NA SZÓSTYM PIĘTRZE
Moje
kobiety siorbią herbatę
każda
w swoim mieszkaniu
ze ślepą kuchnią.
Moje
kobiety śpią snem wiecznym
albo
przerywanym, moim kobietom
brakuje mojego młodego wieku.
Tak
sobie wyobrażam ich myślenie o mnie,
ale
brakuje im mojej twarzy do pełnego obrazu,
nie
wiedzą też jaką noszę bieliznę,
i
co z paleniem i piciem.
Wczoraj myślałem inaczej
jutro
w szarych komórkach
zamieszkają
emigranci z nieba;
wśród nich kobiety.
Każda
w letniej sukience
NA ŁĘGACH DĘBIŃSKICH
Wdychać
wiosnę jak opary alkoholu,
iść
przez rzekę i się utopić,
spaść z drzewa które nie rodzi owoców.
Wyzwania
na miarę człowieka
siedzącego
na pniu topoli,
która miała za dużo słoi.
Czy
jest wiosna na stole żałobnika,
czy
są organy z piszczeli,
tylko
muzyka słyszy lepiej od ściany,
tylko
głucha cisza przyswaja myśli
poety,
kiedy nie może zasnąć, pijany
POKUTA
Moim
oczom ukazał się anioł,
moje oczy widziały w nim diabła.
Bez
moich rąk świat się stacza,
z
moimi nogami nikt nie pójdzie
na drinka, ale głowa
chce
sznurka. Język flirtuje
z
kablem elektrycznym, ślini się
na
widok wtyczki,
dwa
skobelki i palec do uziemienia,
dwie
dziurki w jednej można
skonać.
Wstaję wreszcie z łóżka;
uliczne anioły niosą worki,
w oczach mają dusze od żelazka.
OKRYJBIEDA
Piękne lata ortalionu i brezentu
zatrzymał
w poezji Jan Palony,
(spawacz
w osłonie ozonu).
Umarł
pozostawiając palnik,
żonę
z urodą Lody Halamy
i
psa którego nauczył węszyć.
Wstawiam
się za jego duszą
niech
nie musi tułać się daremnie.
Chodzę
po rynku nadziany ziarnem słonecznika,
nie
szukam wspólnego mianownika dla siebie
szukam
balsamu na moje rozgrzane skronie.
Wiem,
czas ma wartość skoku na bank,
godziny
trzeba liczyć jak stówki i dziewczyny,
wobec
urody jestem bezbronny.
Nic
na tak, wszystko na pustą muszelkę
a
jeśli coś poważnego to zwykle trąbka.
Gram
ciszę we wszystkich językach.
Wszystkie
drogi prowadzą do piekła.
/wiersze z tomu Nokturn/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz