Słupek rtęci
Żona wysłała mnie po filet z kurczaka,
dowiedziałem się o tym, jak przyniosłem kilogram karkówki i zamiast chleba,
dwie paczki makaronu. Niby nic, a jednak coś ze mną nie tak, nie piję, nie
oglądam kreskówek, nie nęci mnie materia spoza wymiaru moralności, zwyczajny
facet, który często rozmyśla nad wszystkim co minęło. Coraz częściej łapie się
na tym - co zrobiłem a czego nie, mam
wątpliwości dokonania lub nie, najgorzej z lekami, dla pewności rezygnuję z
określonej dawki, bo nie pamiętam czy już wziąłem.
Zima trzyma mnie w mieszkaniu, nie znoszę
gipsu, białych kitli i piwonii w wazonie,
wprost odrzucam czekanie na cokolwiek, śnieg jest biały więc i jemu się dostaje, mróz sobie
chodzi, nie wtrącam się do lodów, pod kołdrą jest ciepło i zawsze ktoś się
gramoli w moim kierunku, czy taki świat nie jest cudowny?
„Pierdolisz” usłyszałem w słuchawce, może i tak, z resztą czy ma to
jakieś znaczenie, skoro wszystko gdzieś noszę od kilku lat, a ludzie zawsze
mają coś do mnie, chociaż o nic nie proszę i nie pragnę kontaktu z nimi.
Przyjaciele - byli, koledzy, raczej kolega, który mimo wszystko żyje. Co możemy
jeszcze zdziałać? Kiedy jestem gotów on wychodzi z jednej ze swoich chorób.
Dlatego robimy lekkostrawne potrawy przy akompaniamencie kociej muzyki.
Proza życia, raczej życie w prozie. A poezja? Zjadła już wszystko co miała do zjedzenia.
Pozostał jej tylko własny ogon dla młodego pokolenia. Krztuszą się, parskają,
zaklinają rzeczywistość uwikłani w
neoliberalizm. Prywatność to żadna, poza nielicznymi wyjątkami, kończą się na
debiucie. Własna ścieżka nigdy nie prowadzi do stada, stada w którym
formatowanie języka jest dyrektywą.
Alternatywy
Zawsze jest jakiś wybór, ale z wiekiem
taka oferta się kurczy, ubożeje w przedmioty lub podmioty zainteresowania. Ale są wyjątki wśród ludzi
doświadczonych nie tylko wiekiem. Mój kolega wyboru dokonał pół wieku temu, ma
w swojej codzienności trzy utarte ścieżki, nie zbacza z nich, nie wymyśla
nowych, nie wkłada na grzbiet ciężaru wątpliwego gatunku. Chyba, że jest to
ciężar słodki.
O kim mowa? Jeszcze nie zdradzę bo
osobnik ma się dobrze, nad wyraz i swój wiek, dobrze. Nie narzeka na krzyż i
lędźwie, nie spieszy się i nie przyspiesza. Wychodzi z założenia, że noc jest
długa i stan wniebowzięcia powinien być jak najdłuższy. Wtedy nie przyspiesza
serce, nerki pracują rytmicznie, przysadka mózgowa w miarę swojej wydolności,
produkuje materiał genetyczny. Jest jeszcze czas na wyrzucenie z siebie kilku
strof, które bez oporu przyjmuje papier, nawet kredowy papier, dużej gramatury.
Jak już jestem przy kredzie, to warto
narysować koło, z początkiem promienia gdzieś w okolicy Wildy. Zasięg zmienny,
raz do Pobiedzisk, innym razem w okolicę Wronek. I tak od półwieku krąży ten
Obiekt zbudowany z miłości i
szlachetnego wapienia. Kobiety pytają którędy On chadza, odpowiadam – tamtędy
gdzie chylą się wierzby, gdzie otwierają usta kaczeńce, a dziewczęta wiją
wianki, które bardzo szybko tracą.
Poezja, Po/e /zjada co popadnie, byle się
nie jąkać – ale powtarzać można niektóre słowa: jeszcze, jeszcze raz, bliżej,
może jutro powtórka, a może trwanie jak przy furtce w roli wiernego psa. Wola
Twoją niechaj będzie w każdym momencie.
Zawojował świat teraz musi posprzątać po
sobie: puste butelki, opatrunki, zapisane bruliony, chusteczki do nosa,
wykałaczki, ołówki twarde i miękkie, fotografie niewiniątek, ofiary składane w
lesie, na łące, i w innych miejscach przypadkiem. Poezja widziała dużo, ale
nigdy nie szła i nie pójdzie za swoim autorem, świadoma wyrządzonej krzywdy,
musi kłamać i milczeć w nie- których momentach, kiedy trafia z półki na nocny
stolik. W snach się odradza, nic jej nie spopieli, tak samo jak uczucie – tli
się i płonie nawet bez ognia.
Kolega twierdzi, że „jeszcze może”. Ale to „może” przypomina
krótkotrwałe ocieplenie w krainie wiecznego lodu. Dalej opisuje dokładnie, jak
ten „proces” przebiega. Z przyczyn obiektywnych przemilczę ten fragment,
albowiem i mnie się zdarza dryfować pośród gór lodowych. Do końca nie jestem
pewien, czy to ma miejsce we śnie, czy na jawie. Dla pewności unikam alkoholu,
ponieważ ma właściwości rozpuszczalne i wtedy płynie moja wyobraźnia ku
kędzierzawej przystani, wtedy moje dłonie przebierają w starych fotografiach, w
poszukiwaniu obiektów zaniechań. I tak dalej, bez zatrzymania, można skręcić
kark na pierwszej rafie, chroniące przyzwoite miejsca, przed barbarzyńcami.
Kolega twierdzi, że łatwiej być upolowanym aniżeli samemu polować. Jeśli
przyjrzeć się przedziałom wiekowym, to aż strach wyjść na ulicę, proporcja
rośnie: na wiekowy Dąb przypadają trzy Akacje. No i zupełnie nie- podziewanie,
dendrologia weszła do pojęć socjologicznych, ściślej do zagadnień demografii.
Łatwiej jest szukać w pamięci, tylko trudniej taki obiekt obecnie
rozpoznać. Piękno przebrzmiewa, „uroda jak nagła pogoda” i jak „zima w La Paz”.
Nawet lustro dzisiaj kłamie, chyba że jest antykiem z podkładem rtęciowym. Pozostają sny, najdoskonalszy wehikuł czasu,
potrafiący człowieka na kilka minut przenieść tam, gdzie dozna najwięcej
wrażeń, bez uszczerbku na zdrowiu i kieszeni.
Zdjęcie rentgenowskie prawdę ci powie. Na kliszy, czy na płytce
cyfrowej? Wszystko kłamie, wszystko jest
fikcją, odkąd ludzkość popadła w świat wirtualny. Czy prawdą jest to , co
pisze przyjazna dusza. W jakim czasie pisze, czy jest w tym miejscu gdzie stoi
na zdjęciu. Zmarłym składają życzenia z okazji urodzin lub imienin,
chorym życzą dużo zdrowia i udanych wakacji.
Retrospekcje urzeczywistniają,
wtedy nie pozostaje takiemu nic innego, jak tylko unikać spotkania w realu. No,
ksywki prowadzące do Sezamu, do tajemniczej krainy, gdzie źdźbło trawy musi
zastąpić kawałek mięsa. Tolkien wysiada a Szewczyk Dratewka rozkłada ręce,
widząc tatuaże na łydkach. I po- ezja musi to
honorować, musi brać do adopcji każdy magiczny kamień.
Moja głowa w tym, aby mój świat nie
zwariował.