środa, 5 kwietnia 2017

Czas jest wartościa najwyższą. .

   



(...)
     Kurczy się czas przeznaczony na przyszłość (użyłem takiego sformułowania celowo) ponieważ już nie liczę minionych lat, ale zastanawiam się ile czasu mi pozostało do przeżycia. Jerzy Szatkowski powiedział: my już nie możemy czekać, my musimy poza kolejnością wszystko robić  i otrzymywać. Pisać książki szybciej bo przysłowie: „czas to pieniądz”, w naszym wieku nabiera pierwszorzędnego znaczenia. Zmarli w ostatnich latach poeci już nic nie napiszą. Czasy takie, że nikt nie pokusi się o wydawanie tego co pozostawili po sobie.  Pamięć o nich też szybko się zatrze, tylko nieliczni doczekają memoriału, ale jak długo to potrwa? Obserwuję zwycięski marsz po poetyckich trupach, przeraża mnie pomroczna jasność ogarniająca młode pokolenia. Polska jest już odmieniana przez wszystkie przypadki. Szacunek  i uznanie – pojęcia niemodne,  zamiast garniturów robocze ubrania. Kto by pomyślał w niedalekiej przeszłości, że Parnas zostanie zrównany z ziemią a Wieża Babel powstanie z ruin. Kto by pomyślał w przeszłości, że zabraknie podłoża ideologicznego dla procesu powstawania grup poetyckich. Wszyscy są równi wobec słowa, ale słowo poetyckie nie znajduje mechanizmu wartościowania, jedyną dźwignią jest pieniądz. Do marnej gry wchodzą wszystkie instytucje, państwowe i samorządowe, społecznie i charytatywne. Nikt nie zwraca uwagi na co wydaje pieniądze. Może dlatego zaryzykuje stwierdzenie względem swoich planów na przyszłość:  że muszę liczyć się z czasem, ponieważ ma on obecnie wyższą wartość aniżeli poetycki tomik pochłaniający godziny, które powinienem spędzić z przyrodą, poświęcić je na pracę z młodzieżą. Nigdy jednak nie marnotrawić ich na jałowe dyskusje w gronie ludzi, którym się wydaje, że poezja jest wszystkim. 
   Zmarli koledzy i koleżanki już nie mają takiego problemu, a ja powinienem się cieszyć, że ich przeżyłem. Jedna czy dwie książki więcej, nie robi różnicy w ostatecznym rozrachunku. Tylko wykorzystane pory roku w zmaganiu z  przestrzenią w czasie. A nie na odwrót. Siły na zamiary, świadomość zmagająca się z entuzjazmem i euforią. które są skutkiem spontaniczności w działaniu, bez konkretnego celu. Bo większość z celów nawet jeśli nie zostały zrealizowane, to w konfrontacji z dorobkiem życia  w każdej dziedzinie, ich znaczenie jest nieistotne, marginalne jak plewy po odsianiu ziarna.  (...)

( fragment książki pt. Dzieci Norwida )

 





środa, 22 marca 2017

Splot Słoneczny

Świetlisty tydzień.



Przed blokiem operacyjnym na oddziale otolaryngologii, w czwartek 23 lutego 2017 roku, miała miejsce mijanka dwóch łóżek szpitalnych, na których leżeli poznańscy poeci. Jeden po wybudzeniu z narkozy, drugi w głębokim śnie przygotowany do zabiegu - nie mieli pojęcia, że znaleźli się w tym samym czasie i miejscu, z tego samego powodu. Dopiero  następnego dnia spotkali się na korytarzu wyrażając względem siebie zdziwienie.  

Los jest nieobliczalny, los jest naszpikowany niespodziankami, los niekiedy jest kierowany nieziemską ręką. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć tego, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach i miało swój finał w miniony czwartek. Nie będę ujawniał szczegółów ponieważ dotyczą one wyłącznie mojej osoby, a fakty jakie miały miejsce znam z relacji osób postronnych. Są sprawy o których człowiek nie ma żadnego pojęcia, zdarzenia i znaki materialne, których nie da się wytłumaczyć w sposób naukowy. Są sprawy tak wielkie, że przerastają naszą wyobraźnię. Coś takiego miało miejsce w czwartek 23 lutego br.




Epitafium dla Lekarza


Nie wybrzydzam i nie marudzę, nigdy nie piszę ckliwości
jednak dzisiaj muszę zapłakać przez wiersz poraz pierwszy. 
Odeszli moi lekarze leczyć zmarłych kolegów (oni nie umarli) 
pozostało mi liczyć na sprawną rękę anonima, który jest gdzieś 
na końcu tego wiersza i sposobi się do cięcia ostatecznego. 

(Jak poeta do frazy, która pęcznieje jak guz Wortina ). 

Moje guzy lśnią i liczą łzy na twarzy po śmierci lekarza, 
który miał je usunąć, abym mógł spać spokojnie, 
Teraz on śpi a ja odtwarzam esemesa w komórce:
" przyjęcie do szpitala piętnastego lutego, 2017"..

2 stycznia 2017





  Jerzy Szatkowski, redaktor i wydawca "Okolicy Poetów". W takich okolicznościach nasze spotkanie nabrało szczególnego znaczenia, bez względu na konsekwencje pobytu w tym miejscu. Samo życie. Trzeba nam dalej "gryźć to powietrze" każdy na swój sposób.

Jerzy Beniamin Zimny











piątek, 17 lutego 2017

Bez płaszcza

 


     Pierwsze spotkanie w tym roku i nie wykluczone, że ostatnie. Po prezentacjach "Gromnicy" zostały wspomnienia, miłe i wzruszające. Nie dość, że nakład rozszedł się bardzo szybko, to jeszcze otrzymuję zapytania o możliwość nabycia książki. Dlatego drugie wydanie stało się faktem, tak jak kontynuacja książki: druga jej, odrębna tematycznie część. Będzie to fabuła dotykająca okresu transformacji. Bohater, czynny uczestnik procesu przekształceń, uwikłany w sytuacje komiczne, dramatyczne, niezręczne i tajemnicze. Już pracuję nad nią, mam zamiar ukończyć pisanie pod koniec tego roku. Jeśli dopisze mi zdrowie? Padają też zapytania o poezję. Anonsowałem nowy tom rok temu, ale wstrzymałem sie z jego wydaniem. Przyczyna typowa dla mnie - dezaktualizacja tekstu z powodu częstego jego czytania? Błąd to wielki, jednak nic na to nie poradzę, czas powoduje zniekształcenia świadomości, oraz dowartościowuje teksty odrzucone w przeszłości. Sporo dobrych, niepublikowanych tekstów znajduję w starych plikach. Szwankuje u mnie system samooceny - oscyluje zawsze w kierunku negacji własnej pracy? Brakuje wypośrodkowania, z czym sam autor nie jest w stanie sobie poradzić. a recenzenci z boku, nie są już tak mocno zaangażowani w teksty. Pośpiech czyni nas niedoskonałymi. Jak to fajnie określił Tomasz Rębacz-  "jesteśmy jakby niedoistniali" Świetne określenie naszej powierzchowności, która wraz z rozwojem technik informatycznych sieje w nas spustoszenie, w tym względzie.

   Listopad Poetycki kosztował mnie dużo zdrowia i czasu przy sporządzaniu dokumentów. Było to duże przedsięwzięcie logistyczne. Ponad pięćdziesiąt spotkań autorskich w Poznaniu i na terenie województwa. Kilka wydawnictw literackich, w tym "Dzieci Norwida" z promocją w Bibliotece Uniwersyteckiej, spektakl teatralny zespołu "Teatru w Przejściu", kilka paneli dyskusyjnych. I rozstrzygnięcie  konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny, na najlepszy debiut poetycki roku 2016. Laureat, Dawid Mateusz zbiera zewsząd gratulacje i  panuje w kraju powszechna opinia, że był to właściwy wybór.

   Egzemplarze "Dzieci Norwida" znikają z dnia na dzień. Nie będzie promocji. Jedynie w Darłowie i Ostrołęce przewiduję prezentację. Może jeszcze w Gorzowie, w Kaliszu? Na ile zdrowie mi dopisze. Zima zawsze jest dla mnie okresem odrabiania zaległości. Tego roku jest inaczej. Zaległości zaczynają się piętrzyć ,sprawy związkowe zajmują mi sporo czasu, ale nie jest to czas stracony. Plan tegoroczny obfituje w tematy jakich dotąd nie realizowaliśmy. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego a to zobowiązuje nas do pracy na rzecz społeczeństwa. W takim klimacie przebiegać będą tegoroczne nasze kontakty z ludźmi.

   Z nadsyłanych lektur najbardziej poruszył mnie tom opowiadań Wandy Szczypiorskiej pt. "Puciszka" Artystka z Otwocka odkrywa przed czytelnikiem karty własnej historii. Bardzo ciekawe karty, obrazujące najbardziej istotne wydarzenia w jej życiu. Co ważne- nie jest to spowiedź ani rozrachunek z przeszłością. Nic z tych rzeczy. Autorka zachowała bezpieczny dystans do materii opowiadań,, jako narratorka wychodzi z tej konfrontacji suchą stopą.  Jest to proza bardzo obrazowa, pastelowa, Szczypiorska jakby łączy w jedno - obraz i słowo, są też dźwięki i sporo kontekstów. Czytelnik spaceruje z narratorką z dużą swobodą i w pewnym momencie odkrywa, że przebywa we własnym ogrodzie? Bardzo znamienne jest opowiadanie pt. "Cienie". Szczypiorska ma kilka swoich małych rozdziałów w dramatycznych wydarzeniach w Polsce powojennej. Nie są one jeszcze zamknięte, syndrom niebieskiego munduru daje o sobie znać po dni współczesne. Polecam "Puciszkę" - jest to proza, do której się wróci, prędzej czy później.

   Z książek poetyckich sygnalizuję kolejny tom Krzysztofa Kleszcza - "Pański płaszcz". Poety bardzo zaangażowanego w sprawy budzące od kilku lat powszechny niepokój. Kleszcz, poeta zaangażowany nie chce być obojętnym widząc dehumanizację życia społecznego. Jednak byłoby błędem dostrzegać w jego poezji tylko te wartości. Słowo przeciw słowu, dobro przeciw złu, zamiast "breloczka z napisem Karaiby, za oknem grusza i wstęga miedzy". Bliższa ciału koszula, i własne korzenie, z których wyrastają kolejne pokolenia. Pokolenia, które w swoich oczach powinny "dostrzegać tabelki Excela" a  "Boga nie powinny traktować  gumką myszką".
    Dobre rady Kleszcza jak sądzę, tak prędko nie trafią na podatny grunt. chociaż powinny, bo jak sam zaobserwował: "Polska jest zaorana traktorami", ale "na górze przekręt, na dole przykręcanie śruby. I tak to się kręci". Musze przyznać - nie brakuje Kleszczowi ironicznego spojrzenia na naszą rzeczywistość, ale z tej ironii emanuje dramatyzm i brak nadziei na pozytywne zmiany, bo grill na trawniku jest symbolem poprawy bytu. Może? W odpowiedzi z pewnością usłyszę: "nie mamy pańskiego płaszcza.I co pan nam zrobi?" Ano nic,  Czas pokaże. Czas zweryfikuje  tezy poety Kleszcza.

Jerzy Beniamin Zimny .


 

   














poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nowy Krok jakże zaczął się po śmiertelnemu.




Eptafium dla laryngologa



Nie wybrzydzam i nie marudzę, nigdy nie piszę ckliwości
ani nie rzucam kurwami. Jednak dzisiaj muszę zapłakać
przez wiersz, po raz pierwszy. Odeszli moi lekarze leczyć
zmarłych kolegów (oni nie umarli) pozostało mi liczyć
na sprawną rękę anonima, który jest gdzieś na końcu tego
wiersza i sposobi się do cięcia ostatecznego. Jak poeta do
frazy, która pęcznieje niczym wrzód. Moje wrzody lśnią
i liczą łzy na twarzy po śmierci lekarza, który miał je otworzyć,
abym mógł spać spokojnie, Teraz on śpi a ja odtwarzam
esemesa w komórce: " W polowie lutego, jeśli można"?  

2 stycznia 2017

  

środa, 7 grudnia 2016

Poeci pierwszej zmiany





Wojciech Czerniawski


                                           JACKSON  POLLOCK


pollock na swoich słupach błękitnych przyszedł do mnie
ocean powiedział ocean się wznosi jak gdyby mi się
                                                 wlecze podmywa wszystko
nie miał żadnej nadziei to przebijało z jego słów które były
                                                              jak kołatanie serca
w gęstwinie słupów błękitnych z rozwiniętą spiralą muszli
przywieziony do żył kolumn kartaginy
zagnieździł się w nich
ze zlepkiem drżącym krwi
z płótnem na którym odbiła się twarz nieznanego

zejdźmy w dolinę do tych miast skąpanych
                                    w promieniach kredowego słońca
uważajmy na dzbany rozbite starannie uśpione
by nie przegapić momentu
źrenice oczu sypią się dojrzałe
rozwinięte bandaże rozwinięte krople ciemności
pył skrępowany promieniami roentgena



Beata Patrycja Klary zadała mi niedawno pytanie: "kto moim zdaniem zasługuje na miano najlepszego poety na Środkowym Nadodrzu w minionym stuleciu"? :Po zastanowieniu, kiedy to w głowie przewinęły mi sie znane nazwiska i mniej znane obecnemu środowisku poetów, takie jak: Janusz Koniusz, A.K.Waśkiewicz. Czesław Markiewicz, Czesław Sobkowiak, Anna Tokarska, Zdzisław Morawski, Kazimierz Furman - wymieniłem jednak inne, dwa nazwiska: Wojciech Sroczyński z Gorzowa i Wojciech Edward Czerniawski ze Szprotawy. Dlaczego? 
Wystarczy przeczytać dokładnie powyższy wiersz aby zauważyć, że to co piszą dzisiaj tacy poeci jak. Kacper Płusa, Bartosz Konstrant, Wojciech Roszkowski i wielu innych- zapoczątkował ponad czterdzieści lat temu Wojciech Edward Czerniawski. Powyższy wiersz pochodzi z debiutanckiego tomu pt. Jest już chyba kobietą.  Książka ta ma swoją dramatyczną historię, Zrządzeniem losu przeleżała za szafą kilka lat w pokoju jednego z redaktorów Wydawnictwa Poznańskiego. Dopiero remont pomieszczenia przyczynił się do debiutu znakomitego poety ze Szprotawy, który po upadku poprzedniego systemu politycznego podzielił los swojej książki. W wolnym kraju znalazł sie na marginesie beneficjentów przemian, społecznych i gospodarczych. 
Natomiast o Wojciechu Sroczyńskim słuch zaginął, a przecież w latach siedemdziesiątych wygrał szereg znaczących konkursów poetyckich. Rokował dla siebie świetlaną przyszłość. 

(więcej w Dzieciach Norwida)




czwartek, 1 grudnia 2016

Czerwiec 56







                              młodym aktorom "Teatru w przejściu"


Dzisiaj podczas turnieju jednego wiersza
usłyszałem, że człowiek jest bogaty biedą
a bezsenność to brak pomysłu na dobry wiersz.

Siedzieliśmy z kolegą na twardych krzesłach,
scena uginała się pod stopami aktorów,
grali nasz poznański czerwiec;
jakbym widział Romka Strzałkowskiego
w osobie ucznia tutejszego gimnazjum.
Wtedy miałem dziesięć lat (tutaj na moment)
kiedy on starał się być zrozumianym.

Wyszedłem z tego spektaklu porażony prądem,
a wieczór pisał dalszy scenariusz, według
którego miałem wrócić do domu nad ranem,  
głodny jak robotnik z nocnej zmiany.
Jak Romek , ten chłopak ze sceny

miałem wrócić do domu martwym.



niedziela, 27 listopada 2016

Róża z róży



     Rośliny mają nieograniczone predyspozycje do witalności.  Róża z róży? Tym razem nie jest to banał, ale nowe odniesienie tego pięknego kwiatu do niespotykanej często funkcji, zwłaszcza w domowych warunkach.  Pół roku temu dostałem różę w Bibliotece Raczyńskich podczas uroczystości z okazji jubileuszu Oddziału ZLP w Poznaniu. Róża stała w wazonie blisko pół roku, kwiat zamienił się w klasyczną suszkę, natomiast łodyga i listki nie zmieniły barwy. Zieloniutkie zaciekawiły mnie do tego stopnia, że wyjąłem roślinę z wazonu aby się jej uważnie przyjrzeć. No i okazało się , że łodyga wypuściła maleńkie korzenie. Postanowiłem wsadzić ją do  doniczki. Po trzech tygodniach róża ruszyła ostro w górę. Lada moment na jej wierzchołku otworzy się kwiat, tego samego koloru. 

      Poezja ukryta w przedmiotach, w roślinach nie ma sobie równych. Może to brzmi niepoważnie ale proszę spróbować opisać, uwierszowić zjawisko życia w śmierci? Wyschnięty zupełnie kwiat  na żywej łodydze z delikatnymi pędami korzeni? Róża przeżyła śmierć kliniczną, w jaki sposób tego nikt nie wie, bo ileż to razy więdły kwiaty w wazonach w moim domu, Pamiętam sześćdziesiąt róż, które otrzymałem na sześćdziesiąte urodziny. Wszystkie zwiędły w okresie tygodnia. Wiele innych kwiatów z wazonów trafiło na śmietnik  A ta różą, z maja tego roku dumnie puszcza nowe pędy i zamierza na dobre zagościć w moim domu. Komentarz zbyteczny.


piątek, 18 listopada 2016

Koło historii


                                                         (spotkanie z młodzieżą licealną)

     Spotkania w Krośnie Odrzańskim na długo pozostaną w mojej pamięci. Jechałem tam stremowany perspektywą spotkań po latach, z ludźmi których zapamiętałem jako rówieśników zabaw, lekcji szkolnych, kompanów do wygłupów i zabaw ulicznych. Tymczasem trema pękła jak przysłowiowe szlachetne szkło kiedy przekraczaliśmy przeprawę na Odrze;  starym, dumnym wiekowym mostem, który "pamięta" niejedno zdarzenie z moim i kolegów udziałem. Most i Bazylika, gmach Poczty Polskiej, i dalej w miejscu kina "Promień" nie mniej dumna fabryka urządzeń gastronomicznych: "Kromet". Tuż przy niej boisko piłkarskie na którym występowało kilku znanych piłkarzy, z Lubańskim na czele. W szkole, mojej dawnej szkole przyjęto mnie z honorami, onieśmielony tym faktem przemówiłem do młodzieży głosem uczniowskim z lat pięćdziesiątych. Dopiero po kilku minutach odważyłem się na niczym niezmąconą bezpośredniość.  Dzwonek na przerwę odezwał się po kwadransie (tak mi się zdawało) a to minęła godzina lekcyjna. Sympatyczne Panie poczęstowały nas kawą i słodyczami, każda dorzuciła coś do moich wspomnień, uzupełnialiśmy luki w wiedzy na pewne tematy. Młodzież nawet w czasie przerwy skłonna była zadawać pytania na temat sportu w mieście i zdarzających się tutaj powodzi, co jakiś czas. A wszystko przebiegało pod czujnym okiem Władysława Broniewskiego, patrona szkoły, któremu lubuski literat, Janusz Koniusz pozwolił sobie wprowadzić małą korektę do jego wiesza pt. "Bagnet na broń". Korekta dotyczyła zmiany wyrazu:  zamiast  "dłoń", Koniusz zaproponował "pięść" "za tę pięść podniesioną nad Polską".... 
  Mały szczegół a tak zapadł w pamięci krośnieńskiej młodzieży. Opuszczaliśmy szkołę podbudowani ciepłem i życzliwością gospodarzy spotkania. Szkoła obok piastowskiego zamku, przy bazylice pod wezwanie Św. Jadwigi - jest żywym symbolem miasta nad Odrą. Tej części miasta, która podczas wojny legła niemal całkowicie w gruzach. 

   Wieczorem powróciła trema, zbliżało się spotkanie z Juliuszem A. Jednym z trzech żyjących moich kolegów. Nie mogłem powiedzieć "stary nic a nic się nie zmieniłeś" po pięćdziesięciu latach. Znakami rozpoznawczymi były stare fotki i zgodność czasu i miejsca przywoływanych z pamięci zdarzeń. Juliusz ma brata Bogdana, który mieszka w Głogowie. Z pewnością spotkamy się w przyszłym roku. Na słynnej "Parkowej" kolejne sympatyczne przyjęcie. Wśród gości rozpoznaję Basię Ł. siostrę mojego kolegi z klasy, Zenona. Pozostali zebrani dorzucają do moich wypowiedzi fakty, które miały miejsce  w latach bardzo odległych. Fragmenty "Gromnicy" podsycają atmosferę do dyskusji, wracają we wspomnieniach pewne dramatyczne fakty, i te humorystyczne z udziałem chłopców z ulicy Kościuszki, którzy byli najbardziej żywą tkanką tego miasta, dopóki nie rozjechali się po świecie.  Kamienica przy ulicy Kościuszki była miejsce wielu pomysłów wcielanych w życie uliczne. Zabawy i gry wymyślane przez dzieci w warunkach niedostatku opieki państwa w tamtych ciężkich czasach. 

   Krosno, miasto z klimatem i mikroklimatem (tutaj pięknie i szybko dojrzewają brzoskwinie) kiedyś winniczne miasto, miasto parowców o pięknych nazwach świątków pogańskich i słowiańskich, miasto najpiękniejsze na Ziemi Lubuskiej, tylko Kazimierz nad Wisłą może z nim konkurować. Krosno miasto, które pewnym Amerykanom zawróciło w głowie, kiedy dotykali muru zamku piastowskiego. Przywiozłem ich tutaj a miałem do wyboru Łagów Lubuski i Bytom Odrzański. "Wenecja Lubuska" jak Krosno nazywa moja żona, geografka rodem z Bielska Białej. Wszystko pod czujnym okiem rzeki Odry. Nawet spędzona noc w "Odrze" hotelu, który przysłużył mi się w latach 2002-2004, kiedy wróciłem na ścieżkę między mostem a ulicą Wąską. Najwęższą ulicę w Polsce nie tylko ze względu na nazwę. Tą ulicą chodziliśmy z bratem na targowisko, najsłynniejsze w Polsce. bo dzięki niemu wiele rodzin po wojnie mogło utrzymać swoje dzieci. Srebrna Góra nadal kusi przyjezdnych swoim pięknem. Szkoda tylko, że w środę mgła osiadła w mieście jakby chciała sobie odpocząć przed dalszą wędrówką. Nasza wędrówka dobiega końca, historia dzisiaj w środę 16 listopada zatoczyła koło. Drugiego takiego koła już nie będzie. 

Jerzy Beniamin Zimny 


         Spotkanie wieczorne przy Parkowej









                                               Z wizytą u Janusza Koniusza w Zielonej Górze.


piątek, 11 listopada 2016

39. Międzynarodowy Listopad Poetycki w Poznaniu


Tegoroczny Listopad przebiegał pod znakiem kontaktów literatów z młodzieżą i społecznością Poznania i Województwa. Odbyło się w sumie blisko 50 takich spotkań i okazało się, że jest społeczne zapotrzebowanie na ten rodzaj "publikacji" poprzez bezpośrednie kontakty. Pierwsze gratulacje kieruję pod adresem koleżanki Agaty Widzowskiej i kolegi Lecha Nawrockiego. List poniższy nie wymaga komentarza.


"Bardzo dziękujemy za wspaniałe spotkanie! Dzieci i nauczyciele wyszli zauroczeni! Książka Pani Agaty została natychmiast porwana przez czytelników, a kolejne zainteresowane osoby czekają w kolejce:) Językowe szarady Pana Lecha Nawrockiego długo jeszcze były tematem rozmów i poszukiwania własnych skojarzeń. Tak aktywny udział młodzieży był również inspiracją dla nauczycieli, którzy ogłoszą w najbliższym czasie konkurs literacki pt. "Kochamy zwierzaki".



Z całego serca dziękujemy Państwu za przemiłe spotkanie. Zapraszamy do ponownego odwiedzenia naszej szkoły w przyszłym roku, a w najbliższym czasie do zerknięcia na stronę internetową szkoły  http://www.gimn2sp75.pl/ oraz blog biblioteczny    http://przygodawbibliotece.blogspot.com/

Jeszcze raz dziękujemy i przesyłamy obiecane zdjęcia"


wtorek, 8 listopada 2016

Nowa książka




    Książka będąca zborem szkiców, recenzji i dzienników - zamyka długi okres mojej posługi poezji polskiej. Przeminęło, przeleciało tak szybko, że nie zauważyłem tego, jak bardzo nie jestem podobny do siebie sprzed czterdziestu pięciu lat. Ale nie postarzały się moje teksty pisane przed wielu laty.Tak jak wiecznie młode będą wiersze poetów, których spotkałem na swojej drodze. Dzisiaj, kiedy mamy do czynienia ze zjawiskiem publicznego czytania poezji, bohaterowie mojej książki odżywają w szczególny sposób, a ich poezja staje się jeszcze bardziej popularną. Z takim zamiarem podjąłem się tego gigantycznego wysiłku i dzisiaj jestem bardzo szczęśliwy, że praca dobiegła końca i mogę spokojnie pomyśleć nad wyborem moich wierszy uzupełnionych o najnowsze, które w ostatnich latach pisałem z doskoku. Bo z tej choroby lirycznej nie można się wyleczyć, jest jak kobieta wiecznie spragniona wrażeń natury innowacyjnej, bo nie ma nic gorszego jak powtarzanie ogranych własnych formuł i nawyków. 

Jerzy Beniamin Zimny