wtorek, 27 października 2026

POECI CZASU NIEDOKONANEGO /1/

 



MARIUSZ ROSIAK  /1958-2005/


***

A jednak śmierć może nas zaskoczyć

w dniu, w którym odkrywamy sens i urodę

kropli rosy wygrzewającej się na liściu.

  1991


*** 

Nie chciałem być egoistą.

Nie zostałem prawdziwym patriotą.

Chciałem zaprzyjaźnić się

z Żydami Litwinami i Ukraińcami,

ale wszyscy przebierali się za Polaków,

nawet Polacy.

Dzisiaj kiedy zdejmują z twarzy

niewygodne maski

okazuje się, że mają takie same zmarszczki

i kolor włosów.

I ten sam lęk przed śmiercią i Bogiem.

Może tylko inaczej nazywają kwiaty,

może innymi słowy zanoszą

swe modlitwy do ołtarzy,

a których Bóg patrzy ospały.

 1990

 

wiersz przywieziony z Australii

 To bolesne nie móc wrócić do własnego kraju,

przeklinać rzeki drzewa i ulice,

które niczym drzazgi wryły się w pamięć cielistą.

To okrutne być gałęzią oderwaną od drzewa,

żywić się sokami z nie własnych korzeni

i wciąż czekać. Tak jak śmierć na narodziny czeka.

 

To straszne nie móc wrócić do własnego kraju.

Jeszcze straszniejsze nie chcieć tam powrócić.

 1988

 

                                                 Witkowi Różańskiemu

Miasto w futerale                           

Miasto w futerale nocy schowane. Ulice odkorkowane.

Za barykadami okien ludzie wsiąkają w gąbkę snu...

Wychodzę na spacer. Księżyc idzie za mną. I kot.

I po głowie jakiś wiersz Witka jadącego tramwajem

na sam koniec świata a może gdzieś jeszcze dalej....


Ostatni sen

To twój sen ostatni, który śnisz

- tak jak znicz śni ogień.

Nie budź się! Nie dlatego, że nie warto.

Nawet jeśli udałoby się tobie

zgarnąć z powiek cały ciężar win i ran.

Znajdź inne powody o dowody odwagi?

 

A potem zgaśniesz wraz ze snem.

I znicz na grobie uśnie.

I nikt nie będzie pamiętał...

 30.I.1990

 

Elegia na mój pokój z ulicy Garncarskiej

 Pokój poddał się narzuconej mu geometrii.

W czterech ścianach pomieścił cały mój dobytek:

Łóżko stosy książek krzesło i stół na którym

spoczęła stara wysłużona maszyna do pisania

rówieśniczka mojej nieżyjącej od  dwóch lat babki.

Drzwi były zawsze otwarte na oścież jak serce

dla każdego nowego słowa i strudzonego drogą

Przed nosem zamykały się tylko żebrakom i agitatorom

Przed kobietami skrzypiały zażenowane

ich nagość zapierała im dech i z zapartym tchem

zastygały w bezruchu w futrynie jak warowny pies

Okna były zawsze pogodne Lubiły łagodną dłoń matki

i moje oczy przeszywające ich myśli na wylot

To był pokój mojego pierwszego przeżywania świata

 

na serio Ale pewnego dnia umilkł zużyty zegar

strawiony strugami nieprzebłaganego i banalnego ognia

czasu  Zdążyłem wynieść z niego tylko wspomnienia

dziurawy sweter książki maszynę do pisania

i obraz święty - pamiątkę pierwszej komunii w Dalikowie.

 

 Mały traktat o pięknie

Życie to polowanie - na piękno. Nie było tak zawsze, dopiero od czasu, kiedy w organizmie człowieka dał znać o sobie demon gustu. Mężczyzna poluje na piękną kobietę. Kobieta na pięknego mężczyznę. Poeta na piękny wiersz. Filatelista na piękny znaczek. Myśliwy na pięknego zwierza. Oczywiście zakładamy, że piękno pojmujemy każdy na swój sposób i jako coś więcej niż zewnętrzna powłoka, poler, niż blichtr.

Jest piękno domowe i jest piękno dzikie, które nie zawsze da się ująć w sidła naszych polowań. Nawet z nagonką. To piękno popycha nas niekiedy na drogę kłusownictwa.

Mariusz Rosiak /1958-2005/

W swojej twórczości kreował "autoportret innego" - to było Jego alter ego - odskocznia w świat odizolowany od sztampy i banału. Marszand, wybitny znawca sztuki współczesnej, i przyjaciel jakiego darmo szukać po świecie. /JBZ/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz