wtorek, 29 marca 2016

Recenzje rozproszone

 Tęsknota za koronkową chusteczką i zwykłym listem w niebieskiej kopercie.  To wyznanie może być hasłem przewodnim po tomiku wierszy poetki z Kujaw- Bożeny Nowakowskiej. Lektura proponowanej czytelnikowi książki nie sprawia kłopotu, liryka to czysta poprowadzona zrozumiałym językiem, metafory jeśli się pojawiają, mają w sobie klarowny komunikat. Poetka unika symboli i kodów, daleka jest od wybujałych kreacji, mówi w pierwszej osobie, nie posługuje się pomocniczo obcymi podmiotami, co daje w sumie autentyczne obrazy tego wszystkiego, co ją otacza, tego co czuje a także to, czego nie rozumie i nie jest w stanie pojąć, ze świata metafizyki lub jest tajemnicą ukrytą pod  polnym kamieniem. Przyroda Kujaw, słynne piachy niebywałe, Wisła niosąca krople Beskidu aż do Bałtyku, miejsca dorastania, miejsca szczęśliwości a także porażek. Trudno tak wielki bagaż opowiedzieć wprost, udźwignąć prostym słowem – dlatego poetka posłużyła się metaforycznym uniesieniem w stylu swoich wielkich poprzedników na Kujawach - wierszem powiem więcej -  inaczej  nie  potrafię wysłowić  nawet  najprostszych  spraw i zdarzeń, przyroda również, co na swój sposób dostrzega, jest inna wewnątrz, wymaga więc lirycznego przekazu. W istocie nawet martwe tutaj żyje, są również miejsca kultu, innego wyobrażenia jestestwa, nie zawsze adekwatnego do tożsamości. Pojawiają się zwierzęta i domownicy poetki, którzy wiedzą, że jeśli dotkną betlejemskiej gwiazdy znajdą swoją. Jest u Nowakowskiej także miłość,  jak  mówi:  nie  ma  żadnej  definicji,  takie nic  a  jednak   wszystko.  Z niczego coś wielkiego- drugie przesłanie poetki skierowane do czytelnika, to - nic banalne i wszechobecne- u Nowakowskiej jest punktem wyjścia do poetyckiego przekazu. Stara się nam uzmysłowić, że istnieje jakiś ukryty system wartościowania. Nie wszystko jasne, co się świeci, albo jest tak oczywiste, że  nie warto dalej  się  tym  zajmować. Zawsze  coś  odkrywamy w odkrytym, zawsze jest coś warte uwagi, mimo że jest tyle do zrobienia nowego.  Trzeba czasem wracać do miejsc zapomnianych, tam też jest pole lirycznych odkryć, jakby na nowo, tyle że dojrzały już podmiot inaczej postrzega z racji nabytych doświadczeń.
    Nie często sięgam po tomiki tzw. regionalnego obiegu. Nie jestem zwolennikiem poezji mającej swoje źródła w klasycznej formie i języku, jednak doceniam autorów, u których autentyzm jest niepodważalny w przekazie. Zwykle zabiegi językowe kończą się topornym nadrealizmem, tak często spotykanym w natłoku wydawnictw, zalewie rynku pozycjami niewiele mającymi wspólnego z poezją.  Tego zarzutu poetce z Włocławka postawić nie mogę,  ponieważ znalazłem wiele fraz, które bronią ten tomik. A to już dużo w myśl zasady – czasem warto przesiewać piasek, aby znaleźć to,   czego   szukamy.  Tak  jest  z  poezją.  Tutaj   przypomina   mi  się   dialog z pewnym poetą, który zwykł mawiać- jedna metafora może uczynić więcej aniżeli kilka tomów. Daleki jestem od przypisywania Nowakowskiej jakiegokolwiek szeregu, widzę jednak, że stoi na swoim własnym miejscu. Nie ważne czy to miejsce jest widoczne, jak sama mówi: przeznaczenie końca nie ma, więc wszystko może się zdarzyć. A w szczególności kilka wierszy, dla których warto żyć.




czwartek, 4 lutego 2016

Wiersz na koniec tygodnia


Tadeusz Wyrwa-Krzyżański




















Kamień węgielny                                                      


Wszystkiego jestem głodny, prócz sycącego mnie
głodu.
To on mi ten wiersz pisze i nie chce być
uśpioną ciszą.
Ale nie mam szyb zamalowanych
na czarno.
Rzeczywistość kruszy się jak nie porozdzielany
chleb.

Pusty stół jest moim niebem danym mi za darmo.

Nie wolno mi opuścić rąk.
Nie wolno mi opuścić rąk.

Wrażliwa jest kalka
mojej skóry.
Nie czeka na mnie żaden notariusz, kapelan, ani
polityk. Nie jestem sługą ich
mowy.

Manna dnia chuda, jaskółki ciągle są powabne,
ciemność i wieczność - odległe. Trzeba mi tutaj
trwać.
Kamień węgielny domu ma wymiar
spalonej kartki papieru.






Teresa Rudowicz

















Jałta


pewnego dnia obudzę się na plaży w Jałtcie,
znajdę białą daczę, kwitnący sad, może nawet
Irinę, Olgę i Maszę. nie pojedziemy do Moskwy,
ale możemy spakować kufry, wypić wódkę
w hotelu Rosija,  poczekać, aż los zadecydyje
za nas.

miałeś rację, Antoni, ludzie jedzą obiad,
a tymczasem rozstrzyga się ich szczęście,
łamie ich życie, bez względu na konferencje.
traktaty i pakty, sól jest jdnakowo słona.

chociaż jesteśmy krótką chwilę,
jakieś drzwi zawsze są otwarte.
tylko ofiary się nie mylą
i tak rozumieć trzeba Jałtę. 

( z tomu: Błędne ognie, Zaułek Wydawniczy Pomyłka Szczecin, 2014)





 Krystyna Mazur



















Skamieniałe pyski


Burek biegnie przy mnie, merda ogonem i zagląda w oczy.
Odwracam wzrok.
Mruczek plącze się między nogami. Łasi.

Gdy wsiąkam w cień wagonu,
widzę jeszcze nadzieję
w psich i kocich ogonach.

Zabiorą. Znikniemy razem.
Jednak cień zniknął nażarty.
Nie na żarty.

Na peronie zostały twarze Burka i Mruczka
skamieniałe z przerażenia.

(Poemat Kresowy, ZLP Poznań, 2015)




Jakub Sajkowski





















Układy chaotyczne

Najbardziej potycka jest umowa o dzieło,
a dzieło jest układem dynamicznych skojarzeń,
więc jeśli jeż, to korona z cierni,
a jeśli Bóg, to z obrożą-zabawką.

Umowa o "dzieło", a może o "działo"?
Dlaczego, mamusiu, po jednej stronie
ulicy jest tabliczka przystankowa "Armii Poznań"
a na przystanku powrotnym tej tabliczki nie ma?

Tak się czasem zdarza. Lecz nie ma "się zdarza".
Może Bóg zapomniał o okolicy za miedzą,
gdzie ulice bez nazwy i pies bez obroży?
Armia Poznań dotarła tylko do tego momentu,

dalej teren prywatny i prywatne zniszczenia.

(z tomu" Google Translator, Dom Literatury i SPP w Łodzi, 2015 r.)




Beata Patrycja Klary






















7

Na wsi nie ma spożywczego ale są cztery apteki.
My tu wszyscy wciąż się na coś leczymy.
Na brak chęci chodzenia.
Na nadmiar chęci chodzenia.
Na smutek. Na radość czasem też.
Baby niosą zamiast chrustu opakowania po lekach
Tego jest wszędzie pełno.
Siedzibą chorób są snujące konie.
Błądzą między żywymi.
Otwierają w ludziach to co zamknięte. Wtedy zaczyna wypływać
z nich zło. Wedy zaczyna wypływać z nich dobro.
Są puści.

( z tomu: Obiekty totemiczne, Zaułek Wydawniczy Pomyłka, Szczecin,2015)
Nominacja do Lubuskiego Literackiego Wawrzynu 2016




Karol Graczyk

















Małe miejsca


W tych małych miejscach historie są małe:
powietrze godzi się na ptaki, a ziemia na drzewa,
wyżej chmurzy się na burzę niżej ogień milczy
o swoich przyczynach. Miękki rozgrzany asfalt.

W tych małych miejscach historie są małe:
ściana jest sufitem a sufit jest ścianą, polecieć
nie zdołasz. Za oknem nikt nie prowadzi wojen,
ani psów na smyczy, więc psy srają pod furtką.

W tych małych miasteczkach historie są małe,
nie muszą się rozwijać, ważne żeby trwały,
więc ubieramy spokojnie czoła w zmarszczki
i latamy wciąż niżej na coraz cięższych skrzydłach.

W tych małych miasteczkach historie są małe,
a ostatnie słowa są cięższe niż pierwsze.


( z tomu: Przełomy, Instytut Mikołowski, 2015 )
Nominacja do Lubuskiego Literackiego Wawrzynu 2016




Natalia Komarow





























Sobota, bagieta, szarlota


wielka ze mnie fanka
sobotniego poranka

lubię te potłuczone butelki na skraju chodników
i puste paczki po fajkach na skrawkach śmietników
i mokre plamy pod wiatą na przystanku autobusowym
taki wielkomiejski pejzaż namalowany melanżem
streszczenie wczoraj w zaspanych głowach

bo w piątki Warszawa o smaku piwa
do rytmu taksówek się kiwa

(kim ja jestem że
poezję znajduję w
wypchanym śmietniku
a w ojczyźnie - nie?)

z tomu: Gocław, Saska Kępa, Śródmieście, Fundacja Literatury im, Henryka Berezy, Szczecin 2014

czwartek, 14 stycznia 2016

Wiecznie młoda

  
Odeszła w styczniu jak jej koledzy, Marek i Tadeusz, odeszła liryczną drogą, z której nigdy nie schodziła, bardzo kobieca w swoich wierszach, naturalna bez makijażu i wyszukanych kreacji. Energiczna, pełna pozytywnych emocji, zawsze uśmiechnięta. A miała przecież powody do smutku, rozgoryczenia kiedy zmagała się z dolegliwościami, później z chorobą. Ilekroć ją spotykałem  tryskała optymizmem, witalnością i poczuciem humoru, na swój sposób interpretowała otaczającą nas rzeczywistość, emanowało z niej doświadczenie i tolerancja względem odmiennych postaw, jak przystało na poetkę szanowała każdego rozmówcę, bez uprzedzeń i pretensji o cokolwiek, miła niekiedy kokieteryjna ale zawsze z klasą w każdej sytuacji. Odeszła pozostawiając po sobie niemały dorobek twórczy, oraz wiele dokonań społecznych, pedagogicznych i kulturowych. Cześć Jej pamięci.


Studium kobiety 

 Lirykę Jolanty Nowak Węklarowej cechują drobiazgi.  Kobieca natura każe jej dostrzegać wszystko, co ma związek z nią samą. Ale tylko to, co widoczne i namacalne.  Dostrzeżone, sprawdzone i zarejestrowane.  Rejestr czasu widoczny gołym okiem.  Spojrzenie w lustro w nim cała przeszłość - w twarzy kobiety, która młodzieńczo trwa w jesieni.  Ten swoisty spektakl trwa od czasu, kiedy poetka wydała jeden ze swoich najlepszych tomów zatytułowany: Wstępuję w jesień. Biografia Jolanty Nowak Węklarowej jest typowa dla poetów z kręgów Orientacji, określanych mianem „spóźnionych przez Andrzeja K. Waśkiewicza.  Debiutowała na uboczu w zgiełku manifestów Nowej fali. W gorącym okresie rozliczeń, kiedy co niektórzy nadgorliwi decydenci po piórze ogłaszali już bilans zysków i strat okresu Orientacji. Z tych względów jej pierwsza książka była łabędzim śpiewem ginącym w tumulcie nowych deklaracji poezji lat siedemdziesiątych.  Z pewnością był to dla poetki trudny okres. W konsekwencji potrzebowała blisko dziesięciu lat, aby zaistnieć po raz drugi poetycką książką.  Trwająca chwila była pozytywnym skutkiem szczególnej „inkubacji” poetki, kiedy to jej sytuacja liryczna mogła natenczas ulec panującej modzie, lub w pozycji wyczekującej zachować poprzedni status? Wielu przedstawicieli Orientacji doświadczyło tego procesu.  Nielicznym tylko udało się spowodować pewien wyłom w świadomości wydawców i nawiązać do Orientacji jednak poprzez nowe kształty i kreacje czysto własne.  Przykładem może tu być Wojciech Czerniawski.
      Jolanta Nowak Weklarowa przeczekała jednak ten okres. Ale nie bez uszczerbku na przyszłość. Przypadkiem, może z premedytacją podążała do percepcji czytelniczej zawsze u schyłku kolejnych dla poezji okresów. Demonstrowała swój hiatus w martwych okresach, kiedy przebrzmiewały już hasło kolejnych generacji. A były i są to okresy, w których wszelkie „formy obecności” grawitują ku klasyce. Zbiorowa świadomość przestaje być świadomością narzuconą. Triumfują więc propagatorzy nowych kształtów, tacy jak Czerniawski w latach siedemdziesiątych, Tulik i Derdowski „Po sierpniu” i potem od Podsiadły aż do Honeta.  Z tych względów Jolanta Nowak Węklarowa pozostawała zawsze poza układem.  Była to jednak sytuacja wymuszona. Nie mogła, więc poetka deklarować swojego uczestnictwa we wspólnocie programowej, ani odreagować nowym kształtem na obligatoryjnie obowiązujące tropy świadomości zbiorowej. Nic dziwnego, że ucierpiała na tym jej poezja, rewelacyjnie zapowiadająca się na początku lat siedemdziesiątych.
     Credo liryczne Jolanty Nowak Węklarowej to osobiste wzniosłości i upadki. W jednym z wierszy w tomie: Wstępuje w jesień, mówi wprost: jestem nowe studium kobiety, – które mniej więcej przebiega tak:
(…)
naprzeciw twarz moja
(…)
w szyderczym lustrze przemijania
prześwietlona do chłodu
przedśmiertnej maski.

Jej prawda o przemijaniu to nie odwzorowanie wnętrza lub lansowanie określonej kondycji psychicznej. To ciało – kobieca oręż i kobieca bezbronność. To uroda. O urodzie kobiety wstępującej w jesień mówi poetka z Wągrowca.
     
   Liryka osobista bywa zwykle domeną poezji kobiecej. Wyznaniem stanów, dokumentacja porządkująca drobiazgi.  U autorki Trwającej chwili jest czymś więcej? W swoich wyznaniach często antycypuje stany przedśmiertne. A przecież z jej strof bije optymizm i pogoda ducha kobiety czynnej i pełnej życia. Jest to, więc kamuflaż polegający na kreowaniu lirycznej apatii, która jest przeciwieństwem sytuacji obiektywnej podmiotu.  W podobny sposób próbowała dotrzeć do percepcji czytelniczej Anna Janko. Tyle, że w jej wykonaniu była to poza?  Książka Jolanty Nowak-Węklarowej stanowi niepodzielna całość. Książka ta budzi tyle zachwytu, co i zastrzeżeń.  Nadmiar metafor nie zawsze trafnych i zamierzonych. Często przypadkowych. W konsekwencji traci na tym fabuła. Nie czuje się dramaturgii. Chociaż niewątpliwie jest to autentyzm, tyle, że nie zawsze właściwie wkomponowany w poetycki obraz. Prostota wyrazu byłaby właściwym środkiem.  Jednak akcenty lingwistyczne w jej języku są tak mocno zakorzenione, ze trudno wymagać od poetki, aby wyrzekła się tradycyjnych dla niej środków przekazu. Zwłaszcza języka. Próbowanie różnych poetyk dowodzi braku indywidualności. Przekonali się o tym nieliczni z nielicznych poetów tego okresu, dla których „wspólnota” była szansą przetrwania. I końcem własnego głosu.  
  Zasługą poetki z Wągrowca jest dbałość o wiarygodność.  Zabieganie o wyrazistość obrazu. Wspomniane zarzuty nie są aż tak istotne. Bowiem powszechnie wiadomo, że kreowany autentyzm językiem metaforycznym prowadzi do konstruowania wypowiedzi subiektywnej, wyraża indywidualną osobowość, niepowtarzalność przeżyć i doswiadczeń. I nawet, gdy przekazywany jest językiem szablonowym, schematyczną metaforą – nie pomniejsza to wartości artystycznych utworu. Albowiem wszelkie niedociągnięcia są rezultatem konwencjonalizowania się wszelkich zjawisk w indywidualnych poszukiwaniach. Jest to proces nieunikniony. Dlatego tak często mówi się o kryzysie wartości artystycznych i nie tylko.

    W poezji Jolanty Nowak-Węklarowej wyartykułowane jest „ja”. Podmiot występuje tutaj w imieniu własnym. Ale jego racja jest uniwersalna. Dotyczy, niezależnie od zamiarów autorki, zbiorowej świadomości.  I to nie tylko kobiecej. Wyrażona subiektywnie jest udana próbą wyartykułowania indywidualnych spostrzeżeń.  Nowe studiu kobiety – to odkrywanie piękna jesieni kobiety. To przepis jak żyć bez kompleksów, jak przeciwstawić się napastującej niemocy.  Wreszcie jak zabiegać o miłość – tą, która jeszcze tli się - aby całkiem nie wygasła.  Po dwóch poprzednich próbach myślę, że tym razem liryka Jolanty Nowak-Węklarowej, jeżeli nie ostanie, to przynajmniej kilkoma wzruszającymi wierszami utrwali się w pamięci czytelników. W jej zbiorku nie brakuje strof, które są jak lustro, w którym jawi się uniwersalna twarz, ta beztroska w młodości, ta doświadczona przez życie. W jej zbiorku znaleźć można również wyznania odkrywcze:
/…/
Proszę – nie wstydź się czasu
który dopada ciało kobiety
obnoś to co miało przyjść
bo się stało
jako piękno i dostojeństwo.

Gdyby takich strof więcej – zbiorek autorki z Wągrowca na pewno byłby wydarzeniem. A i bez tego, wzrusza i przekonuje. 

(fragmenty z książki: Dzieci Norwida" , która jest w przygotowaniu do druku}

niedziela, 10 stycznia 2016

Przybyła i Starkowska laureatami konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny.

                    

Laureatami 32 edycji konkursu na debiut poetycki roku 2015 im. Kazimiery Iłłakowiczówny zostali: Piotr Przybyła z Karpacza za tom poezji „Apokalipsa After party” Dom Literatury i SPP w Łodzi, 2015
Joanna Starkowska za tom poezji „Ballada o wyrzynarce” Zaułek Wydawniczy Pomyłka w Szczecinie.
                                                    
Do nagrody głównej kandydowali oprócz wyżej wymienionych:

Rafał Rutkowski tomem „Chodzę spać do rzeki” Wyd. Zeszyty Poetyckie w Gnieźnie, 2015
Oliwia Betcher tomem „Poza” Wydawnictwo: Zaułek Wydawniczy Pomyłka w Szczecinie, 2015
Dominika Baraniecka tomem „ Geometria i baśnie” Wyd. TDT Talent w Białymstoku,2015


Kapitułe przewodniczył Jerzy Beniamin Zimny.
Członkowie: Danuta Bartosz, Ares Chadzinikolau.






sobota, 12 grudnia 2015

Opowiastki z prowincji















Wczoraj przed cmentarzem zaczepił mnie podejrzany typ, 
                -Panie jarasz?
Przez moment zastanawiałem się co odpowiedzieć? Był czas, że jarałem fajki, ale mówiło się  inaczej, kopci i już. Podejrzany typ nie spuszczał ze mnie oczu więc burknąłem,
                -A kto nie jara?
Wybieg ten doprowadził typa do furii,
                -Nie pytałem  kto nie jara, pytałem czy pan jara?
               - Obecnie nie jaram.
                -To znaczy, że możesz pan mieć szluga?
               - Mam- odpowiedziałem, ale słabiutkie
                -Daj pan cztery, wezmę naraz.
Dałem mu dwa marlborasy, białe twarde i zniknąłem w bramie. 

    Znicze bardzo opornie odpowiadały na ogień z zapalniczki, wiatr  dołożył swój wydech i powiedziałem do siebie- kurwa. Obok dama w kapeluszu:
               - W takim miejscu  jak można?
               - A można -  odrzekłem, - wszędzie można się wkurwić, ale czy musi pani słuchać?
               - Jeszcze nie jestem głucha,  
             - A ja już. - Odpowiedziałem i udałem się w kierunku studni. Tam jakiś facet pomstował nad tłokiem – panie żeby w takim dniu się zatarło? W jakim dniu – pytam. On wskazał na kopcące znicze    – dymią jak cholera a woda się zakleszczyła w rurze na amen. Po grzyba panu woda - odpowiadam. Daje mi do ręki wiadro mówiąc przy tym- nie widzisz, że puste. A więc trzeba je napełnić?  Tłok tłokiem, nerwy nerwami- rzekłem- idź pan do swojej nieboszczki i powiedz, że nie podlejesz kwiatów, 
    Odszedł z pustym wiadrem w kierunku kaplicy i tyle było go widać, z grobowca obok odlałem sobie z wazonu trochę wody do butelki. Nauczył mnie tego ojciec, więc dla niego ta woda, ściślej dla kwiatów, które byłem łaskaw mu kupić. 
    Odszedł szesnaście lat temu, cichutko odszedł pozostawiając po sobie ogródek działkowy. Wzór sztuki ogrodniczej, czereśnie szczepione łutówkami, śliwy po trzykroć szczepione różnymi odmianami i wino z sadzonek przywiezionych z Węgier. Takiego wina w kraju nikt nie miał. I to wszystko pozostało na łasce losu. Podobno jedyny spadkowicz (imienia nie wymienię) puścił działkę za kilka butelek wódki? Potem mieszkanie otrzymane w spadku. Tak już bywa, że to co łatwo przychodzi jeszcze łatwiej odchodzi.  Ja jako ten, który po ojcu nic nie otrzymał  z wielkiej miłości do niego dbam o nagrobek,  który postawiłem nie prosząc innych o wsparcie finansowe. Nauczono mnie tylko dawać i nie oczekiwać rewanżu. Tam w niebie wszystko jest policzone  i niech tak będzie. 

   Na parkingu ciasno, drzwi w drzwi ustawione auta, zawsze zostawiam sobie duży odstęp ważąc na tuszę. Jednak nic to nie daje, bo parkują obok cieniasy, zanim wsiądę dokładnie obijam drzwiami sąsiada. Obijam całe życie cudze boki. Obecność moja to dym z papierosów, dymek z rury wydechowej i czasem piękne słowa układane w wersy. I kobiety bez słów miłowane. Miejsce zdarzeń intymnych jest obojętne, byle dać upust nieokiełznanej wyobraźni.  



piątek, 11 grudnia 2015

Winna była wyobraźnia






                                       młodzi konferansjerzy pokazali klasę godną mistrzów

                                                    porywający poetycki spektakl,
                                                            rozmowy w kuluarach
                                                   

środa, 9 grudnia 2015

Wyniki X edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Łucji Danielewskiej

PROTOKÓŁ JURY

Jury X edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Łucji Danielewskiej na posiedzeniu w dniu 27.11.2015 w składzie: Grażyna Wrońska, Ivana Prakaturovic, Jerzy Beniamin Zimny, Stanisław Szwarc, Dragan Markovic, Jerzy Grupiński (Przewodniczący), po przeanalizowaniu 149 nadesłanych w regulaminowym terminie prac, postanowiło nagrodzić następujące osoby:
Laureat – Jolanta Nawrot ze Słupcy, godło:  „Skrzydełko” za wiersz „ *** Ciągle stoję gdzieś w korkach, posuwam się powoli”
Rzeźbę autorstwa poznańskiej artystki Marioli Kalickiej ufundowaną przez Annę Woźniak;
Nagrodę pieniężną w wysokości 1000 zł ufundowaną przez Grupę 3000 – Oferta Poznańskich Pośredników Nieruchomości, Juliusza Wilczyńskiego, Annę Woźniak;
Nagrodę Klubu Artystycznego PoemaCafe w postaci wieczoru z pełną oprawą promocyjną ufundowaną przez Teresę i Agatę Wawrzyniak,
Nagrodę Specjalną Apteki pod Złotym Lwem ufundowaną przez właściciela dr. Jana Majewskiego;
Dodatkowo Adam Nowak ufundował Laureatowi Konkursu nocleg w pokoju 2-osobowym ze śniadaniem na poznańskim Stary Rynku w „Naszym Klubie” przy ul. Woźnej 10.
Wyróżnieni kolejno:     
1.       Dorota Ryst z Warszawy, godło: „Adlerhorst” za wiersz „neon”
Obraz autorstwa poznańskiego artysty plastyka pochodzącego z Bułgarii Ventzislava Piriankova
2.       Michał Witold Gajda z Wrześni, godło: „stanisławowicz” za wiersz „Dlatego”
Obraz autorstwa poznańskiego artysty plastyka pochodzącego z Chorwacji Dragana Markovica
3.       Krzysztof Martyna z Kalisza, godło: „d’Artagnan” za wiersz „pusty kościół w upalne południe”
Nagrody książkowe ufundowane przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu;

Nagrody dla 3 osób wyróżnionych:

Nagroda Klubu Artystycznego PoemaCafe w postaci wspólnego wieczoru z pełną oprawą promocyjną ufundowana przez właścicielki Panie Teresę i Agatę Wawrzyniak;
Nagrody książkowe ufundowane przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu;
Nagrody książkowe autorstwa Łucji Danielewskiej ufundowane przez Rodzinę Poetki.                                                                                           

Laureat został wybrany większością głosów. Zgłoszono votum separatum (Grażyna Wrońska) podczas głosowania nad wyborem Laureata. Protokołowała Anna Woźniak.
Jerzy Grupiński (Przewodniczący)

 Grażyna Wrońska
 Ivana Prakaturovic
 Jerzy Beniamin Zimny
 Stanisław Szwarc
 Dragan Markovic


czwartek, 12 listopada 2015

Plany wydawnicze na 2015- 2016 .







Tom poezji






Jak się w tym wszystkim znaleźć będąc czułym
jak zapalnik granatu. Kobieta mnie rozumie
i odpina stanik, nie chce moich wierszy na noc,
nawet mój sen jest dla niej zbyt liryczny, a przecież
Bóg dał mi pióro i kałamarz, aniołowie skrzydła.

Nie uczyniłem z tych darów choćby piwnego parnasu.

Jest mi jesiennie z kobietą bo liście zamiast włosów.
Jest mi zimno, skostniale na wczasach przed
pogrzebowych. Szkoda łez na mrozie nie będzie
z nich kryształu.  I wiersza mi żal bo nasiąknięty
alkoholem. I Polski mi żal, bo musi mnie znosić.  

( z tomu Pakuły) 




Powieść 


                                                          

 (….)    Żyć nie umierać – pomyślałem sobie, stojąc przy oknie wychodzącym na strażackie podwórze. Czego tam nie było? Wrak wozu bojowego chyba jeszcze sprzed wojny, podziurawione węże, połamane drabiny i mnóstwo walającego się złomu. Nad wejściem do piwnicy przebijał spod tynku powszechnie rzucający się w oczy napis „PST”, którego znaczenia nie rozumiałem, oraz powszechny i zrozumiały dla wszystkich napis „3 × TAK”. Napisy te w jakimś stopniu korespondowały ze sobą. Jeden i drugi skazywał kogoś na milczenie, jeden i drugi nakazywał określone zachowanie. Teraz te znaki towarzyszą mi, przedstawicielowi młodego pokolenia, w akcie dorastania do publicznej zabawy, podczas której nikt nie będzie milczał. Wszyscy otworzą swoje dzioby do butelek, dziękując losowi za przeżycie i choć jeden dzień utraty świadomości. W dosłownym tego słowa znaczeniu (…)

fragment Gromnicy.






                                                            Eseje




                                                                                           (2012-2016)


(....)
Błądzenie to poszukiwanie prawdy. Kto błądzi, prędzej czy później, znajduje najistotniejsze wartości? Uniwersalne, niepoddające się destrukcji czasu.  Niepodlegające cezurze, niezależnie od okoliczności politycznych lub społecznych. Czy sytuacji wymagającej poświęcenia dobra, aby złu nadać miano wyższej konieczności? Nigdy w przeszłości nie było widocznej granicy między dobrem i złem. I w przyszłości też nie będzie. Może jest to próba, na którą skazana jest ludzkość? W celu oceny własnego postępowania w okolicznościach dwuznacznych? Liryka Samsela jest dwuznaczna. Dwa oblicza, jednak bardzo niewyraziste, a przy tym wymowne w swoich tajemniczych rysach. Jak ten aniołek, pozbawiony oblicza siłami natury, która uzmysławia nam, że wszystko, co ludzkie i ziemskie podlega takim samym prawom, dobra i zła? Przy czym nie ma znaczenia, w którym kierunku oscyluje ludzka świadomość. W nicość obraca się zarówno ułomność jak i doskonałość. Z wyjątkiem przekazywanych z pokolenia na pokolenie dziedzicznych cech. Podatnych na dobro i zło. (....)


(fragment książki)

środa, 7 października 2015





OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA NAJLEPSZY DEBIUT ROKU im. KAZIMIERY IŁŁAKOWICZÓWNY.

NAGRODA im.  KAZIMIERY IŁŁAKOWICZÓWNY
OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA NAJLEPSZY DEBIUT ROKU

Poznański Oddział Związku Literatów Polskich ogłasza Konkurs o Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny na Najlepszy debiut Poetycki Roku 2015.

Konkurs od ponad 30 lat promuje miasto Poznań w kraju i poza jego granicami. Inspiruje ludzi młodych do rozwijania artystycznej pasji , zdolności i możliwości poetyckiej wypowiedzi. Popularyzuje twórczość Patronki Nagrody – Kazimiery Iłłakowiczówny. Była ona jedną z najważniejszych poetek polskich. Z Poznaniem związała swoje życie, a wiele lat z poznańskim oddziałem ZLP.

Serdecznie zapraszamy
wydawnictwa, stowarzyszenia twórcze, osoby reprezentujące instytucje kulturalne i media o charakterze literackim do nadsyłania zauważonych, interesujących debiutów poetyckich – książek, wydanych w 2015 roku.

Regulamin konkursu:
• Tomy poetyckie mogą zgłaszać wydawnictwa, stowarzyszenia twórcze, osoby, reprezentujące instytucje kultury i media i charakterze literackim.
• Książki autorów, pisane w języku polskim, wydane w 2015 roku, należy wysłać na adres Organizatora Konkursu w 3 egzemplarzach, z podaniem adresu, e-maila, nr telefonu autora.
• Termin nadsyłania tomów poetyckich – 30.11.2015.(decyduje data stempla pocztowego).
• Nadesłanie książek jest równoznaczne z akceptacją regulaminu i stanowi deklarację, że autor nigdy wcześniej nie wydał żadnej książki noszącej cechy poetyckiego debiutu (z numerem ISBN).
• Nadesłane książki oceni Komisja Konkursowa, powołana przez Organizatora.
• Oficjalne ogłoszenie nazwiska Laureata i wręczenie Nagrody nastąpi w grudniu 2015., w Mieszkaniu – Pracowni Kazimiery Iłłakowiczówny – Oddziale Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, ul. Gajowa 4 m 8.
• Laureat zostanie powiadomiony o terminie wręczenia Nagrody.
• Wiersze z nagrodzonego tomu poetyckiego zostaną zaprezentowane na witrynie poznańskiego oddziału Związku Literatów Polskich - www.zlp.poznan.pl
• Organizator nie zwraca książek, nadesłanych na konkurs.
• Adres Organizatora Konkursu:
Związek Literatów Polskich Oddział w Poznaniu
ul. Dmowskiego 37
60 – 222 Poznań

środa, 2 września 2015

Darłowskie lato 2015






Darłowo, moje drugie miasto na nawietrznej. Z solą dla smaku, winem z innej beczki.
      
Ile w tym prawdy może każdy się przekonać  spędzając tutaj wakacje. Od czterdziestu pięciu lat każdego roku, niekiedy częściej - przyjeżdzam do  Darłowa szlakiem moich młodzieńczych uniesień, spotkanej tutaj miłości i kontaktów lirycznych, inspirowanych historią związaną z morzem. Nową historię Darłowa piszą mieszkańcy, miejscowe władze a także turyści, spośród których coraz większą rolę odgrywają ludzie sceny, sztuki, mediów, także obcokrajowcy zachęceni zmianami jakie tutaj zaszły w ostatnich dwóch dekadach. Pierwszy mój kontakt z historią Darłowa - to lektura poematu Czesława Kuriaty "Powrót Króla Eryka", nieco później osławione Dąbki- moimi osobistymi przeżyciami, wielokilometrowy kontakt z morzem, aż do interwencji  patrolu pograniczników zakończony szczęśliwie, nie miałem wtedy pojęcia czym są prądy morskie?  Od tamtych lat wszystko się zmieniło - jak mawia mój przyjaciel: "pozostały tylko wieże ciśnień i stacje kolejowe"  znaki szczególne w naszej dzisiejszej topografii, kiedy wędrujemy ścieżkami przeszłości, już nie wiadomo dokąd?  A wędrujemy po nowym i nie zawsze ze starym, czego przykładem jest "Darłowskie lato z poezją" organizowanie - początkowo spontanicznie- teraz przy współudziale placówek kulturalnych miasta. Historia ma swoje "egzystencjalne" potrzeby, zwłaszcza historia odkrywana - w taki sposób jak to ma miejsce w Darłowie. Na przestrzeni dziesięciu wieków miasto setki razy zmieniało społeczne i polityczne oblicze, czego wyrazem są zabytki świadczące  o tym. W ten proces coraz aktywniej wpisują się literaci przyjeżdżający każdej wiosny do Darłowa, w ramach konkursu literackiego a także podczas wspomnianego lata z poezją. Trzecie spotkanie z tego cyklu zainaugurowano w Bibliotece Miejskiej. Zjawili się poeci z ciekawym programem artystycznym. Gorzowianie przedstawili spektakl oparty na tekstach Kazimierza Furmana, gościnnie wystąpiła z nimi Krystyna Mazur w roli "kobiety codziennej" Swoja debiutancką książkę zaprezentowała Bożena Kaczorowska z Warszawy, Spotkanie w Bibliotece zakończył wykład na temat konkursów poetyckich. 
Nazajutrz, w gościnnym Herbatniku, poeci ze Szczecinka przedstawili program poetycki oparty na tekstach M. Czychowskiego, w którego wcielił się Leonard Jaworski, ze znakomity skutkiem, dzielnie sekundowały mu koleżanki, K. Mazur, J.Żonko, M. Góralska, W sobotę wszyscy uczestnicy udali się do Krągu, aby w Zielonej Dolinie złożyć liryczny hołd, nieodżałowanemu Saszy. Kążdy krzaczek, każde drzewko - wszystko tutaj nosi na sobie cudowne piętno gospodarza, Uczestnicy ogniska z łezką w oku, wspominali poprzednie spotkania z Jego udziałem. 

Życie toczy się dalej, drzewa rosną coraz wyżej, zmienia się Zielona Dolina. Czas, niemy świadek naszej egzystencji, nie daje nam odpocząć, Może jest to konieczne w zmaganiu z przemijaniem, któremu oprzeć się może, jedynie Poezja. 

   





wieczór w Bibliotece Miejskiej

popołudnie w Herbatniku




pan Lech Kamiński z Koszalina, przybył pozdrowić poetów,