środa, 26 sierpnia 2026

Nowe wiersze

 

CZERWIEC 56

 

Poznański czerwiec jest czerwony

na białym tle historii. Jesteśmy drugim

pokoleniem odarci z sukna wolności

ale żyjemy i to się liczy,

wbrew prawu wielkich liczb

które nie ogarniają wszystkich.

 

Lata biegną za czymś cięgle niedoścignionym

to może być pozbawione legendy

dorobku pokoleń, ale kurhany wciąż

urągają, ale groby jeszcze zniczami płoną.

 


Liryka dnia

Poezja jest wszędzie

tylko nie tam gdzie być powinna,

za to panuje niepodzielnie

jak nieodwzajemniona miłość. 

 

Szczęście pozbawione oczu

szuka przystani gdzie dokończy

swoją wędrówkę i spocznie na dłużej.

 Nadzieja nie ma matki 

a wiara, sama jest cudem.

 

Murarz szczęścia


Kiedy Czesiek umierał,

byłem w markecie budowlanym,

on odchodził a ja oglądałem

baterie łazienkowe.

 Czy można się umyć?

Umyć ręce i duszę Czesława.

 

Zmuszam wyobraźnię aby wcieliła

mnie w sytuacje umierającego.

Nigdy pamięć nie jest tak wierna,

żeby oddać idealny obraz umierania,

kształtu baterii łazienkowej.

 

To było w sierpniu

 a teraz jest grudzień,

bateria nie cieknie,

grób Czesława umajony.

 

Mrozy zetną kwiaty cięte.

Własny tors  a w nim duszę umyję.

 Wiersza nie wolno zlekceważyć

bo tłumaczy przypadkowość

zdarzeń, czasu i miejsca.

Przywraca pamięć

 

 

Gorzkie powroty

 

Przyjechać do Krosna i stanąć na moście;

wraca wtedy gwar poranny i furmanki,             

wracają Ojciec i Matka. Razem  pójdziemy

na mszę do kościółka na wzgórzu

gdzie wino dojrzewa jak wiara w sercu.

Nigdy więcej rozłąki, nigdy więcej śmierci.

 

Wstęp jest zawsze patetyczny i gorzki.

 

Potem, nic nie jest lżejszego,

suną słowa płyną barki po Odrze

w myślach jest jeszcze jezioro 

i usłana lipami ulica Kościuszki.

 

Mój Boże jakiś ty niezmienny,

- musiałem odmówić pacierz

mając w ustach przekleństwa,

że to tak szybko minęło

i tyle stąd na zawsze odeszło.

 JBZ

 

Wilda robotnicza

 Dzisiaj robotnicy wyszli na ulicę,

i nie wszyscy powrócili do domu

ale bruk pozostał  i wciąż o tym mówi.

Stąpali po nim ofiary i oprawcy,

teraz pokryty asfaltem ciągle wierzy,

że kiedyś ujrzy słońce.

 

Dzisiaj jest gorąco na ulicach

ale od słońca, ludzie ukryci

w cieniu wspominają bliskich

warto było ryzykować życiem

dla dzieci dla wnuków, dzisiaj

młode pokolenie ma inne cele

nie muszą odgruzowywać myśli

wspomnienia są jak uschłe gałęzie

lipy,  która jeszcze ma w korzeniach

prochy tych, co tak szybko odeszli.


 Poetycka Wilda


Młoda Gwardia

a może stara dzieciarnia przed blokiem,

morzy głodem swoje umysły.

Było lato z brodą jest łysa jesień,

ogrody  przypominają o podlewaniu

włosów … brylantyną,  jak za epoki hippisów.

 

Tu mógłbym wyskoczyć na chwilę do Hybryd

ale są tam tylko dusze nie zawsze pogodne

bo musiały kluczyć po wielkich manowcach.

Wkładamy spodnie na okazje wieczorne,

koszule dla niepoznaki, krawaty z baletnicą;

na nogi buty z ostrogami, aby nękały jesień.

 

 

 Poezja i życie

 

Nie wylewaj żalu za kołnierz,

jeśli już, to samogon nocą pędzony,

gdy gwiazdy udają że patrzą,

gdy księżyc w słonecznym zwidzie.

 

Krzepnie wiara w moc poezji,

ale ona nie może przepić nawet dnia,

wieczorami jej błędne ognie

majaczą wśród okien.

 

Miasto udaje że śpi,

poeta z boku na bok

przerzuca swój sen,

jak w życiu ani minuty jawy,

tylko fantazyjne mgły.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz