MARIUSZ ROSIAK /1958-2005/
***
A jednak śmierć może nas zaskoczyć
w dniu, w którym odkrywamy sens i
urodę
kropli rosy wygrzewającej się na
liściu.
***
Nie chciałem być egoistą.
Nie zostałem prawdziwym patriotą.
Chciałem zaprzyjaźnić się
z Żydami Litwinami i Ukraińcami,
ale wszyscy przebierali się za
Polaków,
nawet Polacy.
Dzisiaj kiedy zdejmują z twarzy
niewygodne maski
okazuje się, że mają takie same
zmarszczki
i kolor włosów.
I ten sam lęk przed śmiercią i
Bogiem.
Może tylko inaczej nazywają kwiaty,
może innymi słowy zanoszą
swe modlitwy do ołtarzy,
a których Bóg patrzy ospały.
wiersz przywieziony z Australii
przeklinać rzeki drzewa i ulice,
które niczym drzazgi wryły się w
pamięć cielistą.
To okrutne być gałęzią oderwaną od
drzewa,
żywić się sokami z nie własnych
korzeni
i wciąż czekać. Tak jak śmierć na
narodziny czeka.
To straszne nie móc wrócić do
własnego kraju.
Jeszcze straszniejsze nie chcieć tam
powrócić.
Witkowi Różańskiemu
Miasto w
futerale
Miasto w futerale nocy schowane.
Ulice odkorkowane.
Za barykadami okien ludzie wsiąkają
w gąbkę snu...
Wychodzę na spacer. Księżyc idzie za
mną. I kot.
I po głowie jakiś wiersz Witka
jadącego tramwajem
na sam koniec świata a może gdzieś
jeszcze dalej....
Ostatni sen
To twój sen ostatni, który śnisz
- tak jak znicz śni ogień.
Nie budź się! Nie dlatego, że nie
warto.
Nawet jeśli udałoby się tobie
zgarnąć z powiek cały ciężar win i
ran.
Znajdź inne powody o dowody odwagi?
A potem zgaśniesz wraz ze snem.
I znicz na grobie uśnie.
I nikt nie będzie pamiętał...
Elegia na
mój pokój z ulicy Garncarskiej
W czterech ścianach pomieścił cały
mój dobytek:
Łóżko stosy książek krzesło i stół
na którym
spoczęła stara wysłużona maszyna do
pisania
rówieśniczka mojej nieżyjącej
od dwóch lat babki.
Drzwi były zawsze otwarte na oścież
jak serce
dla każdego nowego słowa i
strudzonego drogą
Przed nosem zamykały się tylko
żebrakom i agitatorom
Przed kobietami skrzypiały
zażenowane
ich nagość zapierała im dech i z
zapartym tchem
zastygały w bezruchu w futrynie jak
warowny pies
Okna były zawsze pogodne Lubiły
łagodną dłoń matki
i moje oczy przeszywające ich myśli
na wylot
To był pokój mojego pierwszego
przeżywania świata
na serio Ale pewnego dnia umilkł
zużyty zegar
strawiony strugami nieprzebłaganego
i banalnego ognia
czasu Zdążyłem wynieść z niego tylko wspomnienia
dziurawy sweter książki maszynę do
pisania
i obraz święty - pamiątkę pierwszej
komunii w Dalikowie.
Życie to polowanie - na piękno. Nie było tak zawsze, dopiero od czasu, kiedy w organizmie człowieka dał znać o sobie demon gustu. Mężczyzna poluje na piękną kobietę. Kobieta na pięknego mężczyznę. Poeta na piękny wiersz. Filatelista na piękny znaczek. Myśliwy na pięknego zwierza. Oczywiście zakładamy, że piękno pojmujemy każdy na swój sposób i jako coś więcej niż zewnętrzna powłoka, poler, niż blichtr.
Jest piękno domowe i jest piękno dzikie,
które nie zawsze da się ująć w sidła naszych polowań. Nawet z nagonką. To
piękno popycha nas niekiedy na drogę kłusownictwa.
Mariusz Rosiak /1958-2005/
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz