środa, 14 maja 2014

XXX rocznica śmierci Andrzeja Babińskiego

Cmentarz Junikowski, największa nekropolia Poznania. Zbieramy się przy bramie głównej, ulica Grunwaldzka przebudowana bez problemu można tutaj się dostać nawet w godzinach szczytu. Ostatni zjawia się Jurek Grupiński, po krótkiej wymianie zdań udajemy się Aleją Zasłużonych w kierunku kaplicy skąd prosto na pole trzynaste gdzie niedawno spoczął Tadeusz Stirmer. Cztery miesiące minęło od jego śmierci, a wydaje mi się, że z alejki wyjdzie potężne chłopisko i delikatnym gestem pośle pozdrowienie w naszym kierunku. Pustka, ludzi prawie nie ma, tylko bujna zieleń i świergoty ptaków nam towarzyszą, Jerzy kostatuje: aż się wierzyć nie chce, że ten bujny park jest miejscem pochówku? Spoczynku - dodaję, spoczynku zasłu żonego, choć nie zawsze przychodzi we właściwym czasie.  Tadeusz mial jeszcze tyle do zrobienia, Andrzej - to już tylko pamięć i wiersze po nim, trudno odtworzyć ostatnie lata jego życia,  strzępy informacji wyrywane z pamięci, książki  i nieliczne fotografie. Pochodził z Podlasia, zakotwiczył w Poznaniu, tutaj żył ze starszym bratem i ojcem. Brat Stanisław wykazywał duże zdolności literackie, podobno dorównywał Andrzejowi. Przez jakiś czas za sprawą Edka Popławskiego organizowano konkursy poetyckie imienia Babińskich.  Odmawiamy modlitwę za Tadeusza i po minięciu trakcji energetycznej udajemy się na pole trzydzieste piąte wypatrując sosny - znaku szczególnego nagrobka Andrzeja. Jest wyższa aniżeli dwa lata temu kiedy Karol Samsel zapalał swoje znicze Andrzejowi. Zauważyłem, że sosna wtedy wygięta ku dołowi, teraz jakby zaczęła się kierować ku niebu? Przez ten czas urosła w znacznym stopniu. Karol Samsel odnalazł grób Babińskiego  podczas gdy ja zastanawiałem się, czy jest to właściwe pole. Przyroda zakamuflowała kwatery w sposób nieprawdopodobny, zieleń pokrywa wszystko, nawet beton, co zauważyłem w niektórych starych alejkach. 

Wspominamy kolegę, przywołujemy z pamięci, każdy od siebie, to co mu utkwiło najbardziej. Jerzy czyta fragmentu protokołu zamykające śledztwo wyjaśniające przyczyny śmierci poety.  Czytamy wiersze Andrzeja, a także testy własne jemu poświęcone. Słońce dzisiaj do południa było ukryte, pojawiło się na cmentarzu w całej krasie. Jest ciepło i przyjemnie, sosna pachnie żywicą, płoną znicze tak hołubione przez Andrzeja, i przestała warczeć suka ziemia. Ta sama, która towarzyszyła Andrzejowemu przyjściu na świat. Zamilkła  wraz z nim, a dalej to już tylko chodzą zegary, zegary zjawisk artystycznych, tylko innym tempem jak zauważył był Andrzej. Zegar arystyczny poety przyspieszył, nabiera tempa dzięki miłośnikom jego poezji, dzięki kolegom, którym przyszło poznać smak przemian ustrojowych o które on sam walczył. I być może przypłacił życiem?  Od siebie mogę dodać - przy modliwie o jego zbawienię - że herbata już nie jest tak dobra i mocna, mimo że nie na kartki, papierosów w brud, lecz nie na kieszeń rencisty, a reszta ? Z resztą kolego sobie radziłeś nie przebierając w słowach, Wersal czy Belweder, a nawet speluna przy Kościelnej, wsio ryba, byle nie ubywało lasów wyrąbywanych na wątpliwej wartości poezję.  Czarna czy czerwona peleryna, z każdej strony można ją na grzbiecie nosić, jak wtedy na dworcu głównym.  A i kryształowy wazon potłuc w hollu wypełniony wątpliwej jakości winem. Się żyło i gniło w majestacie poezji, pani od udręki, czasami nocą podawała swoją czułą dłoń we śnie, rankiem ani śladu po niej, tylko roznosiciele mleka dzwonili na nasz anioł pański, Anioł Poetów.

Jerzy Beniamin Zimny

2 komentarze:

  1. Pamięć godna naśladowania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki Piotr, pozdrawiam gorąco, do zobaczenia. Jerzy

    OdpowiedzUsuń