CZERWIEC 56
Poznański czerwiec jest czerwony
na białym tle historii. Jesteśmy drugim
pokoleniem odarci z sukna wolności
ale żyjemy i to się liczy,
wbrew prawu wielkich liczb
które nie ogarniają wszystkich.
Lata biegną za czymś cięgle niedoścignionym
to może być pozbawione legendy
dorobku pokoleń, ale kurhany wciąż
urągają, ale groby jeszcze zniczami płoną.
Liryka dnia
Poezja jest wszędzie
tylko nie tam gdzie być powinna,
za to panuje niepodzielnie
jak nieodwzajemniona miłość.
Szczęście pozbawione oczu
szuka przystani gdzie dokończy
swoją wędrówkę i spocznie na dłużej.
a wiara, sama jest cudem.
Murarz szczęścia
Kiedy Czesiek umierał,
byłem w markecie budowlanym,
on odchodził a ja oglądałem
baterie łazienkowe.
Umyć ręce i duszę Czesława.
Zmuszam wyobraźnię aby wcieliła
mnie w sytuacje umierającego.
Nigdy pamięć nie jest tak wierna,
żeby oddać idealny obraz umierania,
kształtu baterii łazienkowej.
To było w sierpniu
a teraz jest grudzień,
bateria nie cieknie,
grób Czesława umajony.
Mrozy zetną kwiaty cięte.
Własny tors a w nim duszę umyję.
bo tłumaczy przypadkowość
zdarzeń, czasu i miejsca.
Przywraca pamięć
Gorzkie
powroty
Przyjechać do Krosna i stanąć na
moście;
wraca
wtedy gwar poranny i furmanki,
wracają Ojciec i Matka. Razem pójdziemy
na mszę do kościółka na wzgórzu
gdzie wino dojrzewa jak wiara w sercu.
Nigdy więcej rozłąki, nigdy więcej
śmierci.
Wstęp jest zawsze patetyczny i gorzki.
Potem, nic nie jest lżejszego,
suną słowa płyną barki po Odrze
w myślach jest jeszcze jezioro
i usłana lipami ulica Kościuszki.
Mój Boże jakiś ty niezmienny,
- musiałem odmówić pacierz
mając w ustach przekleństwa,
że to tak szybko minęło
i tyle stąd na zawsze odeszło.
Wilda robotnicza
i nie wszyscy powrócili do domu
ale bruk pozostał i wciąż o tym mówi.
Stąpali po nim ofiary i oprawcy,
teraz pokryty asfaltem ciągle wierzy,
że kiedyś ujrzy słońce.
Dzisiaj jest gorąco na ulicach
ale od słońca, ludzie ukryci
w cieniu wspominają bliskich
warto było ryzykować życiem
dla dzieci dla wnuków, dzisiaj
młode pokolenie ma inne cele
nie muszą odgruzowywać myśli
wspomnienia są jak uschłe gałęzie
lipy,
która jeszcze ma w korzeniach
prochy tych, co tak szybko odeszli.
Młoda Gwardia
a może stara dzieciarnia przed blokiem,
morzy głodem swoje umysły.
Było lato z brodą jest łysa jesień,
ogrody
przypominają o podlewaniu
włosów … brylantyną, jak za epoki hippisów.
Tu mógłbym wyskoczyć na chwilę do
Hybryd
ale są tam tylko dusze nie zawsze
pogodne
bo musiały kluczyć po wielkich
manowcach.
Wkładamy spodnie na okazje wieczorne,
koszule dla niepoznaki, krawaty z
baletnicą;
na nogi buty z ostrogami, aby nękały
jesień.
Nie wylewaj żalu za kołnierz,
jeśli już, to samogon nocą pędzony,
gdy gwiazdy udają że patrzą,
gdy księżyc w słonecznym zwidzie.
Krzepnie wiara w moc poezji,
ale ona nie może przepić nawet dnia,
wieczorami jej błędne ognie
majaczą wśród okien.
Miasto udaje że śpi,
poeta z boku na bok
przerzuca swój sen,
jak w życiu ani minuty jawy,
tylko fantazyjne mgły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz