poniedziałek, 20 lipca 2026

 



    Co z poezją? Ostatnio co zaobserwowałem, poeci zastanawiają się nad sensem wydawania swoich kolejnych książek.  Dotyczy to zwłaszcza zawiedzionych brakiem należytego odzewu otoczenia, środowiska literackiego, względem ich ostatnich  książek.  W tej grupie zauważyłem znane nazwiska laureatów prestiżowych konkursów na debiut, laureatów krajowych, ważnych nagród. Nie wynika to z poziomu artystycznego książek, lecz jest skutkiem bardzo płytkiego rynku poezji. Miłośników poezji po stronie czytelniczej jest coraz mniej, natomiast piszących, coraz więcej. Nadmiar informacji jest coraz częściej źródłem dezinformacji. Do tego, kto ma potencjalnemu czytelnikowi, nabywcy powiedzieć, kogo warto czytać a kogo nie? Komercja? Nic błędnego. Jej środek ciężkości przesunął się z rynku nabywcy w stronę rynku producentów książek, niekoniecznie oficyn wydawniczym, bo udział samodzielnych drukarni jest coraz większy. Co najbardziej istotne, komercyjność producentów nie wynika z potrzeb rynku czytelnika, wynika z dużego zapotrzebowania na wydawnictwa (druk) wszystkich gatunków literackich, poezja amatorska wiedzie tutaj prym. I w większości przypadków rości sobie prawo do największych laurów.

   Nie jestem gołosłowny, wystarczy się dobrze rozejrzeć i zauważyć  jak znakomicie rozwija się rynek równoległy "poezji amatorskiej", delikatnie ujmując to zjawisko, często przy materialnym współudziale, także propagandowym, samorządów  i placówek kultury.  Trudno się dziwić, skoro dobrych, uznanych poetów jest garstka, a ci, którzy piszą amatorsko, są już społecznym zjawiskiem na miarę ruchu obywatelskiego.   Inicjatywy trzeba wspierać, bo tego wymaga demokracja.

Demokracja objęła swoją pieczą poezję. Każdy może, każdy orze, na ugorze orzą poeci, inni idą na łatwiznę bo inaczej nie potrafią,  i mają o dziwo, liczniejszą rzeszę sympatyków. Są obrotni, potrafią poruszać się w terenie, rozmawiać z bibliotekami i czytelniami, potrafią dotrzeć do źródeł finansowania kultury, potrafią zauroczyć prowincjonalnego czytelnika. Czyż nie o to chodzi dzisiaj? Można się sprzeczać o sens takiego działania, ale jak powszechnie wiadomo, "cel uświęca środki". To prawda, niestety albo stety, pojęcie "strzechy" gdzie ma trafiać książka przestało obowiązywać, w szklanych domach pojawiły się nowe preferencje, nie pomogą performance, happeningi, sznury do bielizny, rekwizyty w postaci tarek do prania, tudzież ciacha z kremem i kawa rozpuszczalna. Chylę czoła przed wydawcami pism literackich, jeszcze mają pasję i trochę grosza aby regularnie wydawać swoje pisma.  Wyrażam uznanie wydawnictwom, które potrafią pozyskiwać klientów chcących wydawać swoje dzieła.  To nowa forma rekrutacji, z której należy korzystać, bo rynek ma dwie strony, można być jednocześnie dostawcą i klientem, odbiorcą własnego produktu. I tutaj jest przysłowiowy pies pogrzebany. Na jak długo? Trudno cokolwiek wyrokować.  A może wcale nie jest pogrzebany. Bo jak pokazuje życie, najwięcej się dzieje właśnie tam, gdzie dobra poezja nie zagląda. Na dobrą poezję przychodzą poeci, spotkania odbywają się w zamkniętym gronie chociaż są imprezą otwartą dla wszystkich.  Zatem co jest powodem?  Czy ktoś zadał sobie trud rozkminienia tego zjawiska?  Daremnie, bo wszystko ma swoje imię, zależy kto je nosi, i co potrafi oprócz wierszowania. Czy ma pojęcie kto go czyta? Czy potrafi zdefiniować swojego czytelnika?  Z moich obserwacji wynika zgoła inny profil poety, poety ograniczonego do własnego środowiska, najczęściej w sieci,  liczącego się z opinią kolegów i koleżanek po piórze, tkwiącego w swoim ego, gdzie czytelnik czuje się intruzem, albo przyczyną obciachu?  /.../

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz