sobota, 4 sierpnia 2012

Głośna Malina

Czekali na "Malinę" w Głośnej i się doczekali. Poeci, artyści i obywatele- każdy swojego porządku i wizerunku. Rozglądałem się po sali w połowie poinformowany, druga połowa jeszcze do rozpoznania, i to jest dowód jak wiele w Poznaniu się zmieniło. Najpierw slalom w pasażu kina Muza, potem kilka skrętów, nawrotów i znalazłem się w kącie wydzielonym dla palaczy, po schodach na piętro i szczyt mój tego wieczoru został zdobyty. Jest bufet, są poeci rozgadani, na czele z Reteską, która co dopiero zza oceanu przyleciała. Dlatego Cicho musiała być obok głośna. No bo w Głośnej nie można inaczej. Na kanapie sprawczyni tego wieczoru- Małgorzata Południak w otoczeniu materialnych twórców Maliny. W Głośnej, było głośno. Tylko Tadzio Stirmer zatroskany wielce, myślami gdzieś za miastem trawił swoje gorzkie, los sprawił że trawimy oboje, dlatego nie do dyskusji nam było. Ale słuchać trzeba jeśli głos zabiera Gałkowska. Chyba świadomie na ten wieczór zrobiła się ryżawa, moje ulubione określenie od czasów Rudego z psem. No pies, Tadek dopił coś ze szkła, ja na moje suche w gardle nie znalazłem odpowiedniego płynu. Wracam do Gałkowskiej, siedzi z Maliną w rękach i szuka pomocy w głębi siebie, zawsze zanim coś powie kilka razy obróci książkę, powertuje jakby chciała odwrócić uwagę widzów od tremy. Kuba zawsze zamyślony, rozbiegane oczy świadczą, że przeszukuje w komórkach najbardziej dojrzałych skojarzeń. Jako, że młody, nie może inaczej, więc w konsekwencji nie przejechał się jak dotąd na Ślizgawkach. Raczej posunął do przodu, wyprzedzając spore grono debiutantów, konkurentów. Małgorzata, autorka czyta swoje wiersze, aż dziw bierze, że to debiut. Książka przemyślana, dopracowana w każdym elemencie. To pierwsze spostrzeżenia, po lekturze będę mógł powiedzieć więcej, mam nadzieję dobrego.

Z obowiązku reportera ( ?) punktuję przyjezdnych. Panie z Kalisza, poetki pierwszego sortu, chociaż jedna debiutantka- dawno u mnie po debiucie prywatnym. Nie miała pojęcia o tym. Druga, czarnula z aparatem, mówią i piszą o niej dobrze, z entuzjazmem, więc i ja będę musiał się lepiej dziewczynie przyjrzeć, nie z sympatii lecz z obowiązku. Państwo Dudkowie- portowcy, ostatnio dużo żeglują po kraju,  a i u siebie wiele cum przyjmują, a tych na redzie sporo, i będzie coraz więcej, bo port zaczyna być popularny, tylko patrzeć jak zawiną tam obce bandery. W ferworze wymiany poglądów może kogoś przeoczyłem, niepalącego bo w kąciku dymków otarłem się o kilka znaczących postaci strzepujących popiół. Łucja od pereł nie pali ale przy popielnicy sekundowała palaczom nie szczędząc uśmiechów, paru podciętych młodzieńców wzięło kurs na  Kontener posłuchać egzotycznych rytmów. Wziąłem kurs na Dębiec, tam tylko świerszcze słychać, albo żaby na gliniankach. A także psy na posesjach. Było cicho, jak nigdy dotąd.        

1 komentarz:

  1. Oboje z Maliną dziękujemy, że był Pan z nami w tym dniu :)

    OdpowiedzUsuń