potrafi oprócz wierszowania. Czy ma pojęcie kto
go czyta? Czy potrafi zdefiniować swojego czytelnika? Z moich obserwacji wynika zgoła inny profil
poety, poety ograniczonego do własnego środowiska, najczęściej w sieci, liczącego się z opinią kolegów i koleżanek po
piórze, tkwiącego w swoim ego, gdzie czytelnik czuje się intruzem, albo
przyczyną obciachu? /.../
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz