środa, 5 kwietnia 2017

Czas jest wartościa najwyższą. .

   



(...)
     Kurczy się czas przeznaczony na przyszłość (użyłem takiego sformułowania celowo) ponieważ już nie liczę minionych lat, ale zastanawiam się ile czasu mi pozostało do przeżycia. Jerzy Szatkowski powiedział: my już nie możemy czekać, my musimy poza kolejnością wszystko robić  i otrzymywać. Pisać książki szybciej bo przysłowie: „czas to pieniądz”, w naszym wieku nabiera pierwszorzędnego znaczenia. Zmarli w ostatnich latach poeci już nic nie napiszą. Czasy takie, że nikt nie pokusi się o wydawanie tego co pozostawili po sobie.  Pamięć o nich też szybko się zatrze, tylko nieliczni doczekają memoriału, ale jak długo to potrwa? Obserwuję zwycięski marsz po poetyckich trupach, przeraża mnie pomroczna jasność ogarniająca młode pokolenia. Polska jest już odmieniana przez wszystkie przypadki. Szacunek  i uznanie – pojęcia niemodne,  zamiast garniturów robocze ubrania. Kto by pomyślał w niedalekiej przeszłości, że Parnas zostanie zrównany z ziemią a Wieża Babel powstanie z ruin. Kto by pomyślał w przeszłości, że zabraknie podłoża ideologicznego dla procesu powstawania grup poetyckich. Wszyscy są równi wobec słowa, ale słowo poetyckie nie znajduje mechanizmu wartościowania, jedyną dźwignią jest pieniądz. Do marnej gry wchodzą wszystkie instytucje, państwowe i samorządowe, społecznie i charytatywne. Nikt nie zwraca uwagi na co wydaje pieniądze. Może dlatego zaryzykuje stwierdzenie względem swoich planów na przyszłość:  że muszę liczyć się z czasem, ponieważ ma on obecnie wyższą wartość aniżeli poetycki tomik pochłaniający godziny, które powinienem spędzić z przyrodą, poświęcić je na pracę z młodzieżą. Nigdy jednak nie marnotrawić ich na jałowe dyskusje w gronie ludzi, którym się wydaje, że poezja jest wszystkim. 
   Zmarli koledzy i koleżanki już nie mają takiego problemu, a ja powinienem się cieszyć, że ich przeżyłem. Jedna czy dwie książki więcej, nie robi różnicy w ostatecznym rozrachunku. Tylko wykorzystane pory roku w zmaganiu z  przestrzenią w czasie. A nie na odwrót. Siły na zamiary, świadomość zmagająca się z entuzjazmem i euforią. które są skutkiem spontaniczności w działaniu, bez konkretnego celu. Bo większość z celów nawet jeśli nie zostały zrealizowane, to w konfrontacji z dorobkiem życia  w każdej dziedzinie, ich znaczenie jest nieistotne, marginalne jak plewy po odsianiu ziarna.  (...)

( fragment książki pt. Dzieci Norwida )

 





środa, 22 marca 2017

Splot Słoneczny

Świetlisty tydzień.



Przed blokiem operacyjnym na oddziale otolaryngologii, w czwartek 23 lutego 2017 roku, miała miejsce mijanka dwóch łóżek szpitalnych, na których leżeli poznańscy poeci. Jeden po wybudzeniu z narkozy, drugi w głębokim śnie przygotowany do zabiegu - nie mieli pojęcia, że znaleźli się w tym samym czasie i miejscu, z tego samego powodu. Dopiero  następnego dnia spotkali się na korytarzu wyrażając względem siebie zdziwienie.  

Los jest nieobliczalny, los jest naszpikowany niespodziankami, los niekiedy jest kierowany nieziemską ręką. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć tego, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach i miało swój finał w miniony czwartek. Nie będę ujawniał szczegółów ponieważ dotyczą one wyłącznie mojej osoby, a fakty jakie miały miejsce znam z relacji osób postronnych. Są sprawy o których człowiek nie ma żadnego pojęcia, zdarzenia i znaki materialne, których nie da się wytłumaczyć w sposób naukowy. Są sprawy tak wielkie, że przerastają naszą wyobraźnię. Coś takiego miało miejsce w czwartek 23 lutego br.




Epitafium dla Lekarza


Nie wybrzydzam i nie marudzę, nigdy nie piszę ckliwości
jednak dzisiaj muszę zapłakać przez wiersz poraz pierwszy. 
Odeszli moi lekarze leczyć zmarłych kolegów (oni nie umarli) 
pozostało mi liczyć na sprawną rękę anonima, który jest gdzieś 
na końcu tego wiersza i sposobi się do cięcia ostatecznego. 

(Jak poeta do frazy, która pęcznieje jak guz Wortina ). 

Moje guzy lśnią i liczą łzy na twarzy po śmierci lekarza, 
który miał je usunąć, abym mógł spać spokojnie, 
Teraz on śpi a ja odtwarzam esemesa w komórce:
" przyjęcie do szpitala piętnastego lutego, 2017"..

2 stycznia 2017





  Jerzy Szatkowski, redaktor i wydawca "Okolicy Poetów". W takich okolicznościach nasze spotkanie nabrało szczególnego znaczenia, bez względu na konsekwencje pobytu w tym miejscu. Samo życie. Trzeba nam dalej "gryźć to powietrze" każdy na swój sposób.

Jerzy Beniamin Zimny











piątek, 17 lutego 2017

Bez płaszcza

 


     Pierwsze spotkanie w tym roku i nie wykluczone, że ostatnie. Po prezentacjach "Gromnicy" zostały wspomnienia, miłe i wzruszające. Nie dość, że nakład rozszedł się bardzo szybko, to jeszcze otrzymuję zapytania o możliwość nabycia książki. Dlatego drugie wydanie stało się faktem, tak jak kontynuacja książki: druga jej, odrębna tematycznie część. Będzie to fabuła dotykająca okresu transformacji. Bohater, czynny uczestnik procesu przekształceń, uwikłany w sytuacje komiczne, dramatyczne, niezręczne i tajemnicze. Już pracuję nad nią, mam zamiar ukończyć pisanie pod koniec tego roku. Jeśli dopisze mi zdrowie? Padają też zapytania o poezję. Anonsowałem nowy tom rok temu, ale wstrzymałem sie z jego wydaniem. Przyczyna typowa dla mnie - dezaktualizacja tekstu z powodu częstego jego czytania? Błąd to wielki, jednak nic na to nie poradzę, czas powoduje zniekształcenia świadomości, oraz dowartościowuje teksty odrzucone w przeszłości. Sporo dobrych, niepublikowanych tekstów znajduję w starych plikach. Szwankuje u mnie system samooceny - oscyluje zawsze w kierunku negacji własnej pracy? Brakuje wypośrodkowania, z czym sam autor nie jest w stanie sobie poradzić. a recenzenci z boku, nie są już tak mocno zaangażowani w teksty. Pośpiech czyni nas niedoskonałymi. Jak to fajnie określił Tomasz Rębacz-  "jesteśmy jakby niedoistniali" Świetne określenie naszej powierzchowności, która wraz z rozwojem technik informatycznych sieje w nas spustoszenie, w tym względzie.

   Listopad Poetycki kosztował mnie dużo zdrowia i czasu przy sporządzaniu dokumentów. Było to duże przedsięwzięcie logistyczne. Ponad pięćdziesiąt spotkań autorskich w Poznaniu i na terenie województwa. Kilka wydawnictw literackich, w tym "Dzieci Norwida" z promocją w Bibliotece Uniwersyteckiej, spektakl teatralny zespołu "Teatru w Przejściu", kilka paneli dyskusyjnych. I rozstrzygnięcie  konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny, na najlepszy debiut poetycki roku 2016. Laureat, Dawid Mateusz zbiera zewsząd gratulacje i  panuje w kraju powszechna opinia, że był to właściwy wybór.

   Egzemplarze "Dzieci Norwida" znikają z dnia na dzień. Nie będzie promocji. Jedynie w Darłowie i Ostrołęce przewiduję prezentację. Może jeszcze w Gorzowie, w Kaliszu? Na ile zdrowie mi dopisze. Zima zawsze jest dla mnie okresem odrabiania zaległości. Tego roku jest inaczej. Zaległości zaczynają się piętrzyć ,sprawy związkowe zajmują mi sporo czasu, ale nie jest to czas stracony. Plan tegoroczny obfituje w tematy jakich dotąd nie realizowaliśmy. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego a to zobowiązuje nas do pracy na rzecz społeczeństwa. W takim klimacie przebiegać będą tegoroczne nasze kontakty z ludźmi.

   Z nadsyłanych lektur najbardziej poruszył mnie tom opowiadań Wandy Szczypiorskiej pt. "Puciszka" Artystka z Otwocka odkrywa przed czytelnikiem karty własnej historii. Bardzo ciekawe karty, obrazujące najbardziej istotne wydarzenia w jej życiu. Co ważne- nie jest to spowiedź ani rozrachunek z przeszłością. Nic z tych rzeczy. Autorka zachowała bezpieczny dystans do materii opowiadań,, jako narratorka wychodzi z tej konfrontacji suchą stopą.  Jest to proza bardzo obrazowa, pastelowa, Szczypiorska jakby łączy w jedno - obraz i słowo, są też dźwięki i sporo kontekstów. Czytelnik spaceruje z narratorką z dużą swobodą i w pewnym momencie odkrywa, że przebywa we własnym ogrodzie? Bardzo znamienne jest opowiadanie pt. "Cienie". Szczypiorska ma kilka swoich małych rozdziałów w dramatycznych wydarzeniach w Polsce powojennej. Nie są one jeszcze zamknięte, syndrom niebieskiego munduru daje o sobie znać po dni współczesne. Polecam "Puciszkę" - jest to proza, do której się wróci, prędzej czy później.

   Z książek poetyckich sygnalizuję kolejny tom Krzysztofa Kleszcza - "Pański płaszcz". Poety bardzo zaangażowanego w sprawy budzące od kilku lat powszechny niepokój. Kleszcz, poeta zaangażowany nie chce być obojętnym widząc dehumanizację życia społecznego. Jednak byłoby błędem dostrzegać w jego poezji tylko te wartości. Słowo przeciw słowu, dobro przeciw złu, zamiast "breloczka z napisem Karaiby, za oknem grusza i wstęga miedzy". Bliższa ciału koszula, i własne korzenie, z których wyrastają kolejne pokolenia. Pokolenia, które w swoich oczach powinny "dostrzegać tabelki Excela" a  "Boga nie powinny traktować  gumką myszką".
    Dobre rady Kleszcza jak sądzę, tak prędko nie trafią na podatny grunt. chociaż powinny, bo jak sam zaobserwował: "Polska jest zaorana traktorami", ale "na górze przekręt, na dole przykręcanie śruby. I tak to się kręci". Musze przyznać - nie brakuje Kleszczowi ironicznego spojrzenia na naszą rzeczywistość, ale z tej ironii emanuje dramatyzm i brak nadziei na pozytywne zmiany, bo grill na trawniku jest symbolem poprawy bytu. Może? W odpowiedzi z pewnością usłyszę: "nie mamy pańskiego płaszcza.I co pan nam zrobi?" Ano nic,  Czas pokaże. Czas zweryfikuje  tezy poety Kleszcza.

Jerzy Beniamin Zimny .


 

   














poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nowy Krok jakże zaczął się po śmiertelnemu.




Eptafium dla laryngologa



Nie wybrzydzam i nie marudzę, nigdy nie piszę ckliwości
ani nie rzucam kurwami. Jednak dzisiaj muszę zapłakać
przez wiersz, po raz pierwszy. Odeszli moi lekarze leczyć
zmarłych kolegów (oni nie umarli) pozostało mi liczyć
na sprawną rękę anonima, który jest gdzieś na końcu tego
wiersza i sposobi się do cięcia ostatecznego. Jak poeta do
frazy, która pęcznieje niczym wrzód. Moje wrzody lśnią
i liczą łzy na twarzy po śmierci lekarza, który miał je otworzyć,
abym mógł spać spokojnie, Teraz on śpi a ja odtwarzam
esemesa w komórce: " W polowie lutego, jeśli można"?  

2 stycznia 2017