środa, 7 grudnia 2016

Poeci pierwszej zmiany





Wojciech Czerniawski


                                           JACKSON  POLLOCK


pollock na swoich słupach błękitnych przyszedł do mnie
ocean powiedział ocean się wznosi jak gdyby mi się
                                                 wlecze podmywa wszystko
nie miał żadnej nadziei to przebijało z jego słów które były
                                                              jak kołatanie serca
w gęstwinie słupów błękitnych z rozwiniętą spiralą muszli
przywieziony do żył kolumn kartaginy
zagnieździł się w nich
ze zlepkiem drżącym krwi
z płótnem na którym odbiła się twarz nieznanego

zejdźmy w dolinę do tych miast skąpanych
                                    w promieniach kredowego słońca
uważajmy na dzbany rozbite starannie uśpione
by nie przegapić momentu
źrenice oczu sypią się dojrzałe
rozwinięte bandaże rozwinięte krople ciemności
pył skrępowany promieniami roentgena



Beata Patrycja Klary zadała mi niedawno pytanie: "kto moim zdaniem zasługuje na miano najlepszego poety na Środkowym Nadodrzu w minionym stuleciu"? :Po zastanowieniu, kiedy to w głowie przewinęły mi sie znane nazwiska i mniej znane obecnemu środowisku poetów, takie jak: Janusz Koniusz, A.K.Waśkiewicz. Czesław Markiewicz, Czesław Sobkowiak, Anna Tokarska, Zdzisław Morawski, Kazimierz Furman - wymieniłem jednak inne, dwa nazwiska: Wojciech Sroczyński z Gorzowa i Wojciech Edward Czerniawski ze Szprotawy. Dlaczego? 
Wystarczy przeczytać dokładnie powyższy wiersz aby zauważyć, że to co piszą dzisiaj tacy poeci jak. Kacper Płusa, Bartosz Konstrant, Wojciech Roszkowski i wielu innych- zapoczątkował ponad czterdzieści lat temu Wojciech Edward Czerniawski. Powyższy wiersz pochodzi z debiutanckiego tomu pt. Jest już chyba kobietą.  Książka ta ma swoją dramatyczną historię, Zrządzeniem losu przeleżała za szafą kilka lat w pokoju jednego z redaktorów Wydawnictwa Poznańskiego. Dopiero remont pomieszczenia przyczynił się do debiutu znakomitego poety ze Szprotawy, który po upadku poprzedniego systemu politycznego podzielił los swojej książki. W wolnym kraju znalazł sie na marginesie beneficjentów przemian, społecznych i gospodarczych. 
Natomiast o Wojciechu Sroczyńskim słuch zaginął, a przecież w latach siedemdziesiątych wygrał szereg znaczących konkursów poetyckich. Rokował dla siebie świetlaną przyszłość. 

(więcej w Dzieciach Norwida)




czwartek, 1 grudnia 2016

Czerwiec 56







                              młodym aktorom "Teatru w przejściu"


Dzisiaj podczas turnieju jednego wiersza
usłyszałem, że człowiek jest bogaty biedą
a bezsenność to brak pomysłu na dobry wiersz.

Siedzieliśmy z kolegą na twardych krzesłach,
scena uginała się pod stopami aktorów,
grali nasz poznański czerwiec;
jakbym widział Romka Strzałkowskiego
w osobie ucznia tutejszego gimnazjum.
Wtedy miałem dziesięć lat (tutaj na moment)
kiedy on starał się być zrozumianym.

Wyszedłem z tego spektaklu porażony prądem,
a wieczór pisał dalszy scenariusz, według
którego miałem wrócić do domu nad ranem,  
głodny jak robotnik z nocnej zmiany.
Jak Romek , ten chłopak ze sceny

miałem wrócić do domu martwym.



niedziela, 27 listopada 2016

Róża z róży



     Rośliny mają nieograniczone predyspozycje do witalności.  Róża z róży? Tym razem nie jest to banał, ale nowe odniesienie tego pięknego kwiatu do niespotykanej często funkcji, zwłaszcza w domowych warunkach.  Pół roku temu dostałem różę w Bibliotece Raczyńskich podczas uroczystości z okazji jubileuszu Oddziału ZLP w Poznaniu. Róża stała w wazonie blisko pół roku, kwiat zamienił się w klasyczną suszkę, natomiast łodyga i listki nie zmieniły barwy. Zieloniutkie zaciekawiły mnie do tego stopnia, że wyjąłem roślinę z wazonu aby się jej uważnie przyjrzeć. No i okazało się , że łodyga wypuściła maleńkie korzenie. Postanowiłem wsadzić ją do  doniczki. Po trzech tygodniach róża ruszyła ostro w górę. Lada moment na jej wierzchołku otworzy się kwiat, tego samego koloru. 

      Poezja ukryta w przedmiotach, w roślinach nie ma sobie równych. Może to brzmi niepoważnie ale proszę spróbować opisać, uwierszowić zjawisko życia w śmierci? Wyschnięty zupełnie kwiat  na żywej łodydze z delikatnymi pędami korzeni? Róża przeżyła śmierć kliniczną, w jaki sposób tego nikt nie wie, bo ileż to razy więdły kwiaty w wazonach w moim domu, Pamiętam sześćdziesiąt róż, które otrzymałem na sześćdziesiąte urodziny. Wszystkie zwiędły w okresie tygodnia. Wiele innych kwiatów z wazonów trafiło na śmietnik  A ta różą, z maja tego roku dumnie puszcza nowe pędy i zamierza na dobre zagościć w moim domu. Komentarz zbyteczny.


piątek, 18 listopada 2016

Koło historii


                                                         (spotkanie z młodzieżą licealną)

     Spotkania w Krośnie Odrzańskim na długo pozostaną w mojej pamięci. Jechałem tam stremowany perspektywą spotkań po latach, z ludźmi których zapamiętałem jako rówieśników zabaw, lekcji szkolnych, kompanów do wygłupów i zabaw ulicznych. Tymczasem trema pękła jak przysłowiowe szlachetne szkło kiedy przekraczaliśmy przeprawę na Odrze;  starym, dumnym wiekowym mostem, który "pamięta" niejedno zdarzenie z moim i kolegów udziałem. Most i Bazylika, gmach Poczty Polskiej, i dalej w miejscu kina "Promień" nie mniej dumna fabryka urządzeń gastronomicznych: "Kromet". Tuż przy niej boisko piłkarskie na którym występowało kilku znanych piłkarzy, z Lubańskim na czele. W szkole, mojej dawnej szkole przyjęto mnie z honorami, onieśmielony tym faktem przemówiłem do młodzieży głosem uczniowskim z lat pięćdziesiątych. Dopiero po kilku minutach odważyłem się na niczym niezmąconą bezpośredniość.  Dzwonek na przerwę odezwał się po kwadransie (tak mi się zdawało) a to minęła godzina lekcyjna. Sympatyczne Panie poczęstowały nas kawą i słodyczami, każda dorzuciła coś do moich wspomnień, uzupełnialiśmy luki w wiedzy na pewne tematy. Młodzież nawet w czasie przerwy skłonna była zadawać pytania na temat sportu w mieście i zdarzających się tutaj powodzi, co jakiś czas. A wszystko przebiegało pod czujnym okiem Władysława Broniewskiego, patrona szkoły, któremu lubuski literat, Janusz Koniusz pozwolił sobie wprowadzić małą korektę do jego wiesza pt. "Bagnet na broń". Korekta dotyczyła zmiany wyrazu:  zamiast  "dłoń", Koniusz zaproponował "pięść" "za tę pięść podniesioną nad Polską".... 
  Mały szczegół a tak zapadł w pamięci krośnieńskiej młodzieży. Opuszczaliśmy szkołę podbudowani ciepłem i życzliwością gospodarzy spotkania. Szkoła obok piastowskiego zamku, przy bazylice pod wezwanie Św. Jadwigi - jest żywym symbolem miasta nad Odrą. Tej części miasta, która podczas wojny legła niemal całkowicie w gruzach. 

   Wieczorem powróciła trema, zbliżało się spotkanie z Juliuszem A. Jednym z trzech żyjących moich kolegów. Nie mogłem powiedzieć "stary nic a nic się nie zmieniłeś" po pięćdziesięciu latach. Znakami rozpoznawczymi były stare fotki i zgodność czasu i miejsca przywoływanych z pamięci zdarzeń. Juliusz ma brata Bogdana, który mieszka w Głogowie. Z pewnością spotkamy się w przyszłym roku. Na słynnej "Parkowej" kolejne sympatyczne przyjęcie. Wśród gości rozpoznaję Basię Ł. siostrę mojego kolegi z klasy, Zenona. Pozostali zebrani dorzucają do moich wypowiedzi fakty, które miały miejsce  w latach bardzo odległych. Fragmenty "Gromnicy" podsycają atmosferę do dyskusji, wracają we wspomnieniach pewne dramatyczne fakty, i te humorystyczne z udziałem chłopców z ulicy Kościuszki, którzy byli najbardziej żywą tkanką tego miasta, dopóki nie rozjechali się po świecie.  Kamienica przy ulicy Kościuszki była miejsce wielu pomysłów wcielanych w życie uliczne. Zabawy i gry wymyślane przez dzieci w warunkach niedostatku opieki państwa w tamtych ciężkich czasach. 

   Krosno, miasto z klimatem i mikroklimatem (tutaj pięknie i szybko dojrzewają brzoskwinie) kiedyś winniczne miasto, miasto parowców o pięknych nazwach świątków pogańskich i słowiańskich, miasto najpiękniejsze na Ziemi Lubuskiej, tylko Kazimierz nad Wisłą może z nim konkurować. Krosno miasto, które pewnym Amerykanom zawróciło w głowie, kiedy dotykali muru zamku piastowskiego. Przywiozłem ich tutaj a miałem do wyboru Łagów Lubuski i Bytom Odrzański. "Wenecja Lubuska" jak Krosno nazywa moja żona, geografka rodem z Bielska Białej. Wszystko pod czujnym okiem rzeki Odry. Nawet spędzona noc w "Odrze" hotelu, który przysłużył mi się w latach 2002-2004, kiedy wróciłem na ścieżkę między mostem a ulicą Wąską. Najwęższą ulicę w Polsce nie tylko ze względu na nazwę. Tą ulicą chodziliśmy z bratem na targowisko, najsłynniejsze w Polsce. bo dzięki niemu wiele rodzin po wojnie mogło utrzymać swoje dzieci. Srebrna Góra nadal kusi przyjezdnych swoim pięknem. Szkoda tylko, że w środę mgła osiadła w mieście jakby chciała sobie odpocząć przed dalszą wędrówką. Nasza wędrówka dobiega końca, historia dzisiaj w środę 16 listopada zatoczyła koło. Drugiego takiego koła już nie będzie. 

Jerzy Beniamin Zimny 


         Spotkanie wieczorne przy Parkowej









                                               Z wizytą u Janusza Koniusza w Zielonej Górze.


piątek, 11 listopada 2016

39. Międzynarodowy Listopad Poetycki w Poznaniu


Tegoroczny Listopad przebiegał pod znakiem kontaktów literatów z młodzieżą i społecznością Poznania i Województwa. Odbyło się w sumie blisko 50 takich spotkań i okazało się, że jest społeczne zapotrzebowanie na ten rodzaj "publikacji" poprzez bezpośrednie kontakty. Pierwsze gratulacje kieruję pod adresem koleżanki Agaty Widzowskiej i kolegi Lecha Nawrockiego. List poniższy nie wymaga komentarza.


"Bardzo dziękujemy za wspaniałe spotkanie! Dzieci i nauczyciele wyszli zauroczeni! Książka Pani Agaty została natychmiast porwana przez czytelników, a kolejne zainteresowane osoby czekają w kolejce:) Językowe szarady Pana Lecha Nawrockiego długo jeszcze były tematem rozmów i poszukiwania własnych skojarzeń. Tak aktywny udział młodzieży był również inspiracją dla nauczycieli, którzy ogłoszą w najbliższym czasie konkurs literacki pt. "Kochamy zwierzaki".



Z całego serca dziękujemy Państwu za przemiłe spotkanie. Zapraszamy do ponownego odwiedzenia naszej szkoły w przyszłym roku, a w najbliższym czasie do zerknięcia na stronę internetową szkoły  http://www.gimn2sp75.pl/ oraz blog biblioteczny    http://przygodawbibliotece.blogspot.com/

Jeszcze raz dziękujemy i przesyłamy obiecane zdjęcia"


wtorek, 8 listopada 2016

Nowa książka




    Książka będąca zborem szkiców, recenzji i dzienników - zamyka długi okres mojej posługi poezji polskiej. Przeminęło, przeleciało tak szybko, że nie zauważyłem tego, jak bardzo nie jestem podobny do siebie sprzed czterdziestu pięciu lat. Ale nie postarzały się moje teksty pisane przed wielu laty.Tak jak wiecznie młode będą wiersze poetów, których spotkałem na swojej drodze. Dzisiaj, kiedy mamy do czynienia ze zjawiskiem publicznego czytania poezji, bohaterowie mojej książki odżywają w szczególny sposób, a ich poezja staje się jeszcze bardziej popularną. Z takim zamiarem podjąłem się tego gigantycznego wysiłku i dzisiaj jestem bardzo szczęśliwy, że praca dobiegła końca i mogę spokojnie pomyśleć nad wyborem moich wierszy uzupełnionych o najnowsze, które w ostatnich latach pisałem z doskoku. Bo z tej choroby lirycznej nie można się wyleczyć, jest jak kobieta wiecznie spragniona wrażeń natury innowacyjnej, bo nie ma nic gorszego jak powtarzanie ogranych własnych formuł i nawyków. 

Jerzy Beniamin Zimny

Rozstrzygnięcie konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny



       Dawid Mateusz laureatem konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny 







    Kapituła konkursu w składzie: Jerzy Beniamin Zimny, Karol Samsel, Maciej Raś, na posiedzeniu w dniu 7 listopada 2016 r. w Poznaniu jednogłośnie wybrała książkę Dawida Mateusza pt. "Stacja wieży ciśnień" jako najlepszy debiut 2016 roku, wydaną przez Biuro Literackie w Stroniu Śląskim. 
Kapituła wyróżniła także debiuty poetyckie: "Pamięć zewnętrza" Radosława Jurczaka z Łomianek oraz "Weno wejn!" Marcina Tomczaka z  Ostrołęki. 






Nagroda została wręczona podczas uroczystości otwarcia 39.Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w Poznaniu w obecności przedstawicieli Urzędu Miasta Poznania i Marszałka Województwa Wielkopolskiego.  





Echa nagrodzonego w Poznaniu debiutu.


Przechodząc do debiutów:
Dawid Mateusz nie wymaga moich dalszych rekomendacji. Wystarczająco nasłodziłem tu i ówdzie (choć nie omieszkałem przemilczeć, że książka jest – mówiąc w pewnym uproszczeniu – za krótka), niech teraz Stacja wieży ciśnień zbiera zasłużony plon nagród w kategorii „debiut roku”, niemniej niech sprawiedliwie dzieli się z innymi, choćby ze zredagowanym przez Mateusza premierowym materiałem Radosława Jurczaka. Nie wspominając o świeżych i nieoczywistych poetycko debiutach innych bierezinowców: recydywisty Damiana Kowala oraz Wita Pietrzaka i Marcina Tomczaka. Ale miało nie być o książkach wydanych przez Dom Literatury.
Rafał Gawin. 

poniedziałek, 31 października 2016

Młodzi na 39. MLP -2016



Spotkanie z młodymi aktorami i poetami z Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Poznaniu, zakończy 39. Międzynarodowy Listopad Poetycki  W konkursie jednego wiersza weźmie udział młodzież wszystkich szczebli szkół, Turniej poprzedzi spektakl "Teatru w Przejściu" pt. Czerwiec 56. Na zakończenie odbędzie się spotkanie kilku pokoleń poznańskich poetów. Będzie okazja przekonać się co młodzi sądzą o poezji dorosłych i w jakim kierunku podążą młoda poezja. Nad wszystkim jak zawsze czuwa niezastąpiona Hania Szeląg, pedagog, reżyser teatralny, poetka poznańska. Niezwykle zasłużona animatorka kultury w Poznaniu i w kraju. Zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w tej sympatycznej i ciekawej imprezie artystycznej. 

piątek, 28 października 2016

Włócznia Fryckowskiego







   W bieżacym roku przeczytałem kilkanaście tomików poetyckich, żaden mnie tak nie zaskoczył jak kolejny tom Jerzego Fryckowskiego pt. "Niebieska", Czytałem kilka razy i jestem podbudowany walorami tej książki. To nie jest jedna z wielu poetyk tzw. "stadnych". Nie jest to poezja jakichkolwiek matryc, to jest osobowość, żeby nie powiedzieć osobliwość językowa rzadko spotykana. Powtórka "Chwil siwienia"? Nie. To skok do przodu w doskonałość składniową i metaforyczną ale w wymiarze osobnym, nie do naśladowania. Może brzmi to panegirycznie? Możliwe. Jednak książka Fryckowskiego zapadła we mnie jak ostrze włóczni, w jakimś stopniu "włóczni witkowej", bo jawi mi się w osobie Fryckowskiego kontynuacja doskonałości Różańskiego, równolegle, po swojemu ale w tym samym lub podobnym tonie lirycznym. 


  "Niebieska" jest zrywem po latach, zrywem sumienia poety, ponieważ długo nie mógł przyjść do siebie po utracie ukochanej kobiety. Czy czuje się winnym tej utraty? Po lekturze "Niebieskiej" mam więcej wątpliwości aniżeli miałem dotąd. Chodzenie po śladach, odwiedzanie miejsc wspólnego bytowania i pobytowania, powroty na szlaki zapomniane, czy intymność zdarzeń ujawniona teraz, po latach. Przerażony dystansem czasowym poeta spróbował zatrzymać w książce na wieczną pamięć, jak sądzę, fragmenty tego związku, który przerwała śmierć.  Nie znam szczegółów, bo nigdy nie zabiegam o wynurzenia moich znajomych  i przyjaciół, dlatego teraz intuicyjnie rozgryzam tropy , które mają dla poety znaczenie wagi pierwszorzędnej.  

    Fryckowski słowiarz jakich znam niewielu, uprawia z powodzeniem klasyczny sonet, biały wiersz, wielozgłoskowce, jak i poemat, nie stroni od postmoderny, poezji narracyjnej, poetyckiej prozy - w zależności od kaprysu napisania czegokolwiek. Bo jest poetą i nigdy nim nie bywał, jest rozpoznawalny  a  ciągłość kontaktu z warsztatem owocuje u niego wyjątkowymi książkami. Taką książką jest "Niebieska" taką były "Chwile siwienia" i taką będzie następna.  W "Niebieskiej" poeta z Dębnicy Kaszubskiej przechodzi metamorfozę polegającą na swobodzie wyrażania uczuć, tęsknoty, nostalgii. w sposób pozbawiony zupełnie patosu? W "Niebieskiej" poeta walczy z samym sobą - tym sprzed wielu laty, w pozie doświadczonego mężczyzny, który rozważa za i przeciw  w kontekście tego, czego w przeszłości nie zrobił, lub zaniechał, zaniedbał lub nie był czuły i spostrzegawczy jeśli chodzi o bliską osobę? Czy mógł cokolwiek złego przewidzieć? /.../

( fragmenty recenzji)

poniedziałek, 24 października 2016

DZIECI NORWIDA




   DZIECI NORWIDA

    
   Zacząłem od Szatkowskiego skończyłem na Różańskim, wielkich poetyckich włóczęgach. Dzisiaj kiedy większość z nich nie żyje, nadałem im taki przydomek, chociaż rzadko ruszali się z miejsc zamieszkania.  Być może ten istotny szczegół miał na uwadze Stachura umieszczając Witka w Całej jaskrawości. I Bruno jeśli chodzi o Jurka Szatkowskiego, pozostawił u niego w Antoniewie wiele rekwizytów, które ubarwiały mu wojaże po Polsce. Drugi w kolejności Janusz Koniusz, wszechstronny pisarz rodem z Niwki, osiadły na zawsze w Zielonej Górze, ten sam, który kilka lat temu namówił mnie do napisania tej książki. Z pozytywnym skutkiem jak widać, chociaż musiałem zadać sobie wiele „wycieczek”do prywatnych archiwów aby sprostać wyzwaniu.  Książkę uświetnił swoim blaskiem Andrzej Babiński. Jednak wątpliwy to blask jeśli spojrzeć na dokumenty historyczne, zwłaszcza na materiały jakie dostarczył mi Janusz Taranienko, pierwszy recenzent jego debiutu pod koniec lat siedemdziesiątych. Tenże Taranienko przekazał mi kilka cennych dokumentów w postaci listów Babińskiego do redakcji miesięcznika „Poezja”. Dotąd sądziłem, że byłem pierwszym, który się odważył pisać o debiucie poety skazanego na zmowę milczenia. I dobrze, prace przy książce spowodowały wiele pozytywnych reakcji w różnych zakątkach kraju. Dzisiaj nie tylko mówi się o Babińskim, ale także czyta jego wiersze.  Akademicy na jego twórczości zdobywają stopnie naukowe.  A przecież Babiński  nie może się poszczycić okazałym dorobkiem literackim. Jest doceniany za poezję osobną, dającą się odróżnić od współczesnych mu autorów z kręgów kilku generacji poetów.  Jak jest mowa o Babińskim to nie może zabraknąć Wincentego Różańskiego.  Oddaleni od siebie warsztatem jednak zespoleni w geniuszu, kreowali każdy swój świat w cudowny, liryczny sposób wzbudzając powszechne uznanie kilku już pokoleń czytelników. Poeta z Ostrobramskiej był przyjacielem poety   z Kuźniczej, obaj rozumieli się bez słów, ale dalecy od pochlebstw wydeptywali swoje ścieżki do czytelników,  z różnym skutkiem.  Wśród poznańskich poetów  w książce znalazło się miejsce dla tych, którzy w jakiś sposób zaistnieli w moim życiu.  Na krótko  z mocnym przytupem i na dłuższą metę bez przytupu, jednak z dramatycznym podtekstem. Myślę o Obarskim, Ogrodowczyku, Gałkowskiej, Kuszczyńskim i Jerzym Grupińskim.  Byli też inni, jednak przy nich  było mnie mniej, fizycznie i piórem. Mam na uwadze  okres dłuższy niż dekada, lub kilka dekad jak w przypadku Jurka Grupińskiego, bo oto zbliża się pół wieku naszej znajomości. Od kilkunastu lat widujemy się coraz częściej.  Podobnie Paweł Kuszczyński,  najstarszy  w naszym środowisku, debiutant z początku lat sześćdziesiątych nadal aktywnie uczestniczący w życiu literackim.
   
    Mieczysław Stanclik, jego dramatyczna  historia jest rdzeniem tematycznym mojej książki. Rdzeniem wybranej przeze mnie do oceny poezji, którą tutaj przedstawiłem. Stanclik lider z mojego wyboru, Stanclik niemalże wieszcz, poeta zjawiskowy z bardzo ciekawą przeszłością znalazł się na początku lat siedemdziesiątych w niełasce krytyków.  Próba rewizji wyroku po latach to próba przywrócenia autorowi Kryształowej kuli należnego mu miejsca na polskim Parnasie.  Dzisiaj kiedy umilkły echa poetyckich sukcesów kolejnych generacji, sukces pośmiertny Stanclika przywróconego do łask, nabiera jedynie historycznego znaczenia.
   Inaczej prezentują się sylwetki Marka Obarskiego i Nikosa Chadzinikolau, poetów uwikłanych w kręgi kulturowe. Zwłaszcza Nikos wybitny tłumacz i poeta dwóch kultur, dramaturg i eseista, animator kultury w Polsce i Grecji.  Spośród plejady znakomitych nazwisk nieśmiało prezentują się sylwetki Andrzeja Ogrodowczyka i Mieczysława Jana Warszawskiego. Szczególna jest pozycja Andrzeja wśród znakomitych krytyków i recenzentów. I bardzo jaskrawa Mietka w gronie autsajderów na równi z innymi, którzy zapisali się w poezji złotą zgłoską. Mietka „ochrzczono" onegdaj poetą jednego wiersza, Andrzej bardziej niezależny od krytyki sam wymierzał „sprawiedliwość" swoim wierszom. Wiele mu zawdzięczają poeci wstępujący i malarze, bowiem zajmował się także pisaniem szkiców artystycznych i oceną wystaw malarskich.
   W książce wykorzystałem z niewielkimi poprawkami moje recenzje opublikowane w latach 1976-1989 na łamach pism literackich m.in. „Nurt”, „Nadodrze”. Współpracowałem z tymi pismami do momentu ich likwidacji. Wykorzystałem też swoje dzienniki i felietony pisane w latach 2005-2015, a także recenzje wartościowych książek i debiutów poetyckich jakie ukazały się w ostatnich latach.. Indeks nazwisk, które pojawiają się na łamach książki jest bardzo długi (od Adamkiewicza do Żernickiego),  Juliusz Wątroba, artysta estradowy poeta i prozaik z Bielska Białej przekazał mi swój artykuł wspominkowy o Mieczysławie Stancliku, oraz garść cennych informacji na jego temat, za co składam mu serdeczne podziękowanie. W szczególności dziękuję za wyrażenie zgody na publikację tego artykułu w mojej książce.  W książce znalazły się krótkie szkice Karola Samsela dotyczące mojej twórczości i twórczości Andrzeja Jopowicza. Współpracujemy od kilku lat, czego owocem jest m.in. niniejsza książka, wiele innych projektów mamy zamiar w przyszłości wspólnie realizować. 
   Oddając książkę do rąk czytelników spełniam tym samym złożone niegdyś przyrzeczenie moim starszym kolegom, którzy odeszli z tego świata. Jestem im winien nie tylko pamięci.  Literacka rodzina oprócz przywilejów ma także obowiązki, z których w miarę możliwości powinna się wywiązywać. Co niniejszym dla przykładu czynię.

 Jerzy Beniamin Zimny  



sobota, 1 października 2016

Po obu stronach książki

Po obu stronach książki

   Listonosz ostatnio zapytał mnie czy jestem księgarzem. Pytanie na miejscu ponieważ  krzywa przesyłek na mój adres rośnie, w większości są to grube koperty wypełnione książkami. Jednak niewiele z nich trafia na moją półkę. Towarzystwo piszących jakby się zmówiło, pojedyncze tomiki to już za mało, coraz częściej  pojawiają się opasłe antolologie, zbiorcze do potęgi almanachy. Jest w nich wszystko; groch i kapusta i poezja pusta. Dzisiaj nie wytrzymałem po odebraniu przesyłki od znanej poetki ze Śląska, fajnie, że są dobrzy ludzie i wspomagają finansowo wydawnictwa. Fajnie, że w tym samym roku wydano dwa almanachy z wierszami tych samych poetów? I to almanachy upchane do granic możliwości wierszami, ciurkiem jak leci, bez światła na stronach za to upstrzone grafiką, jakby same wiersze to stanowczo za mało?   Ale jest w tym wszystkim wielkie ale? Jeżeli już wspomagać wydania,  to autorów, którzy piszą poezję a nie wierszyki do sztambucha, bo szuflada jak można przypuszczać już nie wystarczy. Inna sprawa to odwaga poetki, która wysyła coś takiego w Polskę. Rozumiem, że są w almanachu jej wiersze pośród niezłych, a nawet dobrych wierszy ale także w większości wierszyków i wypocin autorów zupełnie nieznanych. Być może zrzeszonych w klubach osiedlowych, klubach seniorów itp. Dobre intencje są wskazane, szkoda tylko że brakuje dobrych intencji wobec najlepszych, o których nikt nie myśli. Temat znany wszystkim, wstydliwy do bólu.      

   Zaznaczam, że nie byłoby mojego wtrętu, gdyby ta przesyłka trafiła do kogoś innego, który jest bardziej pobłażliwy i wychwala nawet literackie buble. A takich w necie jest wielu, nie trzeba daleko szukać, wystarczy tylko spojrzeć w jaki sposób reagują na wątpliwej wartości poezję. To tak na marginesie.  Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów wybranych z jednej z książek pochodzącej z tej samej kopety, otrzymanej dwa dni temu. Oto one:

Dałaś mi cukierka
żebym z tobą tańczył
ja odrzekłem na to:
wolę pomarańczę /.../

pamiętam jedwabną chustkę
łopoczącą na wietrze
włosy w nieładzie
i wiśniowe usta/.../

nikt nie słyszał czy krzyknęła na wiatr
co firanką targał po drugiej stronie
drzwi zamknięte od środka/.../

Jest w obu książkach sporo niezłej poezji, zasługującej na szerszą prezentację ale trzeba czytelnikowi się do niej przebijać jak przez krę lodową, zniechęcenie do czytania przychodzi bardzo szybko, z tego właśnie powodu prozaicznego jak zawsze. 


W jednym z wierszy almanachu znalazłem znakomitą puentę, sądzę że można nią odnieść do większości wydawnictw zbiorowych, opasłych tomisk, w szczególności do sensu ich wydawania:

/.../nie wiem czy powinna była się zdarzyć
ta manufaktura przesiąknięta  achem i ochem/.../

Mowa tu o zachwytach i co gorsze, samozachwycie. Jak tu nie kochać poetów jeśli kochają siebie samego. Oby tylko tak bliźnich kochali, zwłaszcza znakomitych poetów, którzy nas czytelników nie rozpieszczają zalewem swojej poezji. 

Jerzy Beniamin Zimny









środa, 17 sierpnia 2016

DIONIZJE - 2016

W Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ostrołęce w dniu 12 sierpnia br. odbyło się podsumowanie XXIV Konkursu Literackiego im. Dionizego Maliszewskiego. Wydarzenie zbiegło się z 85 rocznicą urodzin wybitnego poety.

Laureatami Dionizji 2016: zostali:

I nagroda - Oliwia Mazur (Kołobrzeg),
II nagroda - Kacper Płusa (Łódź),
III nagroda - Ewelina Kępczyk (Kraków).

Wyróżnienia: Ewa Frączek (Warszawa), Kazimierz Ławida (Klepacze), Weronika Tupaj (Karniowice), Katarzyna Zwolska-Płusa (Częstochowa).

Nagrody w formie publikacji wierszy: Martyna Lipińska (Jastrzębie-Zdrój), Agnieszka Wojciechowska (Czerwona Woda), Agnieszka Żądło (Zielonka).

Nagroda specjalna dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ostrołęce: Igor Milewski (Ostrołęka).

Wiersze oceniło jury w składzie: Jerzy Beniamin Zimny - poeta, krytyk literacki z Poznania, Karol Samsel - poeta i krytyk literacki z Ostrołęki, Sabina Malinowska - zastępca dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ostrołęce. Laureaci otrzymali nagrody pieniężne oraz rzeczowe w postaci okazjonalnych wycinanek kurpiowskich z napisem "Nagroda w konkursie". Nagrodzone wiersze opublikowano w okazjonalnym tomiku wierszy nagrodzonych.

Wydarzenie uświetnił koncert piosenki literackiej pt. "Nie odejdę stąd nigdy" w wykonaniu Rafała Kowalewskiego, a także czytanie poezji Dionizego Maliszewskiego i innych poetów ostrołęckich.




Niedostatek urodzaju 



    Tegoroczna edycja konkursu im. Dionizego Maliszewskiego stoi pod znakiem poezji kobiecej. Spośród laureatów, wyróżnionych, zakwalifikowanych do druku-  jest tylko jeden mężczyzna, ubiegłoroczny laureat, Kacper Płusa. Nomen omen, jakby odpowiedź na zarzuty stawiane w mediach dyskryminowania autorów płci pięknej, co miało swoje apogeum tego roku w czasie finału Silesiusa.  Niewidzialna ręka jurorska wyłoniła taki a nie inny zestaw autorów laureatów, wśród których znaleźli poeci nagrodzeni w poprzednich edycjach: Ewa Frączek, Kacper Płusa. Pozostała ósemka, to autorzy "nowi" zdradzający talent, z małym i większym dorobkiem, w większości autorzy przed debiutem. Konkurs ostrołęcki jest dla nich kluczem do kolejnych sukcesów, nie mniej jednak, poziom jaki obecnie prezentują nie predysponuje ich do miana odkrycia roku.  Tak się złożyło, że w bieżącym roku mimo napływu sporej liczby zestawów, poziom artystyczny nadesłanych wierszy jest daleki od oczekiwań jurorów. Poza kilkoma nazwiskami , reszta wyróżnionych odstaje  poziomem dość wyraźnie, natomiast pozostali uczestniczy konkursu prezentują bardzo wybujałe ego, zapominając o jakiejkolwiek formie, nie mówiąc o języku - podstawowym tworzywie poetyckim. Trojka laureatów stanowi w tym względzie chlubny wyjątek. Zaciekawiła mnie Ewelina Kępczyk z Krakowa, poetka która już zasygnalizowała swoją małą obecność w poetyckiej rodzinie. Laureatka kilku konkursów poetyckich w kraju, w jednym z nagrodzonych wierszy mówi: .../ myślisz o mnie cząstkowo/ fragmentem wersu, sylabą, przecinkiem/ tak ja się myśli o dalekich krajach/ albo o dniu który się nigdy nie kończy/... W innym wierszu obrazuje swoje dzieciństwo, które trwa jeszcze: .../wracam/ do słów w pudełkach po zapałkach/ w uśmiechach lalek/ do twarzy w trawie/ do głosów między drzewami/ do domu/ który był snem i jawą. Kilka fraz składających się na obraz, kilka wersów bardzo wymownych, dojrzałych, świadczących o talencie poetki, dużym potencjale artystycznym, wyobraźni, okiełznanej w sztywne ramy wymagającej poezji z najwyższej półki?  Nie boję się użyć tego określenia, jestem przekonany o jej najbliższym sukcesie w większym wymiarze, tak było w przeszłości w przypadku wielu młodych poetów, którzy szukali klucza do poetyckiego sukcesu w języku. Najwięcej o tym może powiedzieć Kacper Płusa, który jest już na tyle rozpoznawalny, że nawet celowy kamuflaż nie ukryje przed jurorem jego sczególnej składni i wyobraźni - do czego jest mu niezbędna długa fraza, chociaż początkowo był gorącym "zwolennikiem" Tomasza Pułki, nieodżałowanego geniusza z Krakowa. Odmienny poetycki biegun prezentuje laureatka z Kołobrzegu, Oliwia Mazur. Odważna w swoich wypowiedziach śmiało sięgająca po rekwizyty z innych bajek, dziedzin życia, sięga po echolalię wzorem Piotra Przybyły, zderza ze sobą różne rekwizyty, próbuje znaleźć dla nich nowe zastosowanie, ucieka tym samym od banału, drwi często z samej siebie, spogląda na swój mikrokosmos przez pryzmat swoich dziwacznych metafor. Sączy do świadomości czytelnika wydzieliny odległych galaktyk, czasem sprowadza na ziemię, do banału, do brudnej pościeli - najczystsze walory własnego sumienia. Ale nie próbuje naśladować swoich wielkich poprzedników, choćby Marty Podgórnik, czy Piotra Macierzyńskiego. Ale to już jest mój wywód, tak samo osobisty i przekraczający normę dobrych praktyk, jak postawa poetki z Kołobrzegu, za co nie mam zamiaru jej ganić.  Nie ma też zamiaru oceniać poezji Kacpra Płusy. To jest odrębność, osobność, dzieło ręki Boga. Taki poeta trafia się bardzo rzadko. Od lat obserwuję jego dorobek twórczy, mimo że jest dopiero na początku swojej drogi na poetycki Parnas. Już teraz daje do zrozumienia nam wszystkim, że to czego dotąd dokonał jest zaczynem czegoś większego, zupełnie nowatorskiego, na miarę wielkich dokonań w przeszłości.  Jestem o tym przekonany, ta jak wierzę w to, że Płusa odniesie sukces w prozie, na miarę "Impresji Rudnickich" Tomasza Pułki. Teksty jakie publikuje od dwóch lat ocierają się o znakomitą prozę, na razie małe formy ale z czasem Płusa zaskoczy znacznie szerzej.
   Konkurs ostrołęcki napawa optymizmem wydawców dobrej poezji. Stąd płyną wiersze do redakcji, płyną sygnały o talentach, tutaj wracają poeci z dorobkiem, chętnie wracają - ponieważ stworzono tutaj klimat dla literatury na bogatym podłożu kulturowym, na tradycji nie tylko kurpiowskiej. Literatura cieszy się tutaj szczególnymi względami, za sprawą takich pisarzy jak: Wiktor Gomulicki, Leszek Bakuła, Dionizy Maliszewski, Edward Kupiszewski, czy obecnie młody Karol Samsel. Miejscowe placówki kultury mają bogate doświadczenie w działalności. Ostrołękę chętnie odwiedzają znani pisarze, artyści. W przyszłym roku konkurs ostrołęcki obchodzić będzie okrągły jubileusz, niewątpliwie przyniesie on kolejny plon dobrej, młodej poezji.


Jerzy Beniamin Zimny


Galeria.












wtorek, 12 lipca 2016

Wiersze nowe




Testament


Pisanie poezji to grzech pierworodny.
Nadałeś mi panie imię pospolite
teraz kłaniam się innym ale moje słowa
jak gołębie pióra trzymają się ulicy,
będę z wami szczerszy od kaplicy.

Bywaj poezjo matko wiecznych trupów.

Ja dodatek do śmiertelnej formy
z  biogramem krótszym od nekrologu
żebyś Boże miał spokój - zamilkłem.
Dni, które mi pozostały ustawię w szeregu
tylko nocami będę sobą, nocą też odejdę.

5 lipca 2016



Ostatni wiersz

Mój czas  powoli się kończy
jak złocisty płyn na dnie naczynia.

Nie dopiję do końca w obawie 

że już nigdy więcej 
nikt mi do szkła nie naleje, 
ani nie zaprosi do stołu 
(bo stół nie jest dla martwych).

Żyjesz jeszcze piękna kobieto

i ptaki w alejce żyją.
Czesiek który niedawno umarł
żyje w moim wierszu.

Tylko ja umieram piórem 

które wie pierwsze o śmierci. 

Umieram papierem 

który krwawi ostatni. 


Prawda




Niech się młody poeta nie łudzi,
wiele czasu upłynie  zanim doczeka
starości. Wiele jego poezji odejdzie
w zapomnienie. Sam pozostanie
ze swoją śmiercią w samotności,
a jeszcze nikt mu nie zapali świeczki
na grobie.





piątek, 8 lipca 2016

95 lat ZLP w Poznaniu







W gościnnym wnętrzu Biblioteki Raczyńskich, odbyły się  uroczyste obchody 95 - lecia istnienia poznańskiego oddziału ZLP. Na uroczystość przybyli przedstawiciele organizacji społecznych, stowarzyszeń i związków twórczych, przedstawiciele nauki, kultury i oświaty. Nie zabrakło sympatyków literatury, czytelników, twórców artystycznych, zaprzyjaźnionych z nami literatów zrzeszonych w innych związkach i oddziałach ZLP ( Beata Patrycja Klary i Marek Stachowiak z Gorzowa Wlkp) oraz niezrzeszeni. Prezes Paweł Kuszyński, przedstawił w swoim wystąpieniu historyczny zarys działalności oddziału, wymienił tych wszystkich, którzy stanowili o sile poznańskiej literatury. Wymienił także tych, którzy obecnie kontynuują dzieło swoich wielkich poprzedników. Zofia Grabowska-Andrijew, przypomniała najważniejsze momenty w dziejach oddziału. Scharakteryzowała poszczególne okresy literackie, omówiła znaczenie postaw twórczych: Wojciecha Bąka, Stanisława Barańczaka, Nikosa Chadzinikolau. Znaczenie Grupy Wierzbak,  której założycielami byli: Marian Grzeszczak, Konrad Sutarski, Ryszard Danecki. Dzisiaj po latach, to samo można powiedzieć o twórczości Edmunda Pietryka, Lecha Konopińskiego, Heleny Gordziej, Urszuli Zybury- najlepszej obecnie polskiej aforystki. W dalszej kolejności dorobek -Tomasza Rzepy, Lecha Lamenta, Danuty Bartosz, Pawła Kuszczyńskiego, Aresa Chadzinikolau, Piotra Prokopiaka, Zbigniewa Gordzieja, Ryszarda Podlewskiego, Jerzego Utkina, Barbary Tylman, Stanisławy Łowińskiej, Brygidy Mielczarek, Krystyny Mazur, Kamilii Kampy, Anny Andrych, Marii Duszka, Krystyny Grys, Zdzisławy Kaczmarek, Elżbiety Krasińskiej, Kaliny Izabelli Zioły, Stanisława Leona Machowiaka, Krzysztofa Galasa, Wandy Wasik,  Dominika Górnego, Marii M. Pocgaj. Jana Kantego Pytla, Anny Marii Zalewskiej oraz zmarłych niedawno: Jolanty Nowak-Węklarowej, Tadeusza Stirmera i Marka Kośmidra. I wielu innych członków naszego oddziału.

   Na uroczystość przybyli także znani poznańscy poeci: Marek Słomiak, Piotr Bagiński, Maciej Porzycki, Edyta Kulczak. Ikona środowiska poznańskich poetów- Jerzy Grupiński - wielce zasłużony dla poznańskiej poezji, oraz małżeństwo Szwarców-  redagujących Protokół Kulturalny, znanych w kraju z działalności krytycznoliterackiej, współpracujących z kwartalnikiem,  Latarnia Morska. Liczna widownia brawami nagradzała poetów recytujących swoje najnowsze wiersze. Do późnych godzin nocnych biesiadowaliśmy w Warzelni, w okolicy Starego Rynku. Poetyckich emocji nie zakłóciły chóralne śpiewy kibiców piłkarskich. W Bibliotece Raczyńskich, wygrała poezja. Raz jeszcze na przekór wszystkiemu.


                                                 Jerzy Grupiński zajmuje miejsce na sali.
                                                  z troską o to, aby nie zabrakło miejsc na sali,
                                        Edyta Kulczak w rozmowie z Jerzym Grupińskim

                            Jedna z liderek naszego oddziału, Urszula Zybura, świetna aforystka
                                            niezastąpiona Ania Andrych, świetna poetka,
                                                                        widok ogólny

                                                      Anna Andrych recytuje wiersz


                                                                    czytam swój wiersz
                                Sprawozdanie w działalności wydawniczej naszego oddziału

                                                    Dominik Górny czyta swój wiersz.
                     Beata Patrycja Klary przekazuje pozdrowienia od poetów z Gorzowa Wlkp.


                                                                BPK recytuje swój wiersz
                                     Państwo Galasowie, realizatorzy cyklu "swobodnej myśli"

JBZ< lipiec 2016

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Trzos Króla Eryka (piąte rozdanie)



                                                  Admirał Komandora

   Piąty "trzos króla Eryka" powędrował do rąk Janusza Pyzińskiego w Dębicy, który był nieobecny podczas finału.  Głównego laureata godnie zastąpili : Czesław Markiewicz, Jacek Hohense, Bartosz Konstrant, prezentując swoje zdolności aktorskie na scenie Zamku Książąt Pomorskich, przy wsparciu artystów z Wrocławia pod artystycznym kierownictwem Janusza Kasprowicza. Dzielnie sekundował wokalistom Marek Stachowiak z Gorzowa Wlkp. W nagrodę za perkusyjne zapędy otrzymał szklanicę wysokoprocentowego płynu. Darłowski finał odbył się w ramach "Poetyckiej majówki" na którą złożyło się szereg imprez, począwszy od wizyty w Zielonej Dolinie w celu złożenia hołdu zmarłemu rok temu Saszy. Przybyli jak zawsze członkowie klubu Opal ze Szczecinka, goście z Gorzowa i Barlinka, oraz wiele "dusz towarzyszących" myślami bez uczynku. Przy ognisku przy dźwiękach akordeonu wspominaliśmy Saszę, nieodżałowanego znawcę naszej poezji, znawcę sztuki, kolekcjonera kamieni morskich i bursztynów.  Nazajutrz udaliśmy się do Biblioteki  Miejskiej na "Poetycką tacę", wypełnioną wierszami. Zadaniem każdego z uczestników było odgadywanie autorstwa poszczególnych tekstów.  Wieczorem w Karczmie Rzymskiej odbyła się dyskusja na temat: Kiedy poezja jest sztuką, przy udziale Lecha. M. Jakóba, Beaty Patrycji Klary, Jerzego Fryckowskiego i Jerzego B. Zimnego.  Dyskusja zakończyła się po północy, a mogła toczyć  się do rana gdyby nie sobotni terminarz kolejnych imprez.  Przed południem w miejscowej bibliotece miała miejsce promocja Gromnicy, powieści Jerzy B. Zimnego, prowadziła ją Elżbieta Tylenda, fragmenty książki czytała żona Jerzego, Bożena. Autor odpowiadał na pytania nie rzadko wprawiające go w zakłopotanie. Wybrnął jednak zachowując spokój potrzebny na popołudniowy finał piątej edycji konkursu darłowskiego. Na konkurs wpłynęło ponad sto zestawów wierszy,  poziom był bardzo wysoki, wyższy od poprzednich edycji, jurorzy  stanęli przed trudnym wyborem zwyciężcy.  Obecność Bartosza Konstrata, Czesława Markiewicza, Jacka Hohense uświetniła finał. Koncert zespołu Makart zakończył darłowską majówkę z poezją. 



Oficjalny komunikat organizatora konkursu:


"Jury V Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „O Trzos Króla Eryka” w składzie: Lech M. Jakób, Elżbieta Tylenda Jerzy Beniamin Zimny i Arkadiusz Sip – sekretarz po rozpatrzeniu wszystkich wierszy na swych posiedzeniach ostatecznie18 maja 2016 r. przyznało następujące nagrody i wyróżnienia: Nagrodę Główną i Trzos Króla Eryka otrzyma Janusz Pyziński z Dębicy. Wyróżnienia otrzymają: I- Jacek M. Hohensee z Warszawy, II- Czesław Markiewicz z Zielonej Góry, III- Edyta Wysocka z Miastka.  Nagrodę Burmistrza Miasta Darłowo za wiersz o tematyce morskiej otrzyma Ireneusz Jaskólnik z Warszawy. Wyróżniono następujące: drukiem wiersze: Beaty Kieras z Gdyni – „Niema”, „Bezpłodność”, Karola Graczyka z Torunia – „Eukarianty”, Macieja Filipka z Dęblina – „Bałtyk”, Małgorzaty Borzeszkowskiej z Lęborka – „Wrześniowe mgły”, Grzegorza Baczewskiego z Warszawy – „Dlaczego klasycy 2.0”, Agnieszki Marek z Bielska Białej „Trwanie”, „Inaczej”, Piotra Piątka z Kołobrzegu – „Chloroform”, „Laboratoria”, Doroty Ryst z Warszawy – „Lato w mieście”, „Burza”, Mirosława Kowalskiego z Mysłowic – „Minus 20”, „W miejscach niejasnych”, Marcina Królikowskiego z Warszawy – „Wanna mistrza Polikarpia”, „Medytacje z powidokiem fal”, Jerzego Fryckowskiego z Dębicy Kaszubskiej – „***”, Ostatni list do córki”, Anny Marii Wierzchuckiej z Warszawy – „Kiedy morska bryza przypomina bitą śmietanę”. Uroczysta Gala Poezji połączona z Koncertem- Projekt Volodia odbędzie się w Zamku Książąt pomorskich w Darłowie w sobotę 28 maja 2016 o godz.16.  Twórcom gratulujemy, a miłośników poezji i muzyki serdecznie zapraszamy".



                       Restauracja na rzece Wieprzy, pogoda dopisała, atmosfera liryczna jak widać.


                                 
                                   Na Zamku historyczny nastrój, czuje się oddech wieków.



                           Czesław Markiewicz, Jacek Hohense, Bartosz Konstrat, Arkadiusz Sip

                     
                        Marek Stachowiak, Janusz Kasprowicz, Jerzy Fryckowski wznoszą toast.



                                                Darłowo zmienia swoje oblicze


.


niedziela, 19 czerwca 2016

Dziennik byłego palacza







Dzieci Norwida  pukają do drzwi. Jeszcze kilka dni i udadzą się w Polskę świadczyć moje dobre intencje kierowane do rzeszy poetów polskich, z których większość już nie żyję, z których liczna gromada ma się dobrze, i ta część lirycznych głów, o których mogę powiedzieć, że dobrze rokują, 

Od Andermanna do Żernickiego, poeci poznańscy i warszawscy, laureaci prestiżowych nagród, autsajderzy i poeci na dorobku z rokowaniem, i bez. A także, ci którym nie starczyło życia na pisanie pięknej poezji. Zwykli zjadacze chleba, zamkięci w swoich pokojach o szumnej nazwie, "pracownia". 

Tak to sobie wyobrażałem trzy lata temu, zabierając sie do pracy nad książką. Czas przeleciał, nie zmarnowałem go za wiele, w rezultacie powstało dzieło w objętości ponad trzystu stron. Jedyny problem jaki się pojawił, to projekt okładki. I tutaj dokonałem istotnego odkrycia, mianowicie - że nikt tak dobrze nie wyczuwa graficznego obrazu, jak sam autor. Grafika musi bardzo skutecznie zmuszać czytelnika do pewnych refleksji nad książką.

Jest w książce rozdział poświęcony generacjom, nurtom i grupom poetyckim, Jest też rewizja wyroku wydanego na "Pokolenie Orientacji". Jest też ciekawy, bezwzględny dialog, z niektórym krytykami, którzy w latach siedemdziesiatych byli jeszcze pod wpływem socrealizmu. Brzmi to dzisiaj, po tylu latach nieprawdopodobnie. Jednak uważnemu historykowi pewne porównania i tezy stawiane przed laty, dzisiaj w nowych warunkach wydają się być anachroniczne, żeby nie powiedzieć absurdalne. Mam tutaj na uwadze ofiarę Stanclika i wymuszony przez możnych tamtych czasów, status Żernickiego. Mogę jeszcze wymienić Babińskiego, Ratonia, Czerniawskiego i Józefa Giello. Było ich wielu, ale w porównaniu z minionym ćwierćwieczem-  ich liczba wypada bardzo skromnie. Poezja też dokonała wielkiego skoku, Młodzi nie muszą czekać latami na debiut. Zachęcam do lektury.

13.10.2016
       



W Gorzowie zaprezentowałem się nieco lżejszy, z ostatnimi egzemplarzami Gromnicy. W przyszłym roku planuję drugie jej wydanie. Nie planuję natomiast kontynuacji zrzucania wagi, ale nie będę spożywał przetworów tłuszczowych i słodyczy, co w zupełności wystarczy do utrzymania wagi ciała na niezmiennym poziomie.  
To nowe moje doświadczenie i mogę służyć radą jak tego dokonać bez łykania środków farmakologicznych, suplementów diety oraz tzw. herbatek. Na środki wspomagające kurację nie wydałem ani grosza. Natomiast ilości warzyw, zwłaszcza: pomidorów, sałaty, ogórków i marchwi- spożyłem więcej aniżeli w ostatnim dwudziestoleciu! Horror, szok, niedowierzanie, że można rzucić palenie i skutecznie walczyć z nadwagą. Było minęło, i nie powtórzy się tzw efekt JOJO. 

W Gorzowie było bardzo roboczo. Pytania kierowane do mnie miały podłoże bardzo osobiste. Cóż książka jest spowiedzią starszego mężczyzny z grzechów dzieciństwa i młodości. Ile w niej prawdy, takie pytanie pada najczęściej podczas spotkań z czytelnikami. A prawdą jestem ja, jako autor, ani przez moment nie schodzący z kursu tego literackiego ekshibicjonizmu. 

Do późnej nocy roztrząsaliśmy w Ciecierzycach trzewia współczesnej literatury, przy znakomitym napoju z procentami sporządzonym przez Marka, noc minęła jakby jej nie było, Tylko w lesie rajcowały ptaki, jesienne ptaki. 

23 września 2016  












  Minął miesiąc a ja ani słowa w temacie. Obecne, codzienne menu stało się normalką po pięciu miesiącach korzystania z określonych potraw. I kolejne odkrycie- do wszystkiego można  przywyknąć, a to w końcowym efekcie wychodzi na zdrowie, 

  Zbliża się kolejna jesień, trzeba będzie zakończyć sezon literacki, Jeszcze tylko spotkania w Gorzowie Wlkp. oraz w Czarnkowie,  Potem "Biesiada poetów poznańskich" w bistro Cezar w Poznaniu, na którą zaprosiłem wszystkich żyjących jeszcze poetów, którzy debiutowali w latach 1960-1980: Andrzej Sikorski, Edward Popławski, Jerzy Grupiński, Tadeusz Wyrwa-Krzyżański, Jerzy Szatkowski, Maciej Porzycki, Piotr Bagiński, Marek Słomiak, Urszula Zybura, Paweł Kuszczyński. Spotkanie odbędzie się 3 listopada br. o godz. 18 00, w bistro Cezar na Osiedlu Chrobrego w Poznaniu.  W biesiadzie uczestniczyć będą wszyscy literaci zrzeszeni w naszym poznańskim oddziale, W programie wiele atrakcji, w tym turniej jednego wiersza i przyznanie nagrody w postaci wydania książki poetyckiej dla najbardziej niedocenianego poznańskiego poety lub poetki. Nie zabraknie słodyczy i dobrego wina. Zapraszamy wspólnie z Grupińskim. 

10 września, 2016


7 sierpnia 2016

Z obowiązku powiem tylko, że waga ciała spada coraz szybciej a Dzieci Norwida nabierają rumieńców. Tak jak odwykłem od tytoniu i alkoholu - zapominam o smaku wędlin surowych, wieprzowinie i słodkich napojach. Czyli jest tak, jak powinno być od wielu lat, kiedy puszczałem mimo uszu mądre rady starszych. Aż sam stałem się starszym i nie mam już kogo słuchać, dlatego zacząłem słuchać samego siebie.  

W Mławie Noc Poetów, w Ostrołęce Dionizje a w Poznaniu same kolizje. Zwłaszcza w nocy kiedy poeci śpią, Nie wiem jak jest z prozaikami, czy szukają inspiracji w pojedynkę, czy potrzebują wsparcia, podpórki. Tak mi się rymnęło zamiast rypło. Rypać każdy może zamiast spać. Albo rybka albo kajak, lub węgorz zamiast sznurowadła. Może być ciekawie rankiem w Mławie. Poeta głowa nie ta, poetka z poletkiem uprawnym. Cóż mi czynić na odległość, może wrzucę butelkę do Warty z życiowym wierszem. Może okaże się morzem w skali Beauforta. Może nie, innym razem, kiedy głowa będzie lekka. Nie moja na szczęście.  Każda inna jeśli ma uśmiech na ustach. 






30 lipca 2016

     Dobiega końca czwarty miesiąc diety:  1000 kalorii. I siódmy bez papierosa w ustach. Czy mam z czego się cieszyć? Od kilku dni dopieszczam szkice literackie, muszę je skończyć do końca września. Dzieci Norwida, taki tytuł będzie miało to obszerne "dzieło" pisane sukcesywnie przez kilka lat. Niewątpliwie najciekawszym jest rozdział poświęcony Mieczysławowi Stanclikowi - gwieździe Orientacji, brutalnie zgaszonej przez zwolenników Nowej Fali. Udało mi się dotrzeć do ciekawych materiałów historycznych, które teraz po latach rzucają cień na niektóre opracowania krytyczne dotyczące książek wydanych przez Stanclika na początku lat siedemdziesiątych. Dokonałem swoistej rewizji wyroku na Stancliku. W oparciu o publikacje z tamtego okresu wyłuskałem nieścisłości i polityczne zapędy niektórych krytyków. Czas wygładził pole widzenia, wtedy pagórkowate z pułapkami cenzury, lub wręcz z miejscami egzekucji niewygodnej dla określonego systemu, poezji. Dlatego, co jest zrozumiałe, pisano o Stancliku jako o poecie przegranym, poecie straconych szans. Dzisiaj brzmi to groźnie. Kuriozalna to ocena i w konsekwencji - niesprawiedliwy wyrok. 

O skutkach diety nie będę pisał, jaki jest koń wszyscy widzą, o totalnej abstynencji powiem tylko tyle, że nie dostaję zadyszki podczas wędrówek po mieście. mam jednak świadomość memento mori i może jeszcze zwracam uwagę na kalendarz przy wszelkich przymiarach i podejściach. Tyle dzisiaj w ostatnią  sobotę lipca. 

     





13 lipca, 2016


     Wczoraj obejrzałem "Człowieka z marmuru". Kolejny raz, z zaciekawieniem. Premiera tego filmu miała miejsce w kinie Wilda, w stylowym budynku, w sercu dzielnicy robotniczej.  Byłem tam z teściem.  Teścia już nie ma z nami od ponad dwudziestu lat, do kina Wilda wprowadziła się...Biedronka. Do Adrii, popularnego w Poznaniu lokalu nikt się nie wprowadził, tam gdzie chodziliśmy na "stare melodie" jest teraz "dziura w ziemi", natomiast  w kawiarni Marago gdzie miałem studniówkę, rezyduje obecnie bank, a na "Teatralce" nie ma już lustra, w którym obserwowałem jak przemija moja młodość. 

     Nie ma, nie ma, nie ma, śpiewała piosenkarka, ja śpiewam do ścian w domowym zaciszu, taka moja rola nie być już świadkiem przykrych rozbiórek obiektów, w których  bohaterowie "Gromnicy" odciskali swoje młodzieńcze piętno. Mateuszem Birkutem, mógł być syn gospodarzy ze Sławia, budował przecież Nową Hutę, jego prześladowcą mógł być sierżant, mój "książkowy" uczeń, którego podciągałem w języku rosyjskim. Mogło, mógł, mogli, być może,  - to nie zmienia faktów jakie miały miejsce w przeszłości. Jednym się wydaje, że autor podparł się fikcją, autor odpowiada prawdą, prawdą, bo po co zafałszowywać własny życiorys, swoje wzloty i upadki, miłości nieskonsumowane, miłości przepadłe za wiarołomstwo. 

   Na koniec pozytywne zaskoczenie:  otóż nie ma już drogi wylotowej z Poznania w kierunku Wągrowca, jest przebudowywana w sposób bardzo wygodny dla kierowców, nie ma też już przejazdu przez Murowaną Goślinę, jest nowa obwodnica, która skraca przejazd do Skoków o kwadrans.  A więc stare odeszło aby nowe wejść mogło, każde pokolenie ustępuje miejsca następnemu. I tak musi być. Nawet w poezji, kochani, trzeba mieć charakter. I zrozumienie dla zasadniczej funkcji czasu. 






7 lipca, 2016

     Jubileusze mają to do siebie, że człowiek trafia do jadłodajni, mimo że od wielu lat spożywa posiłki wyłącznie w domu.  Zwłaszcza w okresie zrzucania nadwagi, w trakcie totalnej abstynencji. W czwartek miałem obawy natury kulinarnej - jak się zachować w lokalu z bogatym menu potraw i napojów. Wypadło na grecką sałatkę, podczas gdy przyjaciele - Beata, Krystyna i Marek, nie wyłączając mojej żony-  nie oparli się zapachowi zupy gulaszowej, popijając tę pikantną potrawę piwem bezalkoholowym. Ja musiałem zadowolić się wodą mineralną z lodem i cytryną. Jak się okazało nazajutrz, opłaciło się przeżywać męki w lokalu - waga bez przerwy wykazuje spadek tłuszczu nagromadzonego w moim ciele - co napawa mnie nie tylko optymizmem, jestem w trudnym do zidentyfikowania raju, tutaj na ziemi.

    Piotr Prokopiak, poeta i prozaik od lat wzbudza moje zaciekawienie. Nie wiem czy to jego twórczość  ma na mnie taki wpływ, czy bogaty życiorys chłopaka z prowincji, który rusza w podróż tak często jak przysłowiowy domator. Złudzenie, błędny osąd, czy specyficzna osobowość poetycka, uderzająca prawdą aż do krwi. Chyba tak, z pewnością niepowtarzalna osobowość liryczna, przejawiająca się w życiopisaniu  tej najciemniejszej ze stron. Z przebłyskami słońca, które przynoszą mu określone zdarzenia i osoby, bardzo rzadko, ale bardzo istotne dla jego postawy życiowej. Piotrek osiadł za sprawą takiego "Słoneczka" w Bornym Sulinowie, i  są widocznie znaczne odmiany w jego zachowaniu, postępowaniu, także w jego twórczości. Sądzę, że wśród lasów dawnej osady żołnierskiej, Piotrek skutecznie "odespał swoją przeszłość", i rozpoczął spokojną, bez zawirowań wędrówkę ku wiecznemu słońcu. Tego mu życzę z całego serca, aby dotrwał do końca w takiej kondycji w jakiej jest obecnie i realizował życiowe cele. 




28 czerwca, 2016

     Wyrzeczenie, termin niemodny, wręcz niepożądany, a przecież tak istotny dla zdrowia, dla świętego spokoju, dla wielu spraw istotnych w życiu.  Wyrzeczenie wymaga od człowieka silnej woli, zdecydowania, czasem pokory dystansu do samego siebie.  Nie zdajemy sobie sprawy ile korzyści niesie ze sobą wyrzeczenie, tak wyrzeczenie. Zaspakajanie potrzeb często polega na ich ograniczaniu, bo w myśl zasady- wszystko co dobre, smakowite, kuszące i piękne- jest szkodliwe, przeważnie. Co się stanie jeśli człowiek nie wypije piwa, nie zje tłustego dania, podziękuje za smakowity kawałek tortu. Ktoś powie: czemu mam sobie odmawiać, i tak dalej, aż do dramatycznego zakończenia, kiedy jest już za późno.  Wystarczy zerkać w lustro,  odwiedzać przychodnie analityczne, badać swój organizm,  otyłość jest przyczyną większości chorób,  nadwaga ciała prowadzi do zwyrodnień stawów, serce musi pracować ze zdwojoną energia. ITD

         Od pół roku nie palę papierosów, w ślad za tym pojawił się wstręt do alkoholu, zmieniły się preferencje żywieniowe, na rezultaty nie musiałem długo czekać.  Rezultaty nie tylko związane z wagą ciała, owszem zmiana diety na beztłuszczową spowodowała spadek masy ciała o 8 kg w trzy miesiące, Dodatkowo, czego nie wiedziałem,  zaczęło obniżać się ciśnienie krwi, tętno które oscylowało między 88-92 uderzeń na minutę, spadło do 72-76. No i nie odczuwam już bóli stawów nóg - spada ciężar ciała zyskują na tym stawy. A sen, już bez pigułek, wstaję dużo wcześniej, podczas gdy paliłem nierzadko sypiałem do południa? Na koniec ruch, nie jest prawdą, że otyły człowiek musi się ruszać, biegając niszczy sobie stawy, najpierw odpowiednia dieta, dopiero potem systematycznie wchodzić w dystans. Od pół roku nie mam dolegliwości jelitowych,  a miałem prawie co tydzień. 

           Mam przeświadczenie, że efektów synergicznych abstynencji i wstrzemięźliwości jest znacznie więcej,  Nie będę przywoływał tutaj życia intymnego, ale tak jest. Od pół roku brak mi golonki, kiełbasy polskiej, pasztetów, metek wszelkiej maści, brak mi ziemniaków na rzecz kaszy, brak mi ciastek, mam za to w nadmiarze pomidorów, ogórków, pozostałych warzyw, sałatek, owoców,  niegazowanej wody, mięsa drobiowego i czasu do pracy - jeśli odeszły tzw przerwy na papierosa, albo ciężkie  dni po imprezach alkoholowych. Moja wola rozkazała mi :"cała na przód" słucham się jej, jak zdyscyplinowane dziecko, ja żołnierz rekrut.

    Pozdrawiam wszystkich palaczy, abstynentów i niezdecydowanych, tudzież ofiary wszelkich diet, własny organizm jest najlepszym doradcą. 



18 czerwca 2016

      Były palacz jest też byłym amatorem drinków, byłym smakoszem potraw z mięsa, słodyczy, wypieków cukierniczych, zwykłego cukru i niespodziewanych przekąsek - nawet latających, co ostatnio usłyszałem na temat natrętnych much. Były palacz jest lepszym kochankiem - kiedy nikotyna znika z żył i tętnic, w jej miejsce napiera testosteron. I nagle świat staje się pachnący, organizm łaknie ruchu, nic nie jest ciężkie chce się wszystkiego, słowem totalne odrodzenie.

    Trzeba wracać do miejsc z przeszłości, ponieważ zmiany następują w szybkim tempie, znaki rozpoznawcze, punkty odniesienia też znikają, trudno o prawidłową orientację w terenie. W Jasieniu nie byłem 17 lat, mój powrót tam w czwartek dla mnie był powrotem sentymentalnym, wzbogaconym spotkaniem z ludźmi, których znam od połowy lat siedemdziesiątych. Na miejscu zorientowałem się, że krótki pobyt to stanowczo za mało, że ludzie pragną czegoś więcej?Przyrzekam wrócić tutaj jak najprędzej, wstąpić w progi wielu mieszkań, podzielić się wiedzą praktyczną, wypić kilka kieliszków nalewki  i nie kończyć wizyty tylko wspomnieniami.  

    Trzeba wracać do miejsc szczególnych, osobistych owianych tajemnicą młodości. Dorastanie wiążę się z ekspansją emocjonalną, po latach na chłodno rozważam swoje zaniechania, przerosty niektórych działań czy brak zdecydowania przy podejmowaniu kroków na przyszłość. Przyszłość emeryta jest wielka, nie ma na niej tylu ograniczeń, nie wszystko czego się podejmie  skutkuje na przyszłość. W większości przypadków posiada charakter tymczasowy, jednodniowy, chwila zaledwie, a pamięć nie musi już tego rejestrować. Dlatego nie dałem się długo namawiać do udziału w "Bryczce Literackiej 2016". Słyszałem o tej imprezie dużo dobrego. W dziesiątej edycji zmieniono szlak, korowód bryczek ruszył z Kargowej, mojego rodzinnego miasta, stąd do Nowej Wsi gdzie znajduje się izba pamięci Eugeniusza Paukszty, dalej do Wojnowa, Starego i Nowego Kramska, a na koniec atrakcyjna biesiada w Podmoklach Wielkich. Tego roku organizatorzy gościli wirtuozów kobzy z Białorusi, Słowacji, Chorwacji, Szkocji i Ukrainy. Polskę reprezentowali soliści ze Zbąszynia i Stęszewa. Bardzo ciekawa i wartościowa impreza cykliczna:  folklor, przyroda, kulinaria regionalne (poza wszelką konkurencją)  i możliwość podziwiania uroków Babimojszczyzny, regionu który zapisał się w historii walki o polskość tych ziem - złotą zgłoską.  W sumie tydzień bardzo udany. 



15 czerwca 2016

Nie ma "Boże zmiłuj się", nie ma odpuść poezjo, trzeba się cieszyć z każdego dnia, obojętnie - słońce czy deszcz - droga jeszcze się nie kończy, końca żywota nie widać, nogi nie odmawiają posłuszeństwa. Polak potrafi, ale nie zawsze chce, ta maksyma brzmi jak ksywa, rym jest pomocny wszędzie, nawet kiedy człowiek szuka wyjścia z określonej sytuacji, jak mu się rymnie ukazują się "drzwi" a potem to już z górki. Moje "potrafienie" jest coraz mniej wykorzystywane przez innych, a przecież mam tyle nowatorskich opracowań z zakresu finansów, zarządzania majątkiem w produkcji. Może kiedyś przydadzą się moje arkusze kalkulacyjne, ekonomia to nie polityka, tutaj nie można łamać zasad rachunku ekonomicznego, bo jest jak podstawowe prawo fizyki, według którego możemy chodzić spokojnie po ziemi. 

Jutro trasa na zachód, przez Wolsztyn, Kargowę, Okunin, Sulechów, Zieloną Górę, dalej przez Nowogród Bobrzański do Jasienia, gdzie spotkam się z kolejnymi bohaterami Gromnicy. Będzie to niezwykłe spotkanie, bardzo obawiam się kontaktu z osobami, które pamiętają wiele faktów związanych z miejscową fabryką maszyn budowlanych. Spotkamy się w izbie pamięci, ponieważ po fabryce pozostały wspomnienia, i złoty okres wielu tutejszych rodzin. Czas nie zawsze działa na korzyść. W określonych miejscach wręcz przeciwnie, a takich miejsc na Ziemi Lubuskiej jest sporo. 


14 czerwca, 2016

Szósty miesiąc bez  papierosa, nie  mam  już zawirowań, nic mnie  nie ssie, kroki moje są  coraz wolniejsze- więc i tętno spada, spada apetyt na żarcie, widok ciastek, tłustych potraw odtrąca, no i co dziwne- alkohol - od świąt czuję wstręt do tego płynu, w każdej postaci. Nawet wino smakuje inaczej, piwoszem nigdy nie  byłem, dzisiaj  wchłaniam  jedynie  wodę  niegazowaną,  herbatę czerwoną,  wywar  z  czystka, z rzadka soki owocowe, jak już to własnej produkcji. A co z wagą? No właśnie, tutaj dzieją się dziwne rzeczy, bankowo każdy kto rzuca palenie przybiera na wadze, u mnie waga na początku poszła w górę, musiałem przejść na dietę beztłuszczową, ograniczyć węglowodany zwłaszcza pieczywo do zera, rzuciłem się na warzywa gotowane , surówki, kaszę, i na efekty nie trzeba było długo czekać - w okresie dwóch i pół miesiąca straciłem ok 6 kg. Nie jest to dużo ale lepiej tracić wagę systematycznie, bez uciekania się do radykalnych restrykcji żywieniowych. 

W czasie pobytu nad morzem odwiedziłem Koszalin, miasto szczególne dla mnie, dla moich letnich wojaży. Niedługo minie półwiecze odkąd zawitałem tutaj pierwszy raz, tym razem zaprosili mnie tutejsi poeci zaciekawieni  powieścią  Gromnica. Na  spotkanie przybył  (wyrwał się z pracy )  jeden z moich ulubionych poetów młodego pokolenia, Dominik Żyburtowicz, przyniósł dla mnie swój debiutancki tomik pt. Żaglowce. Bardzo dobry tomik, nagrodzony kilka dni później w Kutnie laurem: "Najlepszy debiut 2015 roku".  Cierpliwość młodego poety opłaciła się, wkroczył na najważniejszą arterię polskiej poezji współczesnej, a ja jestem z tego faktu rad albowiem nasze warsztatowe kontakty zapoczątkowane osiem lat temu na jednym z portali literackich zaowocowały w obu kierunkach.  Nie    ukrywam, że  od  młodych  też  można  się  wiele  nauczyć.  Choćby  cierpliwości i autokrytyki.